„Ciało obce” – pomysł prosty jak konstrukcja cepa – co nie jest zarzutem. Właśnie na takich pomysłach można budować świetną fabułę i nie zanudzić czytelnika. W dodatku na czasie, więc łatwiej rozegrać to marketingowo.
Facet, fachowiec od audytów w zarządzaniu czy czegoś podobnego, po rozsypaniu się rodziny i wykorzystaniu przez tajne służby, traci wiarę w jakikolwiek sens czegokolwiek i postanawia wyjawić światu całą wiedzę o machlojkach służb specjalnych w gospodarce, w które został wciągnięty. Wszystko spisywał i dokumentował. Swoim zleceniodawcom dostarczał to czego chcieli, jednak sam dla siebie przechowywał prawdziwe wyniki audytów, analiz itp. Ujawnienie musi jednak wyglądać wiarygodnie. Bohater decyduje się na samobójstwo tak spreparowane, żeby wszyscy pomyśleli, że zrobiły to służby specjalne, żeby nie dopuścić do ujawnienia prawdy. W tym czasie znajomy dziennikarz odnajdzie schowane materiały i ogłosi je światu.
I o tym wszystkim czytelnik dowiaduje się jadąc z bohaterem w pociągu pośpiesznym z Warszawy do Suwałk, od Białegostoku osobowym, w zimowe popołudnie i wieczór. Wiedza czytelnika powiększa się z każdym kilometrem przebytej drogi. Finał następuje gdzieś na podsuwalskich bezdrożach cudownie wyglądających latem, zimą ziejących chłodem, opuszczeniem i ciemnością. To tam kiedyś na studenckich wakacjach bohater pocałował pierwszy raz swoją byłą żonę.
Fabuła jest więc taka jak koń – każdy widzi. Myślę, że gdyby zabrał się za nią Łysiak, wyszłaby z tego perełka typu „Najgorszy”, ale tak… Cóż zrobił Autor przez blisko dwieście stron jazdy pociągiem? Otóż można się dowiedzieć, że głównym zajęciem bohatera, wtedy kiedy akurat nie spał, był alkohol i seks. No więc zaczynają się pojawiać opowieści o popisach seksualnych faceta, w końcu z pewnej formy spowiedzi przed samym sobą zamienia się to w pornograficzne wspominki. I to w takiej ilości, że naprawdę mogą pojawić się odruchy zwrotne. Od pewnego momentu zacząłem mieć wątpliwości co do celu tej książki. Kiedy niemal na każdej stronie czyta się opisy zabaw bohatera z kochankami, kobietami zamężnymi, wolnymi, prostytutkami, mającymi okres czy też nie, można odnieść wrażenie, że autor napisał tę książkę z przyczyn terapeutycznych. Jeżeli to prawda, że w każdej literackiej fikcji zawsze jest jakaś część ego autora, to… nieważne.
W połowie książki miałem dość, już wcześniej zacząłem przelatywać wzrokiem po kilka kartek z nic nie wnoszącymi do fabuły opisami orgietek z matką dwójki dzieci, rozważaniami o wyższości kobiet dojrzałych, doświadczonych nad młodymi laskami wiedzącymi o seksie tyle, że jest. (kolejny kompleks Autora – starzeje się).
Dotrwałem do końca ponieważ byłem ciekawy, czy bohater rzeczywiście zrobi to, o czym opowiada od chwili ruszenia pociągu, czy też czeka go cudowne ocalenie. Nawet jednak dla mnie zakończenie książki jest takie jakby Autor sam nie wiedział co począć ze swoim bohaterem. Nie przeczytałbym tej książki jeszcze raz.
Uważam, że książka jest przeznaczona dla ludzi w wieku 25+. Licealiści i tzw. młodzież akademicka będzie w niej widzieć co najwyżej podręcznik do uprawiania niezobowiązującego seksu.
To o czym jest ta książka? Jest o… miłości, o dramacie miłości niespełnionej, szukającej, błagającej o odpowiedź. I pomyśleć, że można to było tak spieprzyć. Szkoda czasu i papieru. Za to polecam inne książki Autora, jednak jest to inny rodzaj literatury. „Ciało obce” jest rzeczywiście obcym ciałem w jego dorobku.
24
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (6)