Rzeczywiście, wreszcie dobry dzień, dobre wieści. Po pierwsze skarb państwa ma zamiar się wycofać z finansowania klubów sportowych. Bardzo dobrze. Kluby sportowe mają możliwości inkasowania środków ze sponsoringu, co dla innych podmiotów na rynku jest co najwyżej pieśnią o rolandzie. A nie widzę powodu dla którego utrzymywana przez podatników taka czy inna firma miała by topić dziesiątki czy nawet setki milionów w klubach sportowych z ich infrastrukturą, sprzątaczkami, ośrodkami wypoczynkowymi oraz tabunami łysiejących tak zwanych działaczy. Każdy albowiem działacz powinien być szczupły i wysportowany jak Marian Dziurowicz, ho ho. Można powiedzieć, tak ale kluby prowadzą też inną działalność. Owszem, prowadzą i na tę działalność, która nie może być dochodowa powinny mieć (i mają!) możliwość występowania o środki publiczne tak jak inne organizacje pozarządowe. Bo niby dlaczego kluby sportowe miałyby być uprzywilejowane?
A że napisać wniosek na konkurs na grant, przeprowadzić projekt i go rozliczyć nie jest łatwo w każdym razie trudniej niż lekką kasę od sponsora (w tym publicznego) – to dobrze. Tak ma być! To publiczne pieniądze!
Inna dobra wiadomość to że wedle nowej ustawy o nieuczciwej konkurencji nie będzie można już wciskać na bezczela kitu reklamowego o darmowych minutach, ratach zero procent, że o cudownych tlenowych matach nie wspomnę. Oczywiście, każdy ma własny rozum i można powiedzieć, że głupi sam sobie winien. Tylko dlaczego mam być obrażany debilnymi kłamstwami w telewizji, radio, gazetach. Mnie za dopust cierpienia wystarczy napięty orgazmicznie ton lektorów w spotach.
Wreszcie trzecia dobra wiadomość to taka, że szkoła ojca Grzyba zostanie zweryfikowana pod kątem dorobku naukowego aby sprawdzić, czy aby dotacja pozakonkursowa dla szkoły nie została wydana z naruszeniem standardów i słusznie. Że niesłusznie wie każdy przeciętny studenty z dowolnego kierunku wyższej szkoły. Czy ktoś widział kiedyś doktorantów od Rydzyka na konferencjach naukowych? Coś nie widać wysypu tych zdolnych studentów, magistrantów, doktorantów kładących wszystkich na kolana głębią swoich przemyśleń, finezją interpretacji.Nie mam nic przeciwko im jako ludziom, ale zdaje się że ta szkoła nie bierze jakiegoś przytłaczającego udziału w wymianie myśli naukowej i to nie jest fakt wymagający specjalnych ekspertyz.


Komentarze
Pokaż komentarze