19 obserwujących
264 notki
183k odsłony
  329   0

Żenada, a nie debata o sprawach zagranicznych

Debata polityczna w założeniu ma przedstawić społeczeństwu poglądy poszczególnych ugrupowań na daną tematykę. Zestawić koncepcje, uwidocznić różnicę, porównać strategie. Zamiast tego otrzymaliśmy godzinę utrzymaną w tonie "bla bla bla", "będziemy się starać o ...", 'umowy powinny być dobre" i dziesiątki innych, nieznaczących, banalnych hasełek na poziomie uczniów liceum. Tabloidyzacja debaty dotyczy też Moniki Olejnik, która tak dobrała tematy, by - chociażby przez przypadek - nie zmusić uczestników do wysiłku. Najbardziej zadowolony mógł ze studia wyjść Radosław Sikorski, któremu nikt nie robił zbędnych trudności, a pytania jakie otrzymywał, były tak oczywiste, że minister spokojnie obronił swoją pracę w MSZ-ecie.

Trzeba przyznać, że sama debata była bardzo kulturalna - za to olbrzymi plus, ale przy okazji dobrze byłoby, gdyby - nawet lekko kosztem tej kultury - była przynajmniej w minimalnym stopniu merytoryczna. Panowie dostali po 2 minuty czasu (fakt, że to za mało), w czasie których mogli spokojnie zbudować około 10 zdań i zacytować kilka statystyk, prezentując wyraziście swoje poglądy. Niestety, zamiast tego tonęli w dygresjach, a my nie dowiedzieliśmy się niczego nowego.

Podaję przykład. Debata o podstawie prawnej katastrofy smoleńskiej. Sikorski twierdzi, że zastosowaną dobrą, ale już Kowal ma inny pogląd i mówi, że była "niedobra". Ja rozumiem, że ten temat jest niesamowicie złożony (sam go poruszałem kilka razy u siebie), ale po czym ci biedni ludzie mają poznać, czy podstawa była właściwa czy nie? Po uśmiechach polityków czy wyrazie twarzy? "Ja uważam A", "A ja uważam B". Pięknie się poróżnili, ale gdzie tutaj debata i argumenty?!

Czy kwestia palestyńska - to urocze, jak nieprzygotowani byli WSZYSCY politycy do tego pytania. Deklarowali, że 'trzeba wypracować wspólne stanowisko w ramach UE", ale do cholery - przecież w ramach Unii Europejskiej trwa w tej sprawie dyskusja o treści tego stanowiska. To co, my nie mamy poglądu w tej sprawie? To zabawne, bo Niemcy i Francuzi potrafią się różnić w tej kwestii. W "debacie" najbardziej idącą wypowiedzią było groteskowe wyznanie Kalinowskiego, że "sympatią jest przy przyszłym państwie palestyńskim". Polityka polega przecież na ścieraniu się poglądów i pracowaniu nad kompromisem, a nie sztuce "niezajmowania stanowiska".

Myślicie, że to naprawdę takie trudne, żeby powiedzieć coś nieszablonowego przy tym pytaniu? W moich oczach najbardziej zapunktowałby ten polityk, który powiedziałby, że cała dyskusja wokół Palestyny i ONZ jest bez sensu, bo jeżeli tam ma zapanować pokój, należy zmusić obie strony do powrotu do stołu negocjacyjnego. Popieranie w ciemno działań Ashton - bez stanowiska - to intelektualne harakiri. A co, jeżeli Ashton powie, że teraz trzeba zbombardować Jerozolimę, bo to rozwiąże problem statusu tego miasta? Panowie też będą ją tak ochoczo popierać? Jasne, że tak nie uczyni, ale pokazuję mechanizm - w tym pytaniu wyszła cała bezpłciowość uczestników debaty, którym bardziej zależało na tym, aby ładnie wyglądać, aniżeli dobrze się przygotować. Kwestie bliskowschodnią chcieli odepchnąć od siebie czym prędzej.

Czy wałkowanie tematu minister Fotygi - naprawdę są ważniejsze sprawy. Znam kilka osób w PiS-ie, a także wielu jego zwolenników i w zasadzie nikt się ze mną nie spiera w kwestii jej braku kompetencji do kierowania sprawami zagranicznymi. Po co więc tracić czas na cytowanie depesz WikiLeaks? Jaki to ma cel merytoryczny? Czy Polska zdywersyfikuje dostawy gazu albo umocni swoją pozycję w UE dzięki rozmowom na poziomie "kto gorzej ocenia byłego pisowskiego ministra - Polacy, Amerykanie czy Europejczycy?". Naprawdę nie było inteligentniejszych pytań do Pawła Kowala?

Nawiązując do Pawła Kowala, to ten tez błyskotliwie próbował przekonać, że rozwiązaniem wszelkich problemów jest zgoda narodowa. Ok, racja - kłótliwość naszych polityków powoduje też u mnie zażenowanie i w kluczowych kwestiach konsensus jest niezbędny, aczkolwiek wolałbym posłuchać o jego pomysłach na przyszłość, zamiast propagandowej papki o pojednaniu. Znowu z przykładem - Paweł Kowal skrytykował umowę gazową, ale jednocześnie nie podał kwoty, jaką płacimy za gaz, nie porównał z innymi umowami podpisanymi przez Gazprom, a przede wszystkim - wspomniał, że "były alternatywy", ale nie powiedział jakie! Skoro można było podpisać lepszą umowę gazową, to ja chciałbym wiedzieć "jak?", a nie słuchać zdania oznajmującego, bez wyjaśnienia.

Mocno zalicytował również Marek Siwiec, który stworzył własną koncepcję geopolityczną - obecny rząd zawdzięcza swoją pozycję na arenie międzynarodowej interwencjom w Iraku i Afganistanie. Doskonale - zwłaszcza, że inwazja na Irak była niezgodna z prawem międzynarodowym i formalnie Organizacja Paktu Północnoatlantyckiego w nim nie uczestniczyła. Jakie więc "wzmocnienie" naszej pozycji w NATO ma na myśli Siwiec? Wobec Niemców czy Francuzów, którzy wtedy głośno krzyczeli przeciwko Waszyngtonowi? Za zachowanie Polski wobec sytuacji w Libii należą się obecnemu rządowi słowa uznania, ale minister Sikorski krytykujący interwencję w Iraku i Afganistanie też wygląda groteskowo - bo czy Platforma była wtedy przeciwko? Czy to nie koalicja wysyłała naszych żołnierzy do Afganistanu i - fakt - też ich wycofała z Iraku?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale