No proszę! Trzy dni od wyborów a już pierwszy kryzys w koalicji, której jeszcze nie ma.! Ale od początku.
Trwa spotkanie Tusk-Pawlak. Zgromadzeni dziennikarze z rosnącym napięciem odmierzali czas na swoich i cudzych zegarkach… 30 sekund, minuta, półtorej… Kiedy wskazówki dochodziły do dwóch minut wszyscy już wiedzieli. Łatwo nie jest. Ale kiedy wskazówki przekroczyły dziesiątą minutę spojrzenia dziennikarzy, nawet tych z Wyborczej, mówiły jedno: jest dramatycznie!
Po 15 minutach wychodzą obaj panowie a Tusk zaczyna opowiadać o znalezieniu z Pawlakiem wspólnego języka (!) dziwnie się przy tym uśmiechając, co zupełnie zdezorientowało pracownikowi mediów. Nawet Kolendę-Zaleską, chociaż ona widziała już dużo.
Po ochłonięciu Donald Tusk opowiada, że ustalono następujące rzeczy:
- kto będzie Premierem
- kto będzie Vice-Premierem
- kto będzie Marszałkiem Sejmu
- wszystkie partie mają swoich Vice-Marszałków
No to teraz wszystko jasne. Pawlak chciał być zapewne Premierem i upierał się aż trzy minuty! Twardziel. Ostatecznie zgodził się być tym Vice. Co jednak działo się kiedy Tusk prosił Pawlaka o akceptację Marszałka i jego vice. O! Za Marszałka Tusk to mi zapłacisz – pomyślał Pawlak i tym razem nie odpuścił. Dostał Wicepremiera, którym chciał zostać także Tusk. Zajęło to kolejne 7 minut. Pozostałe 5 minut to poszukiwanie wspólnego języka...(cokolwiek to znaczy)
Tak właśnie wygląda ustalanie rzeczy oczywistych, które ludzie inteligentni wiedzieli już przed spotkaniem tych dwóch wielkich polityków. Ciekawe ile czasu zajmie im ustalanie spraw naprawdę ważnych? Czy oni wiedzą, że kadencja trwa tylko cztery lata?
Czy Polska zawsze musi być tym najweselszym barakiem?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)