Radek Jurodiwy Wiśniewski Radek Jurodiwy Wiśniewski
31
BLOG

NASZ MEKSYK

Radek Jurodiwy Wiśniewski Radek Jurodiwy Wiśniewski Polityka Obserwuj notkę 3


Historia dalekich krajów bywa pouczająca, chociaż podobno historia ma to do siebie że jeszcze nigdy nikogo, niczego nie nauczyła. Ale to też jest nauka. Weźmy na przykład okres tzw. Porfiriatu w dziejach Meksyku, czyli rządów Porfirio Diaza de la Cruz które trwały w latach 1877 – 1911 i zakończyły się po trzydziestu latach fasadowej demokracji kolejną w dziejach Meksyku krwawą rewolucją. Oto jak te czasy portretuje „Historia minima de Mexico”:
„Upór z jakim Diaz wkraczał w życie publiczne, był rzec można proroczy. Bez wahania ogłosił zamiar objęcia najwyższego stanowiska w kraju, chociaż jego poprzednicy znacznie skromniej wyrażali żądzę władzy. Będąc człowiekiem niedostatecznie i nie w pełni wykształconym, kompletnie niedoświadczonym w dziedzinie administracji i polityki wyzwał na pojedynek Juareza, najrozsądniejszego polityka i męża stanu, który doszedł w tym momencie do szczytu chwały.”
W powyższym fragmencie mowa jest o zdarzeniach z roku 1867, Diaz wówczas jeszcze przegrał z Juarezem, ale zaraz potem zostaje deputowanym i historyk Meksyku pisze o nim tak:
„Zwycięża za trzecim razem, po raz pierwszy w życiu osiągając stanowisko w drodze wyborów powszechnych. Ma wówczas trzydzieści osiem lat. Wybór okazuje się najgorszy z możliwych. Zwyciężył człowiek o skąpej wiedzy, ogólnie niewyrobiony, nie umiejący się wysłowić, karzeł u boku wielkich parlamentariuszy.”
W parlamencie poszło mu na tyle kiepsko, że trochę się obraził na Izbę Deputowanych jako miejsce. Nie umiał przemawiać, dukał cos pod nosem, wiedział że wypadł blado. Nadal jednak uparcie startował w wyborach prezydenckich. Kiedy to nie przyniosło skutku, próbował rewolty w której ponownie poniósł klęskę i omal nie zginął. Wreszcie w 1876 roku pod koniec kadencji prezydenta Lerdo de Tejada dopina swego małego i dokonuje zamachu stanu. Zostaje prezydentem Meksyku 5 maja 1877:
„[zwolennicy Diaza - przyp autora] Kierowani irracjonalną nienawiścią do Lerdo de Tejada tworzą „komitety ocalenia publicznego”, mające demaskować „lerdyzm” urzędników, osób prywatnych i stowarzyszeń. [...] Brak poglądów doprowadził do zastąpienia ich działaniem. Skłaniała się ku temu, z uwagi na swój charakter, Porfirio i z tego powodu działanie stawiano na uprzywieljowanym miejscu. Diaz wszystkie swoje siły zaangażował w odebranie kongresowi uprawnień [...].”
Pajac, jednym słowem groźny pajac. Polubiłem swego czasu Meksyk od pierwszego wejrzenia bowiem z wielu względów poczułem się w nim jak u siebie, na swoich śmieciach tyle, że te meksykańskie są o wiele bardziej kolorowe ze swojej natury. Nasze, własne są trochę szare trochę bure. Też ze swojej natury. Jak ziemniaki prosto z wykopek albo buraki cukrowe w czas kampanii cukrowniczej zwalone w wielkie zwały na placach Cukrowni „Wróblin”. No właśnie. Przykład Meksyku pokazuje że miłe złego początki...eeee... Powiedziałem Meksyku? Czy ja w ogóle coś powiedziałem?

"Sporo rąk i zbyt mało głów i tylko nie mów mi bzdur, że to dla mnie" L. Janerka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka