Po Polsce rozeszła się wiadomość, że większość projektów jakie mogą być współfinansowane z funduszy UE, uzyska taką „dopłatę” ale nie więcej niż 40% wartości projektu.
Oficjalnie we wszystkich dokumentach związanych z programami operacyjnymi mówi się o 75% a nawet w kilku przypadkach o 85% (to tak jakby kupić dobry samochód płacąc tylko za koła).
A wszystko przez tzw. pomoc publiczną.
Kiedy rozmawia się z urzędnikami w Urzędach Marszałkowskich , pojęcie to przyprawia ich o histerię. Nie bez powodu. Pomoc publiczna to jest taka pomoc ze strony instytucji publicznych (np. w formie dotacji UE) , która ingeruje w rynek, wspierając jednego z graczy. Oczywiste jest, że ktoś kto kupi samochód płacąc za koła jest w lepszej sytuacji niż ten kto kupi samochód płacąc za… samochód. UE nie chce aż tak wchodzić z butami w rynek, więc mówi: jeżeli jakieś dofinansowanie jest pomocą publiczną nie będzie większe niż 40% (i to przy duuużym szczęściu).
Gdzie tu powód do histerii?
Otóż urzędnicy z uporem godnym lepszej sprawy przez cały czas twierdzili , że jeżeli dotację otrzyma spółka komunalna (własność samorządu) to nie ma żadnej ingerencji w rynek (choćby za płotem były trzy konkurencyjne spółki prywatne) i projekty spółek komunalnych mogą spokojnie otrzymać dotację 75% wartości projektu.
Ich wyjątkowa odporność na argumenty była naprawdę zastanawiająca.
Wynikiem tej odporności jest to, że Programy Operacyjne (zwłaszcza regionalne) zostały tak napisane, że właściwie nie ma tam pieniędzy przeznaczonych dla firm prywatnych (wyjątek stanowią małe średnie i przedsiębiorstwa – kropla w morzu). Prawie wszystko biorą spółki komunalne, których projekty zostały już przygotowane. Niestety większość z nich będzie można wyrzucić do kosza ponieważ zakładały wkład własny w wysokości 25%, a tu okazuje się, że będzie przynajmniej 40%.
Pani Minister Gęsicka wycięła urzędnikom taki numer – co prawda każdego logicznie myślącego …nawet urzędnika, nic nie powinno dziwić w stanowisku Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, ale tyle pracy na nic.
Regionalne Programy Operacyjne są odrzucane przez Komisję Europejską jeden po drugim, a to oznacza, że pierwsze projekty można będzie zacząć przygotowywać dopiero w połowie przyszłego roku (jak dobrze pójdzie).
Nie mam nic do niemałego wynagrodzenia urzędników (może płaci im się właśnie za klapki na oczach), jednak bardzo niepokoi mnie fakt, że to właśnie owi mądrale będą decydowali o tym komu przydzielić dotację, a komu nie. Co będzie jak znowu im się coś ubzdura? Ponieważ zapisy Programów Operacyjnych blokują finansowanie firm prywatnych, a spółkom komunalnym zabawa przestała się już to podobać , można przewidywać, że za kilka lat będzie wielki krzyk, że tyle było pieniędzy do wzięcia, a nikt nie wziął.


Komentarze
Pokaż komentarze