
Po kampanii prezydenckiej ataki nie ustały, co więcej nasiliły się, bo doszły jeszcze „rosyjskie kontakty i narracje”. Praktycznie każdego dnia, czy nawet kilka razy dziennie pojawiają się kolejne propagandowe wrzutki uderzające w prezydenta i chociaż nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością albo są poza stanem wiedzy prezydenta, to w polityce nikt jeńców nie bierze.
Spotkanie z kibicami w Częstochowie zakończyło się medialną burzą, gdy się okazało, że na czele kibiców stał Tomaszem P., vel „Dragon”, szef gangu powiązanego z kibicami Jagiellonii Białystok. Kancelaria Prezydenta w związku z tym wydarzeniem wydała komunikat, że prezydent nie miał wiedzy z kim się wita, czemu można dać wiarę, ale na pewno nie najlepiej to świadczy o osobach przygotowujących tę wizytę. Charakterystyczne jest to, że nawet po tym, jak kibice zaczęli wywieszać na stadionach bandery krytykujące prezydenta Karola Nawrockiego, za weto do ustawy nowelizującej kodeks karny, to ataki trwały nadal, tyle że w dwóch kierunkach. Z jednej strony prezydent dalej był „kibolem od ustawek”, z drugiej „szlachetni kibice” zostali gwiazdami mediów liberalnych i wojownikami przywracającymi praworządność. Jeszcze większa histeria wybuchła w czasie spotkań prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem i premierem Węgier, do czego walnie przyczynił się reporter TVN24 Mateusz Półchłopek.
Po wystąpieniu prezydenta na konferencji w Rzeszowie, gdzie padły zdecydowane słowa potępienia, zarówno w kierunku Władimira Putina, jak i prorosyjskiej polityki Orbana, reporter TVN24 rzucił prowokacyjne pytanie, czy Karolowi Nawrockiemu nie przeszkadza już zażyłość premiera Węgier Viktora Orbana z rosyjskim dyktatorem Władimirem Putinem? W odpowiedzi usłyszał kilka ostrych zdań i wtedy ruszyła fala solidarności dziennikarskiej, wspieranej przez polityków obozu rządzącego z Donaldem Tuskiem na czele. Wczoraj znów wystąpiła burza z piorunami, bo do Rady Nowych Mediów przy Prezydencie RP trafił Paweł Sviniarski, uznany przez Sztab Generalny Wojska Polskiego i NASK za „ruskiego agenta”. Paweł Svinarski to rzeczywiście postać co najmniej kontrowersyjna, ale jeszcze bardziej kontrowersyjne były działania NASK w czasie „pandemii” i po wybuchu konfliktu na Ukrainie
Oprócz osób i stron internetowych, które ewidentnie działały na rzecz putinowskiej Rosji, na liście NASK pojawiali się ludzie i treści krytykujące absurdalne obostrzenia pandemiczne oraz bezrefleksyjne podejście do skomplikowanego problemu na Ukrainie. Lista NASK była też i nadal jest narzędziem walki politycznej, a biorąc pod uwagę, że „ruskim agentem” może zostać praktycznie każdy, skoro przedstawiciele rządu uznali za takowego Prezydenta RP, to warto zachować bardzo duży dystans do tych „ustaleń”. Prawdą jednak jest to, że Paweł Swinarski bazuje na tandetnej sensacji, często nie mającej żadnego umocowania w rzeczywistości i jeszcze przy tym miał kłopoty z prawem. W 2015 roku został zatrzymany pod zarzutem prowadzenia plantacji marihuany. Kancelaria Prezydenta powinna unikać podobnych nominacji i tajemnicą poliszynela jest, że za tę kandydaturę odpowiada Adam Andruszkiewicz, który też nie ma najlepszej opinii i to wśród zwolenników prezydenta Karola Nawrockiego.
Ważniejsze jest jednak to, że kolejny raz widzimy gigantyczną dysproporcję opartą na podwójnych standardach. Na liście NASK próżno szukać Włodzimierza Czarzastego, byłego członka PZPR i SLD kredytowanego przez pożyczkę od KGB. Polityka wielokrotnie gloryfikującego Armię Czerwoną i nawołującego do normalizacji stosunków z Rosją i do tego członka zasiadającego w radzie fundacji obok Rosjan powiązanych z Kremlem. Na liście nie ma też Romana Giertycha, który z rajów podatkowych otrzymywał przelewy od Rosjanki z francuskim paszportem. Za „ruskiego agenta” NASK nie uznała także Andrzeja Rozenka, wieloletniego współpracownika Jerzego Urbana i gościa Władimira Putina zaproszonego na spotkanie z zagranicznymi dziennikarzami, gdzie litrami lała się wódka. Wszystkie te sprawy wywołują co najwyżej pomruk medialny, choć dotyczą Marszałka Sejmu i znanych polityków, a nie Youtubera produkującego filmiki o bilionach złotych zakopanych pod pradawną polską gruszą.
https://www.patrzymy.pl/dlaczego-na-liscie-ruskich-agentow-nie-ma-giertycha-czarzastego-i-rozenka/



Komentarze
Pokaż komentarze (8)