Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Piotr Nurowski jak już wszyscy wiemy - może spać spokojnie. Do Pekinu pojechało 263 sportowców, największa reprezentacja od roku 1980, kiedy pojechali nasi do Moskwy, co członek PZPR i prezes Polskiego Związki Atletyki, Piotr Nurowski - w tamtych latach pamięta na pewno doskonale. Jakoś tak pół roku wcześniej wojska bratniego ZSRR wjechały do Afganistanu gdzie rozpoczęła się wojna, która w zasadzie trwa do dzisiaj. Ale w 1980 roku Polacy sobie tym głowy nie zaprzatali. "Gest Kozakiewicza" stanowił tutaj alibi, że wprawdzieśmy pojechali i byli z jednego baraku, ale wała zawsze gotowi ruskim pokazać. Takiego wała jak Polska cała. Ho ho Rosja się od tego zatrzęsła. Przepraszam. ZSRR to przecież nie Rosja.
Zatem Piotr Nurowski może spać spokojnie. Obiecał, że jeżeli ta armia sportowców zdobędzie mniej medali niż nasi zdobyli w Atenach , cztery lata temu – poda się do dymisji. Mniej nie zdobyli, więcej też nie. Równo dziesięć. Sukces miażdżący, podobnie jak w 1980. Tym bardziej że podobnie jak w 1980 nikt nie pomieszał igrzysk z polityką. W marcu gdy chińska armia okazywała męstwo na ulicach Lhasy były kierownik wydziału propagandy i kultury warszawskiego KW PZPR tak mówił naszym 263 atletom:
- Sportu nie należy wykorzystywać do polityki. Karta Olimpijska i regulamin igrzysk są nieubłagane, grożą dyskwalifikacje. Żeby to nie był nie wiadomo jaki kandydat do złotego medalu, poniesie konsekwencje -
I w rzeczy samej, nikt z 263 reprezentantów kolebki "Solidarności" solidarnie nie zaprotestował. No, tylko jeden działacz się skuł i wietrzył się na trawniku.
Ogolona czacha Szymka Kołeckiego być może będzie jak „gest Kozakiewicza”. Może ktoś zapamięta. Ale jedno jest pewne spokój panuje wśród polskich działaczy i sportowców. Spokój panuje w Tybecie i na placu Niebiańskiego Spokoju Pekinie. Nie było pory by rozmawiać przed Pekinem bo nie, w trakcie bo święto, a teraz kogo to wszystko obchodzi?
Pax, pax
chociażby po trupach, ale pax.
Mielismy dzisiaj dyskusję. Kasia mówi, że szkoda, że żaden ze sportsmenów nie walnął medalem o matę w imię solidarności, że poza Kołeckim, który ogolił sobie bez słowa głowę - nikt jak się zdaje nie zdobył się na wyrazistszy gest. Ja na to, że no dobra, ale sportowcy pracują latami na formę, trochę ich rozumiem, że dla nich to wbrew naszym moralnym oporom - to jest przygoda życia. A żona na to:
- No ale przecież jak facet czy facetka stoi na podium to zwycięstwa i tak im już nikt nie zabierze, cały świat widział w telewizji, internecie - nie ma dyskusji byli najlepsi a ten medal to tylko kawałek metalu.
I pomyślałem sobie że indeed, kawałek metalu, bo wyniku sportowcowi nikt nie zabierze. No ale trzeba by chcieć i mieć "odrobine koniecznej odwagi" jak rzecze poeta.
Post Scriptum II
Już nawet zwyciestwa moralne mojemu krajowi nie wychodzą. Proszę mi za rok nie jojczyć, że nikt nie pamięta o "solidarności",
symbole żyją tylko o tyle, o ile wypełnia się je żywotną treścią a nas na tę treść nie stać. Tylko jojczenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)