Oto jak poseł rosyjski Jacob Sievers postrzegał sejm grodzieński: król był zbyt nikczemny i rozkoszy chciwy, ażeby mimo wszelkie przeciwne zachcianki, gróźb się nie uląkł. Posłowie składali się po większej części z najemników, odgrywających komedię i sztuczne boje, wśród których trudno było zacnego i nieustraszonego męża od zaprzedanych odróżnić. Bolesne to słowa, ale mutatis mutandis dzisiejszą sytuację obrazujące. Nie jest to retoryczna przenośnia. Wystarczy przejrzeć ówczesne zapiski sejmowe, by się przekonać jak upokarzające traktaty podpisywali z zaborcami posłowie polscy. Dziś rząd Tuska robi tak w stosunku do Komisji europejskiej. Lewicowy autorytaryzm unijny, wyzbyty jest jakichkolwiek wartości demokracji. A lobby trzymające władzę nadużywa jej, narzucając Unii porządek ignorujący prawa przysługujące krajom członkowskim. Praktycznie jest to początek końca Unii. Na placu pozostaną państwa przywódcze: Niemcy ewentualnie i Francja. Inne kraje to będzie co coś kiego jak ZSRR – praktycznie Moskwa i republiki związkowe. Ten wzorzec Unia Europejska coraz otwarciej adaptuje.
Pomijając absolutną samowolę – komunista nie dopuszczający składanych projektów ustaw do procedury sejmowej – natomiast proceduje, a sejm uchwala. prawa godzące w żywotne dla Narodu wartości. Tak więc posłowie pracowali nad rządowym projektem ustawy, nadającej małżeńskie przywileje związkom jednopłciowym i konkubinatom. A z kolei odrzucili inicjatywy Ordo Iuris „Stop Narkotykowi Pornografii”, blokującej dzieciom dostęp do internetowej demoralizacji. W tym samym tygodniu przyjęto rządowy projekt ustawy o szybkich „rozwodach pozasądowych”, degradujących instytucję małżeństwa do poziomu zwykłej umowy. Parcie lewicy wspomaganej przez inne ugrupowania Koalicji do wprowadzenia związków partnerskich i jednopłciowych parodiujących małżeństwa i oddanie na ich łup dzieci.
Czyż można sobie wyobrazić skuteczniejsze narzędzia mające doprowadzić Naród do uwiądu, nie tylko moralnego, ale także fizycznego, bo godzenie w małżeństwo i rodzinę gorsze jest niż wyniszczająca wojna. Wszystkiemu temu jako wzorzec życia służy rozpasanie seksualne.
Seksualność, inaczej mówiąc, problem płci, jest tak stara jak człowiek, bowiem obok sposobów na utrzymanie się przy życiu – wliczając w to wszystko, co temu służy, zatem nie tylko pożywienie, ale także całą ludzką wytwórczość, którą nazywamy kulturą – najistotniejszym zadaniem wszystkich bytów ożywionych, zatem człowieka w pierwszym rzędzie, jest utrzymanie gatunku. Osiąga się to właśnie poprzez wykorzystanie seksualności, u bytów rozumnych sterowanej zasadami uznanymi społecznie za nieodłączny czynnik regulujący popęd, natomiast u zwierząt funkcję tę spełnia instynkt. W jednym i drugim przypadku sama natura, tak człowieka jak i zwierzęcia, wyznacza czas i sposób na dopełnianie tych zadań. Trzeba bowiem zaznaczyć, że moc seksualna dana jest przede wszystkim dla spełnienia powinności, przy czym istota rozumna dopełnia tym sposobem swej osobowości, afirmuje naczelną wartość, jaką jest życie..
Seksualność jest zatem zakotwiczona w biologicznej i psychicznej treści osoby ludzkiej. Pomijamy tu całą sferę zwierzęcą. Jeden z ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) widzi jednak problem seksualności w kontekście kultury, zatem w rzeczywistości, która jest domeną ludzkiej twórczości. Innymi słowy można z tą seksualnością robić co się chce, nie kierując się żadną normą od człowieka niezależną, taką jak życie samo. Definicji kultury jest mnóstwo. Ich zwornikiem jest jednak wytwórczość ludzka, materialna, czy duchowa, dyktująca pewne prawidła, ale nie do tego stopnia wnikające w istotę bytowania człowieka, by odmieniać proces funkcji wyznaczonych przez naturę, czyli – jak większość ludzkości wierzy – przez Stwórcę. Należy tu właśnie urzeczywistnienie się ludzkiej seksualności. Rzecz jasna, że władanie nad życiem i śmiercią, co dziś chce zagarnąć lewica – także obecnie w Polsce będąca u władzy – musi wykluczyć sumienie.
Toteż pani minister, czy ministra zdrowia, Izabela Leszczyna powiedziała: „zmienimy przepisy w ogólnych warunkach umów NFZ z oddziałami ginekologiczno-położniczymi. Musi bardzo jasno i precyzyjnie wynikać z tej umowy, że podmiot leczniczy naprawdę nie ma sumienia”. Ten podmiot leczniczy w nowomowie obecnej władzy to przecież lekarz. Trudno było doszukiwać się w wypowiedziach pani Leszczyny jakiejś sensownej spójności i sensu. Ta jednak wprost wstrząsa swą brutalnością. Lekarz ma nie mieć sumienia? W Encyklopedii PWN czytamy: Sumienie to «zdolność oceny własnego postępowania i świadomość odpowiedzialności moralnej za swoje czyny». Czym pani Leszczyna chce zastąpić tę funkcję sumienia? Czy wadzi jej także jedyne przykazanie obowiązujące lekarza: Primum non nocere? (dla współczesnego inteligenta – akcent na przedostatnią sylabę). Jeśli Służba Zdrowia pójdzie śladem jej przemyśleń, to nie będzie nam grozić przeludnienie, a lekarz ratując życie, będzie zarazem szafarzem śmierci.
Te normy i zasady są dziś zagrożone przez ludzi i instytucje, które przypisują sobie więcej kompetencji niż posiadają. WHO jest jedną z nich. Zważywszy na ogromnie złożony problem jakim dziś jest ochrona zdrowia ludzkości, już sama troska o jego rozwiązanie w wymiarze światowym stawia zadania wprost niewymierne. Mieszanie do tego ideologii, co w tej chwili zarówno w WHO jak i ONZ jest nagminne, można uznać za ucieczkę od najbardziej palących problemów zdrowotnych nękających dziś, zwłaszcza najuboższe środowiska ludzkości. Przy czym rejterada WHO z tego najbardziej zagrażającego ludziom obszaru w dziedzinę wychowawczą i to w sferze najdelikatniejszej, łączącej w sobie obszary biologiczny, psychiczny, moralność i uczucie dowodzi, iż nie o zdrowie tu chodzi, bo ono przez machinacje WHO może właśnie być zagrożone, ale o ideologię, a ściśle mówiąc o patronowanie homoseksualnej opcji panowania nad człowiekiem. Tego nie można osiągnąć indoktrynacją człowieka dojrzałego, dlatego chwycono się iście diabelskiego sposobu deprawacji najmłodszych, od przedszkola do czasu dojrzewania.
Systemu tego wszakże nie wynaleźli światowi libertyni i lewacy. Niestety, musimy się stale odwoływać do systemów totalitarnych. W III Rzeszy wprawdzie nie deprawowano dzieci w szkołach i przedszkolach, jak to dziś propaguje WHO i rządy pogańskie, ale seks – już wtedy oderwany od uczucia, miłości, pragnienia bycia razem w rodzinie – był jednym z ważnych narzędzi wiązania młodzieży z ideologią hitleryzmu. Słynne ośrodki Lebensbornu to były po prostu swoiste burdele, gdzie młode dziewczyny kopulowały z rasowo wybranymi esesmanami i płodziły dzieci oddawane później na wychowanie państwowe. Dziś takie bezpańskie dzieci oddaje się parom homoseksualnym, co jest gorsze od tamtego, bo wprowadza dziecko w atmosferę nienormalności. To ostatnie słowo może razić wszystkich, którzy odrzucają dziś naturę jako coś, co jest nam dane, lecz od nas nie pochodzi. Ale negacja istnienia normy jest czysto irracjonalną kombinacją. A jej zaprzeczeniem jest samo życie, gdzie norma, a nie jej przeciwieństwo, kształtuje rzeczywistość. W ZSRS pod względem seksualnym panowało rozpasanie trudne wprost do opisanie, ale bez powadzenia pozostałoby szukanie filmów bardziej pruderyjnych niż sowieckie. Oznacza to, że władze zdawały sobie sprawę, iż rozpusta i pijaństwo niszczy naród, ale za to czyni go bezwolnym narzędziem w rękach zbrodniczej władzy – a taki był cel wychowawczy władzy bolszewickiej. Obecnie WHO i rządy libertyńsko-pogańsko-lewackie, a więc w pierwszym rzędzie obecne władze Unii Europejskiej, a do tego trzeba dodać różne organizacje o podobnym zabarwieniu, zmierzają do tego samego celu co państwa z nazwy i istoty totalitarne. Po prostu dzisiejsi totalitaryści doszli do wniosku, że tamte reżimy, hitlerowski osądzony w 1945 r. jako zbrodniczy i sowiecki stale jeszcze czekający na podobny wyrok, to jedyny sprawdzony sposób na ujarzmienie człowieka, zarówno cielesne jak i duchowe.są cele i zamierzenia także rządu, jaki dzięki partiom „kanapowym”, a w szczególności tzw. PSL, dziś w Polsce sprawuje Platforma Obywatelska/alias Koalicja Obywatelska. Polska 2050, Kosiniak-Kamysz, to tylko atrapy, jeden i drugi do firmowania decyzji już jawnie w interesie Niemiec podejmowanych przez Tuska. Swoją drogą, o ile zbieranina tzw. „trzeciej drogi” nie dziwi, bo nie ma tam śladu polskiej tradycji, to grupa podszywająca się pod PSL razi każdego Polaka pamiętającego Witosa, i partię która do ostatniego tchu broniła Polskę przed sowietyzacją. Dziś PSL jest wśród tych, którzy naszą Ojczyznę przygotowują do roli Europalandu, w istocie nie tyle europejskiego, co niemieckiego, bo kiedy on nastanie, po Europie pozostaną tylko rozpadające się świątynie i kłujące w niebo minarety. Bo kto zapomina kim jest, po prostu przestaje istnieć. Resztki PSL kapitulują już na całej linii. Obecnie poszły za lewicą w dziele walki z tradycyjną rodziną, akceptując przyznawanie statusu rodziny związkom, które rodziną być nie mogą, rodzenie, to także uformowanie człowieka w rodzinie, która nie jest wynalazkiem ludzkim, ale produktem natury, a nie zaspakajaniem namiętności zdanym na przypadkowość. A tym właśnie są związki pozbawione zobowiązań, partnerów względem siebie i względem poczętego życia.
Słowem, seksualność wykolejona, przystosowana do niedostatków trapiących, niestety, człowieka prowadzi ludzkość do ściany poza którą już nic nie ma, bo zabito życie. Nie tylko to w łonie matki, ale każde inne, także to dane człowiekowi nakazem „rośnijcie i rozmnażajcie się i napełniajcie ziemię”. (Rdz. 1, 28). Przyjęcie, że istotą człowieka jest cielesność, która ma wypełnić całe jego przeznaczenie, jest tym, co nazywamy kulturą śmierci, gdyż człowieka tak pojmowanego nic innego nie czeka – tylko śmierć. Nawet horacjańskie non omnis moriar jest tu tylko frazą poetycką.
[Ten tekst został napisany przed z górą rokiem. Odczytałem go na nowo i nie znalazłem niczego, co trzeba by sprostować. Może należało tylko dodać, że człowiek wymazując ze swej świadomości zasady bez których staje się on podobny do wozu bez dyszla, podąża, jak ten pojazd w nieznane aż do katastrofy'..
Autor tekstu
![]()
Ks. Zygmunt Zieliński (ur.1931) profesor zwyczajny, dr hab. emeryt, były kierownik Katedry Historii Kościoła w XIX i XX wieku w Instytucie Historii na Wydziale Teologii KUL, wykładowca Akademii Polonijnej w Częstochowie i Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie (germanistyka), w Seton Hall University (USA), autor lub redaktor 48 książek, ogólnie ok. 760 publikacji, promotor 45 doktoratów. Obszar zainteresowań: historia Kościoła powszechnego i w Polsce w XIX i XX wieku, dzieje papiestwa (4 wydania: Papieże i papiestwo dwóch ostatnich wieków), dzieje Niemiec i stosunki polsko-niemieckie, czasopiśmiennictwo, filologia niemiecka.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)