Zabawne, studenci i wraz z nimi media lamentują nad cenami i warunkami mieszkań w Krakowie, dołączają do gęgającego chóru szanowni rektorzy, którzy wcześniej niewiele robili gdy akademiki staczały się w otchłań finansowej degrengolady, której jednym z objawów był na poły jawny nielegalny handel miejscami w bursach. Zupełnie nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Studiowałem w pięknym grodzie Kraka kilka lat i jedyne co mam do powiedzenia o mrożących krem w żyłach newsach, to fraza: „czyli wszystko po staremu?”
Czyli nadal studentom wynajmuje się garaż po cenie dwupokojowego mieszkania bez dostępu do kibla i łazienki? Czyli dalej trafiają się niepełnosprawne centusie jeżdżące w niedzielę do kościoła a w dni powszednie zajmujące się pół jawną masturbacją gdy kąpie się twoja dziewczyna? Czyli dalej kiedy umiera właściciel mieszkania, dajmy na to w marcu, to już w kwietniu pojawia się jego rodzina której nie widziałeś przez trzy lata mieszkania u wyżej wymienionego i pozwala ci łaskawie mieszkać na workach z cementem? Czyli nadal znika właściciel a ty dowiadujesz się jednego dnia, że odłączają telefon z powodu długów a drugiego dnia licznik prądu? Albo może nadal się zdarza, że wynajmujesz mieszkanie a klienci byłego burdelu budzą Cię o pierwszej w nocy dziwnymi telefonami do domofonu a sąsiedzi jak wiadomo są porządni, więc nic nie wiedzą, nic nie mówią. Krakusi w ogóle są porządni, przez kilka lat studiów nie zaprzyjaźniłem się z żadnym rodowitym Krakusem. Znajomi, którzy zostali na doktoratach mają lepsze osiągi, ich wynik alienacji w tym super-kulturalnym mieście to czasem dziesięć, dwanaście lat. To ciekawy temat do rozwinięcia. Na przykład wszechpolskiej duszy Krakowa, pięknego liszaja krytego coraz nowymi wersjami podkładu i makijażu, tak pięknego jak stare, murszejące dziwki pod klasztorami na każdym kroku. Albo inaczej – może pogadajmy o fikcji bezpłatnych studiów i równego dostępu do wyższej edukacji dla wszystkich obywateli? Zapraszamy!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)