Radek Jurodiwy Wiśniewski Radek Jurodiwy Wiśniewski
50
BLOG

CZY JUZ JESTEM RASISTĄ ?

Radek Jurodiwy Wiśniewski Radek Jurodiwy Wiśniewski Polityka Obserwuj notkę 3
Kiedy siedziałem w Beskidzie odbyła się kuriozalna defilada w której obok siebie defilowały Leopardy 2 z post-radzieckimi BWP-ami i ukazał się w Gazecie Wyborczej zabawny tekst Pana Żuradzkiego a potem kilka komentarzy w tym. Tekst wyjściowy jest tutaj: http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4393674.html
Sam tekst Żuradzkiego Tomasza grzeszy uproszczeniami w wielu miejscach. Ot na przykład gdy używa śmiało zostawienia „prawicowa fascynacja przemocą”. Jak Rany Boga – rozumiem że słynne z rozmachu defilady na placu Czerwonym w Moskwie i ich ubogie kopie w Warszawie, Pradze, Berlinie, Pekinie to były manifestacje prawicowe?! Panie Żuradzki troche konsekwencji, fascynacja przemocą, zdolność do okrucieństwa nie jest wymysłem prawicy ani lewicy, faministek ani maskulinistów, to – jak słusznie zauważa autor – rodzaj wrodzonych cech odziedziczonych po przodkach którzy aby zejść z drzewa i przetrwać w dżungli – musieli być agresywni i musieli walczyć. Prawdę powiedziawszy jestem im wdzięczny za te niewdzięczną pracę, jaką wykonali. Oczywiście, można powiedzieć, że juz nie żyjemy w dżungli i agresja powinna się wyprowadzić z repertuaru naszego wyposażenia instynktywnego, emotywnego, ale tak się składa że ciężko to idzie i znacznie lepiej ludzkości wychodzi przetwarzanie instynktów i ich sublimacja. To wątła i wąska ścieżka, ale dość rozsądna, wykonalna. Armia, wojsko, siły zbrojne, ale także zawody sportowe, igrzyska olimpijskie i ich pochodne także są formą sublimacji agresji. No ale gdyby Żuradzki coś pisał o agresji, to by jeszcze nie było źle. Sęk w tym, że Żuradzki nie wiadomo o czym pisze, poza tym, że pisze. Ot na przykład pod etykietą patriotyzmu umieszcza wybiórczo to, co mu pasuje do prowokacyjnej tezy. Teza musi być prowokacyjna, bo autor musi zaistnieć. Szkoda, że sensu w niej niewiele a pomieszanie materii wielkie.
Kolejne zabawne zdanie – „Wydaje się przecież, że masowa ekstaza warszawiaków na widok kilku maszyn do zabijania oraz wyjątkowe poważanie, z jakim traktuje się żołnierzy - ludzi, którzy dobrowolnie chcą zabijać innych - to jaskrawy przykład kultywowania skłonności morderczych.”
Ja tez nie lubię defilad, podobnie jak nie podobają mi się pomniki szpiegów. Jednak autor powyśzego zdania chyba nie rozumie, że poważanie czy społeczny szacunek dla żołnierza bierze się nie tyle z szacunku dla jego chęci zabijania, ale z tego, że potencjalnie godzi się wykonywać niewdzięczną robotę i nadstawiać karku za Pana Żuradzkiego gdyby nie daj Boże, ktoś chciał na przykład Panu Żuradzkiemu zabrać możliwość publikowania doktoratu z etyki w języku polskim, czy zgoła chciał go etnicznie wyczyścić na śmierć. Żołnierz jest po to żeby walczył a to nie to samo, co zabijanie. Zabijanie przeciwnika, jego ranienie jest oczywiście bardzo często skutkiem walki, ale od dawna wiadomo, że mało który żołnierz strzela tak żeby zabić, robi to zazwyczaj przypadkiem lub wtedy kiedy nie za bardzo ma wyjście - czyli walczy w bezpośrednim starciu. Strzelanie to rodzaj zabójczych szachów. Wystarczy przytoczyć proste zestawienie - w 1939 roku armia polska powołała pod broń około miliona ludzi wszystkich specjalności - lotników, artylerzystów czołgistów, marynarzy, kucharzy, intendentów. Wszyscy oni, według różnych szacunków zadali Niemcom strat krwawych od 16 do 50 tys. zabitych i zaginionych oraz drugie tyle rannych - razem około stu tysięcy ranionych i zabitych. Co oznacza że statystycznie co mniej niż dziesiąty żołnierz w czasie trwającej ponad miesiąc niezwykle instensywnej (około tysiąca dwustu starc siłami powyżej batalionu) kampanii oddał strzał który miał skutek krwawy. Wiadomo też, że tak, żeby zabić strzelali na przykład Powstańcy Warszawscy i Niemcy tego się panicznie bali i dlatego kiepsko im szły szachy z gorzej uzbrojonymi Powstańcami. Tak jest zawsze gdy trafi się na przeciwnika który nie ma odwrotu i nic do stracenia.
Wracając jednak do wątku – powoływanie armii to niekoniecznie realizacja morderczych instynktów homo sapiens. Równie dobrze można powiedzieć, że to realizacja innej potrzeby homo sapiens – bezpieczeństwa. W XXI wieku nie ma już tak lekko, że każdy może stanąć w drzwiach domu i przy odrobinie szczęścia go obronić. Tak jak w przypadku przeciwdziałania katastrofom, ochrony zdrowia, komunikacji, administracji potrzebne są silnie wyspecjalizowane struktury.
Wreszcie ten nieszczęsny rasizm/patriotyzm w ujęciu Żuradzkiego. Tutaj autor nie odróżnia patriotyzmu od nacjonalizmu - co jest błędem na poziomie trzeciej (obecnie) klasy gimnazjum. Zdaje się nie zauważać prostego faktu, że ludzie dzielą świat na ten bliższy i ten dalszy - to truizm. Inny truizm to taki, że człowiek jest istotą wspólnotową, społeczną i tworzy te wspólnoty na różnym poziomie – od rodziny wzwyż i zazwyczaj jest tak, że los osób mu bliższych jest dla niego ważniejszy niż los osób odleglejszych co nie znaczy automatycznie, że pogardza się innymi. Oczywiście coraz częściej zdajemy sobie sprawę, że wszyscy jako ludzkość stanowimy wspólnotę i to wspólnotę, które ma jakieś wyzwania i zadania, ale droga do włączania się w tę wspólnotę musi być wsparta jakimś żywotnym mitem i odbywać się w miare naturalnie , ewolucyjnie. Tego mitu ludzkość jeszcze nie wypracowała, bo mit-idea komunistyczna okazała się rewolucyjną zbrodnią i skompromitowała się na długie lata (oby). Nie do końca rozumiem dlaczego drogą do te tej świetlanej przyszłości, tego internacjonalistycznego einvolku miałoby być zanegowanie wspólnotowości na poziomie państwa? Czy tylko dlatego, że bywało że w imię obrony jednego Państwa ludzie zabijali obywateli innego państwa? Czy w takim razie gdybym ułożył przekonywującą listę zbrodni dokonywanych w imię miłości, wynikałoby z tego, że należy walczyć z wszelkimi przejawami miłości?

"Sporo rąk i zbyt mało głów i tylko nie mów mi bzdur, że to dla mnie" L. Janerka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka