Książka Patricka Frencha, „Tybet, Tybet” to rodzaj spowiedzi aktywisty protybetańskiego, który wyjaśnia dlaczego zrezygnował z hucznych akcji typu „Campagin for a free Tibet”. To także książka o wielopoziomowym zaśnieniu Zachodu. Czasami zaśnienie to przyjmuje w jego narracji formy szczerej, dobrodusznej histerii w słusznej sprawie, czasem hipokryzji.
Tybet w umysłach ludzi zachodu to prefiguracja idealnej, duchowej krainy w której przemoc to rzadkość a wszystkie czujące istoty mają się nieźle.
I to strasznie smutne, że ta kraina legła w gruzach. To straszne co się z tymi ludźmi dzieje.
Tak można by było streścić, co myśli, czuje przeciętny mieszkaniec zachodu. Tymczasem French, zarazem dziennikarz, pisarz jak i historyk, poprzez opis jednej ze swoich podróży do Tybetu pokazuje jak daleko leży realny Tybet od takich potocznych wyobrażeń. Poddaje dyskusji praktycznie wszystko, co się potocznie "wie" i myśli o Tybecie, w tym także liczbę 1,2 miliona zamordowanych Tybetańczyków od momentu inwazji Chińskiej Krasnoj Armii na Tybet, która w pewnych kręgach protybetańskich ma rangę dogmatu o nieomylności papieża. Wreszcie na koniec autor stawia tezę, że wszelkie hałaśliwe akcje przeprowadzane w demokratycznych społeczeństwach nie mają sensu, wobec tego, że nie robią dokładnie żadnego wrażenia na władzach ChRL a jedyne co dzięki nim się dziej to wzrasta kontrola w samym Tybecie.
Można się nie zgadzać z konkluzjami Frencha, aczkolwiek trudno przejść obojętnie obok wielu celnych spostrzeżeń z których wyłania się nie tyle pytanie, jak to było możliwe że Tybet upadł, ale raczej pytanie o to jak to możliwe, że Tybet rządzony przez Dalajlamów dotrwał do połowy XX wieku pozbawiony armii, z dwoma zarejestrowanymi samochodami na cały kraj.
Wreszcie najważniejsza konkluzja nie jest zbyt odkrywcza, chociaż obca wielu protybetańskim środowiskom w Polsce i nie tylko – że w obecnym układzie politycznym Tybet i Tybetańczycy nie mają żadnych szans. Dopóty chiński smok jest spojony ideałami Mao, dopóty nie ma szans na Wolny Tybet. Musi zmienić się system, który dławi po równo Chińczyków i Tybetańczyków i wszystkie inne mniejszości myślące inaczej niż Jiang Zemin, Mao, Deng Xiaoping czy Hu Jintao. Bez upadku systemu, nie ma mowy o jakichkolwiek pozytywnych zmianach. Na boku niejako French pyta sam siebie jako przedstawiciela Zachodu, jak to jest, że Hitler został potępiony, podczas gdy Mao, winny śmierci dziesiątków milionów chińczyków nadal ma wielbicieli, mówiących że Mao chciał dobrze, tylko najwyżej popełnił błędy. No ale idea była okej. To samo pytanie można postawić w Polsce. Dlaczego sierp i młot to zabawny gadżet, chociaż jego miejsce powinno być obok swastyki w muzeum hańby i degeneracji rodzaju ludzkiego.
Zgodzić się z niektórymi konkluzjami Frencha jest trudno. Tym trudniej gdy się jest przedstawicielem małego narodu, którego niepodległe rojenia także dla cywilizowanego i sytego świata zachodu były szkodliwą histerią. Szczególnie gdy żyje się na ziemi gdzie wymordowano miliony przedstawicieli innego małego narodu, za którym nikt się nie ujmował, chociaż wszyscy mówili, że tak, to straszne co robią Żydom.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)