
[fot Tomas Bravo, Reuters]
"...Po dwóch dniach okupacji izba niższa wygląda jak salon taneczny po tygodniowym przyjęciu weselnym. Podłoga zasłana jest butelkami, puszkami i opakowaniami po posiłkach, pośród których pokładają się na kocach i śpiworach co bardziej utrudzeni posłowie. Bardziej odporni na znoje walki o demokrację, roześmiani od ucha do ucha intonują radosne piosenki ku podniesienia ducha. Jeszcze inni, przyodziani nierzadko w kowbojskie kapelusze, przechadzają się z kanapkami w dłoni, nabierając sił przed ostatecznym starciem. [...]Tym razem walka o trybunę zaczęła się na trzy dni przed ceremonią. Posłowie PRD zamierzają wytrwać na niej do piątku, by udowodnić, że nie nie ma mowy, by faszysta i uzurpator Calderón objął urząd. Jednak deputowani z partii Calderóna okazali się szybsi i to oni wygrali bitwę o trybunę.
W szwach strzelały marynarki i koszule, ktoś komuś przyłożył w twarz, jakiś parlamentarzysta w rozchełstanej koszuli rozdzielał kopniaki, pewna deputowana zza podium prezydium okładała zwolennika Obradora butelką. Inny znów rozłożył się na marszałkowskim pulpicie i dopiero po dłuższej chwili został powalony na ziemię.
Przypominało to do złudzenia sceny z filmowych saloonów gdzie wszyscy walczą ze wszystkimi. W końcu jednak na sali zapanował spokój, a przedstawiciele obu partii uzgodnili, że zdobytych raz pozycji nie oddadzą, ale przemoc fizyczna ustanie.
To było przed zaprzysięzeniem na Prezyenta Felipe Calderona, a co się później, ta historia wam opowie:
"Pojawienie się w sali gubernatora stanu Kalifornia Arnolda Schwarzenegera i byłego prezydenta USA George'a Busha seniora, zmierzających do foteli przeznaczonych dla zaproszonych gości, zdekoncentrowało przepychających się posłów.
W tym samym momencie na trybunę wkroczyli, w otoczeniu agentów straży prezydenckiej i nowo mianowanych szefów resortu obrony narodowej i marynarki wojennej, Felipe Calderon i Vicente Fox, ustępujący prezydent Meksyku.
Nie czekając na uciszenie protestującej lewicy, Calderon wygłosił wśród gwizdów i owacji 30-sekundową formułę konstytucyjnej przysięgi, po której rozległ się hymn narodowy.
W chwilę później obaj prezydenci niezwłocznie opuścili salę, pozostawiając w osłupieniu zwolenników Obradora."
No i co, nie fajnie?


Komentarze
Pokaż komentarze