0 obserwujących
330 notek
416k odsłon
  1300   0

Małżeństwo śmieciowe ?

 
 
Jeśli może być ”śmieciowa” umowa o pracę, to jak określić umowę o związku dwojga ludzi, zawartą na zbliżonych zasadach ? A czy umowę o pracę na czas nieokreślony, czyli na stałe, nie należałoby wówczas  nazwać umową ”partnerską”. Tę kwestie nazewnictwa postawił socjolog, Jarosław Flis w ”Gazecie Wyborczej” i przypomniał w Salonie 24. To dobre porównanie, dopasowuje nazewnictwo do realnych sytuacji. Pozwala na w miarę obiektywne i rzeczowe podejście. Zasady zasadami, ale tu chodzi o życie.
 
Dyskutujemy, kłócimy się o związki partnerskie sankcjonowane przez prawo, a one już są i większość – malejąca, lecz większość – dorosłej populacji z nich korzysta. To, oczywiście, małżeństwa. Walka toczy się o tych, którzy w związkach partnerskich, sankcjonowanych przez prawo nie są lub być nie mogą. W tej walce Postępu, przez bardzo duże P, z tradycją, przez bardzo duże T, jak to w sporze światopoglądowym nikt nikogo nie przekona. Ja akurat jestem nieco – powtarzam; nieco - większym zwolennikiem postępu niż umiarkowanym obrońcą nawet miłych sercu tradycji, lecz decyzję Sejmu, oddalającą ustawę o związkach partnerskich uważam za słuszną. Z bardzo praktycznych powodów. Postęp postępem, ale ustawa, taka jak ta, choć może być spełnieniem jakiejś wielkiej idei,  musiałaby rozstrzygać bardzo konkretne sprawy konkretnych ludzi. Różnych ludzi, zawsze występujących w parach, lecz znajdujących się w różnych sytuacjach i odmiennie motywowanych.
 
Podstawowy jest podział na znajdujące się w odmiennej sytuacji, pary heteroseksualne i homoseksualne. Te składające z mężczyzny i kobiety, reflektują na związek partnerski gdyż małżeństwa zawrzeć nie mogą lub nie chcą. To też bardzo istotny podział. Zacznijmy od tych, które nie mogą, odwracając sytuację; kto może ? Mogą więc osoby w określonym wieku, zdolne do czynności prawnych oraz stanu wolnego. I czy ten wolny stan jest przeszkodą, którą by miał ominąć związek partnerski ?
 
Artykuł 206 kodeksu karnego karze za bigamię.  ”Kto zawiera małżeństwo, pomimo że pozostaje w związku małżeńskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.” Czy osoba pozostająca w nierozwiązanym małżeństwie będzie mogła bezkarnie zawrzeć związek partnerski dowiedzielibyśmy się gdyby Sejm podjął debatę i miałoby dojść do uchwalenia ustawy. Gdyby tak miało być to z kim ten ktoś mógłby się wspólnie opodatkować; ze współmałżonkiem czy z partnerem ? A gdyby i współmałżonek i partner chcieli się z nim opodatkować ? Trójkąt w fiskusie ? Kto po nim i po kim on dziedziczyłby bez podatku ? Komu by przysługiwał zachowek po nim i po kim on by się mógł zachowku domagać ? Kto by wspólnie odpowiadał za długi ? Komu przysługiwałoby prawo odmowy zeznań i o kim ? Kto by decydował; operować czy nie, gdyby ten ktoś sam nie był w stanie podjąć decyzji ? A miejsce i rodzaj pochówku ? Jeśli diabeł tkwi w szczegółach, to w tych by hasała czereda diabłów, z królem piekieł na czele.
 
No, a jeśli do zawarcia takiego związku partnerskiego byłoby konieczne, jak do małżeństwa, pozostawanie w stanie wolnym, zarówno od małżeństwa jak i innego partnerstwa, to wówczas by zniknęła kategoria tych którzy nie mogą zawrzeć małżeństwa i zostaliby tylko ci, którzy go nie chcą zawierać. I tu z kolei mamy podgrupy motywacyjne. Są tacy, którzy nie chcą się wiązać zbyt ściśle i trwale. Nie muszą. Podobnie można zrozumieć tych co to znajdują się w faktycznych związkach, w konkubinacie, lecz mają pilniejsze sprawy niż zawarcie małżeństwa i sądzą, że mają na to czas. Ich sprawa, dopóki nie domagają się od państwa, a więc od społeczeństwa, przywilejów przewidzianych dla lege artis zawartych małżeństw.   Czy jednak społeczeństwo ma premiować tych co chcą znajdować gdzie nie zgubili i zbierać gdzie nie zasiali ? Do kasy wzajemnej pomocy trzeba się zapisać i wnieść swój wkład, polisę ubezpieczeniową trzeba wykupić.
 
Cywilny ślub to nie jest sakrament. Nie ma w nim transcendencji. To swoista umowa cywilnoprawna, załatwiająca kilka życiowych spraw jednocześnie. Mimo to wśród tych, którzy go nie chcą występuje podgrupa pryncypialnych przeciwników zawierania małżeństwa. Nie będzie państwo panoszyło się w ich osobistych sprawach ! Te motywy można zrozumieć i, nawet nie podzielając ich, można by je uszanować, gdyby ci ludzie nie sięgali po ersatz małżeństwa, jakimi mają być związki partnerskie, po to aby korzystać z przywilejów przysługujących małżeństwom. A przecież małżeństwo odrzucają. Jeśli się nie chce korzystać z aktu przewidzianego przez państwo, to szanując przynajmniej siebie, nie należy do tego państwa wyciągać łapy po dobra związane z tym aktem. Zasady, które nic nie kosztują może mieć byle pętak.
 
Pary konsekwentnie homoseksualne znajdują się w odmiennej sytuacji i powinny być traktowane stosownie do niej. Można zrozumieć i uznać, że mogą chcieć i mieć możliwość zawiązywania bliskich i trwałych związków życiowych. I nie powinno być zasady we współczesnym społeczeństwie, która by im tego zabraniała, a władzy by zabraniała sankcjonowania takiego związku. Oczywisty jest warunek sine qua non; związek musiałby być wyłączny. Mogliby go zawierać tylko ludzie stanu wolnego, nie mający zobowiązań z innych tego rodzaju związków. Takie niedobre sytuacje zdarzają się i wśród homo i wśród hetero, ale państwo nie może sankcjonować grandy.
 
Byłoby słuszne i sprawiedliwe gdyby takie pary korzystały z przywilejów małżeńskich, ale raczej tylko z tych bezkosztowych. A wiec odmowa zeznań, informacja wzajemna - tak, ale już nie wspólne opodatkowanie i nie bezpodatkowe dziedziczenie. Społeczeństwo funduje te beneficja, mówiąc prosto; urządza składkę na rodziny, bo w nich rodzą się i wychowują jego nowi członkowie. Jest to przywilej nie prawo i jak nie może być dzieci, czyli podstawy by go przyznawać, to brak tych beneficjów nie jest dyskryminacją. Jako dyskryminacja jednak jest odbierany. Tym bardziej, że nie pozbawia się tych dobrodziejstw par męsko-damskich, które z różnych – wiek etc. – przyczyn dzieci nie mają i mieć nie mogą. Państwo nie jest tu drobiazgowe, więc nie odmówię swego głosu jakiejś partii tylko dlatego, że przyzna te beneficja parom homo.
 
Dlaczego jestem przeciw adoptowaniu dzieci przez takie pary napiszę kiedy pojawi się takie żądanie. Dalej. Nazwanie związków homo małżeństwami nie wchodzi w rachubę, gdyż długo nie będzie konstytucyjnej większości by zmienić konstytucyjne określenie tej instytucji jako związku kobiety i mężczyzny. Więc dzisiaj nie ma celu przekonywanie, że znaczenia słów lepiej jest nie podmieniać niż podmieniać. W każdym razie nie trzeba chyba mówić o tym do tych, którzy pamiętają demokrację socjalistyczną i takiż humanizm, oraz kawę zbożową i parlamentaryzm sowiecki.
                                                                                                                                                                                                                    
 
 
 
 
Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale