Empiryzm Kacpra P.
Doświadczenie, obserwacja, wnioski i publikacja.
0 obserwujących
22 notki
25k odsłon
  54   0

Katarski mundial w cieniu wojen (FELIETON)

Od jakiegoś czasu każdy temat - błahy czy też ważny - mocno polaryzuje ludzi. Wraz z pojawieniem się nowego wydarzenia czy zjawiska w Internecie - ale także poza nim - momentalnie tworzą się dwie skrajne grupy, które za cel obrały sobie wzajemne piętnowanie, atakowanie i podgryzanie (w najlepszym wypadku). Od razu za prowadzącymi dyskusje pojawia się rzesza popleczników, która niczym yakuza solidarnie rusza na oponentów, wyciągając co raz to mocniejsze i dosadne argumenty, popierające dany pogląd w duchu „jedynej słusznej prawdy”. To niewątpliwie jeden z negatywnych efektów social media, iż każdorazowa debata sprowadza się do spolaryzowanej konfrontacji, mierzonej ilością like’ów, komentarzy i reakcji - wszak racje ma ten, któremu uda się zebrać większy poklask w komentarzach. Tak też jest w przypadku trwającego właśnie Mundialu w Katarze, który dla jednych stał się okazją do przeżywania pięknych, sportowych emocji, zaś drugich okazją do negowania sensu piłki nożnej (jako takiej) najczęściej w oparciu o dwa argumenty totalne: państwo Katar jako gospodarz, a także trwająca wojna za wschodnią granicą. O tyle, ile pierwszy argument uważam za całkowicie trafiony i nie ma tutaj wątpliwości, że mundial w Katarze jest wizerunkową porażką na każdym poziomie: społecznym, kulturowym, politycznym, a także okupiony jest licznymi ofiarami śmiertelnymi w wyniku pracy w nieludzkich warunkach - tak drugi pozostaje kwestią dyskusyjną. Nie ma wątpliwości, że mafijna organizacja FIFA wybierając Katar (po Rosji w 2018 roku) utwierdza w przekonaniu społeczeństwo, że należy pomyśleć i wypracować alternatywne struktury związkowe dla światowego futbolu, i naiwnie mam poczucie, że te mistrzostwa mogą dać ten pozytywny impuls do szeroko zakrojonych zmian strukturalnych oraz stworzenia przeciwwagi dla obecnego status quo.

Od jakiegoś czasu każdy temat - błahy czy też ważny - mocno polaryzuje ludzi. Wraz z pojawieniem się nowego wydarzenia czy zjawiska w Internecie - ale także poza nim - momentalnie tworzą się dwie skrajne grupy, które za cel obrały sobie wzajemne piętnowanie, atakowanie i podgryzanie (w najlepszym wypadku). Od razu za prowadzącymi dyskusje pojawia się rzesza popleczników, która niczym yakuza solidarnie rusza na oponentów, wyciągając co raz to mocniejsze i dosadne argumenty, popierające dany pogląd w duchu „jedynej słusznej prawdy”. To niewątpliwie jeden z negatywnych efektów social media, iż każdorazowa debata sprowadza się do spolaryzowanej konfrontacji, mierzonej ilością like’ów, komentarzy i reakcji - wszak racje ma ten, któremu uda się zebrać większy poklask w komentarzach. 

Tak też jest w przypadku trwającego właśnie Mundialu w Katarze, który dla jednych stał się okazją do przeżywania pięknych, sportowych emocji, zaś drugich okazją do negowania sensu piłki nożnej (jako takiej) najczęściej w oparciu o dwa argumenty totalne: państwo Katar jako gospodarz, a także trwająca wojna za wschodnią granicą. O tyle, ile pierwszy argument uważam za całkowicie trafiony i nie ma tutaj wątpliwości, że mundial w Katarze jest wizerunkową porażką na każdym poziomie: społecznym, kulturowym, politycznym, a także okupiony jest licznymi ofiarami śmiertelnymi w wyniku pracy w nieludzkich warunkach - tak drugi pozostaje kwestią dyskusyjną. Nie ma wątpliwości, że mafijna organizacja FIFA wybierając Katar (po Rosji w 2018 roku) utwierdza w przekonaniu społeczeństwo, że należy pomyśleć i wypracować alternatywne struktury związkowe dla światowego futbolu, i naiwnie mam poczucie, że te mistrzostwa mogą dać ten pozytywny impuls do szeroko zakrojonych zmian strukturalnych oraz stworzenia przeciwwagi dla obecnego status quo.

Jestem zdania, że jakakolwiek okazja, która stwarza możliwość do łączenia ludzi w dzisiejszym świecie jest nie tylko ważna, ale wręcz konieczna. W świecie targanym globalnymi konfliktami i świecie stojącym przed kryzysami: klimatycznym, ekonomicznym czy imigracyjnym, każdorazowa okazja do spotkania oraz wspólnego przeżywania chwili jest na wagę złota, bo „a to ktoś do kogoś zadzwonił, pogadał, a może i nawet wspólnie ponarzekali przed ekranem telewizora”, ale hasło klucz: w s p ó l n i e. Tworzenie na kanwie piłkarskich mistrzostw kolejnych podziałów, antagonizmów oraz polaryzowanie społeczeństwa to woda na młyn i ogromna cegiełka dołożona do tego globalnego syfu, jaki aktualnie przetacza się przez naszą planetę. 

Pragnę wyraźnie zaznaczyć, że moje powyższe wywody nie mają nic wspólnego z zaklinaniem zastanej rzeczywistości, a są próbą wyselekcjonowania pozytywów z trwających właśnie mistrzostw jak chociażby: zwrócenie uwagi całego świata na trwające protesty w Iranie (sprawa Mahsy Amini i nieśpiewanie hymnu przez reprezentantów Iranu), prawa mniejszości i społeczności LGBT+ (niemieccy piłkarze zasłaniający usta) czy kibic na murawie boiska w koszulce z hasłami: „Respect for Iranian Woman”, „Save Ukraine” i tęczową flagą w dłoni. Na uwagę zasługuje także zachowanie japońskich kibiców, którzy sprzątając po sobie stadion nauczyli Katarczyków (i inne nacje) więcej, niż jakakolwiek akcja informacyjna Greenpeace i WWF razem wzięte. Dodatkowo poza wojną w Ukrainie w głównym przekazie medialnym pojawia się także kwestia kobiet na rynku pracy oraz wyrównywania szans za sprawą pierwszego w historii kobiecego zestawu sędzin piłkarskich (mecz Niemcy - Kostaryka). To spore wydarzenie w zmaskulinizowanym (jeszcze) świecie piłki nożnej, i dobry przykład dla innych branż i zawodowych obszarów.

Pamiętajcie, że wojna karmi się negatywnymi emocjami: nienawiścią i lękiem, ale wojna Putina jest inna, gdyż karmi się oglądalnością i „klikalnością”, więc wszelakie tematy wypierające propagandę wojenną osłabiają wojnę, a to właśnie podawane jest za główny argument, aby nie radować się piłkarskim turniejem w obliczu trwającego konfliktu za wschodnią granicą. Ten piłkarski turniej to także po prostu dobre remedium i odtrutka na skomasowany przekaz medialny o szalejącej inflacji, wysokim oprocentowaniu kredytów, wzrastających stopach czy kosztach życia, a przez te 90min (lub więcej) człowiek, lubujący się w piłce - ale nie tylko - dostaje chociaż na ten czas odrobine „normalności” oraz wytchnienia za sprawą tych dwudziestu-dwóch biegających gości za piłką. Wszyscy jesteśmy psychicznie podłamani w obliczu tych zagrożeń i chorób cywilizacyjnych: wypalenia, samotności, social media czy dzikiego kapitalizmu, więc nie generujmy kolejnych negatywnych emocji poprzez negowanie tego sportowego wydarzenia. Było całe 12 lat, aby bojkotować ten turniej na każdym poziomie, ale nagle wszyscy obudzili się na tydzień przed (lub w trakcie), gdy mundialowe tematy zdominowały przekaz medialny, a algorytmy zaczęły wypychać je dalej.

Na koniec warto przypomnieć słynny cytat menedżera Billy Shankly’ego, który w przewrotny, ale i najbardziej dosadny sposób oddaje fenomen współczesnego futbolu: „Niektórzy ludzie uważają, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś o wiele ważniejszego.“ Do boju, Polsko. Amen(t).



Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport