0 obserwujących
330 notek
416k odsłon
  1443   0

Jeśli to pieniądze, to liczmy

 
 
Pełna wrzasku ziemia polska…lecz o co ? Byłoby miło dostać unijne zlecenie wypłaty już na świętego Mikołaja, lecz na Trzech Króli, czy nawet na Matkę Boską Gromniczną, też jeszcze będzie OK. W końcu jest to kasa na lata 2014 – 2020 ! A rok 2013 przebidujemy w ramach dotychczasowego budżetu UE.
 
W Europie kryzys, więc wąż w unijnej kieszeni syczy głośniej niż zwykle.  Grecy, Włosi, Hiszpanie, Portugalczycy, te koniki polne Europy, żyli ponad stan, wpadli w tarapaty, a skrzętne mrówki Unii, Niemcy, Brytyjczycy, Szwedzi, Holendrzy muszą im pomagać, bo inaczej sami też wpadną w tarapaty. Więc są wkurwieni, czemu trudno się dziwić. I szukają gdzie by tu oszczędzić choć parę euro. Akurat w momencie, kiedy się planuje wydatki na kolejne siedem lat. Taki jest schemat kotłowaniny odchodzącej w Brukseli i krajach zainteresowanych.
 
A sprawa polska ? Jak dotąd, wyrwali nam półtora miliarda euro. Dużo ? Zależy jak patrzeć.  Jeśli na tym rachunku zostaje na otarcie łez 72,4, to wynika, że straciliśmy 2,03 procent. Do przeżycia i żebyśmy, rodacy, większych zmartwień nie mieli.
 
Przełożenie obrad, to jeszcze nie fiasko. Fiaskiem byłoby zastosowanie weta przez Zjednoczone Królestwo lub kogokolwiek innego. Teraz, do kolejnego szczytu, będą trwały podchody, targi, naciski, wymiana usług i takie różne. Powinniśmy w tym brać udział, pilnować naszych interesów. Lecz jeśli nie nastąpi gwałtowne pogorszenie się sytuacji gospodarczej w Europie, to w tej sprawie, naszym interesom nic już nie grozi. Dostaliśmy zapewnienie i to od samego Davida Camerona, że nie będzie cięć w funduszu spójności i wsparciu rolnictwa. Czyli w tym co my dostajemy. A to by znaczyło, że Jarosław Kaczyński miał rację mówiąc, by nie robić z UK przeciwnika i że to nie jest nasz przeciwnik.
 
Donald Tusk rozmawiał z Cameronem, a Jarosław Kaczyński niezbyt precyzyjnie mówił o partyjnych kontaktach PIS z torysami, o liście – swoim ? – do brytyjskiego premiera. Jakby tym razem prezes akurat nie konfabulował, to premier mógłby mu podziękować za ewentualne wsparcie i byłby to elegancki gest na tle naszych obyczajów politycznych.
 
Z relacji Tuska wynikało, że Cameron twardo broni swego stanowiska, lecz to nie znaczy, że premier RP czyni z premiera UK przeciwnika. Nawet jeśli w sprawach unijnych – szerszych niż interes Polski, bo ten jest akurat zabezpieczony – panowie różnią się znacznie. Polityka w Unii, a nawet polityka w ogóle, to niej walka wszystkich przeciw wszystkim, nie jest to gra o sumie zerowej, w której zyskać można tylko to co się innemu wydrze. Bywa i tak, lecz generalnie, a w UE szczególnie, jest to złożony system interesów, które się załatwia między sobą. Przy tym w sprawnie prowadzonym biznesie obowiązuje zasada, że się nie obrażamy, ani na propozycję, ani na odmowę. Czupurność może się podobać własnym wyborcom, ale nie robi wrażenia na negocjatorach, którzy i tak wiedzą na czym kto stoi. Grzeczność ułatwia rokowania. ”It was just business, nothing personal” – tą formułą bohaterowie ”Ojca chrzestnego” otwierali rokowania po wojnie gangów, w której odstrzeliwali sobie wzajemnie, ojców, braci i synów.
 
Zawsze opłaca się rozumieć na czym polega interes kontrahenta, jeśli ma dojść do kompromisu. Jak więc rozumieć Brytanię ? Nie rządzi nią Elżbieta I, która z bożej łaski dostała czterdzieści pięć lat na prowadzenie polityki europejskiej i wszelkiej innej. Nic więc nie znaczy 60 lat panowania jej imienniczki. Rządzi w ograniczonym zakresie, premier Cameron. Z łaski wyborców, których połowa chce w ogóle wystąpić z Unii Europejskiej. Własna jego partia jest raczej antyeuropejska. Irytacja, wyrażająca się w słowach: to wynoś się i nam nie przeszkadzaj ! – jest zrozumiała, lecz na tym wyjściu i nawet na wecie brytyjskim nikt by nie zyskał. Więc można się z Cameronem targować, lecz wpychanie go do narożnika nie ma celu.
 
I jeśli akurat odnośnie Zjednoczonego Królestwa zdanie PIS to oczywista oczywistość, w sprawie Niemiec poseł Brudziński reprezentuje niemądre stanowisko swej partii, wzywając by zaprzestać nadskakiwania Niemcom.  To może okazać się nośne, bo odbiorze wielu ludzi Donald Tusk przegrał propagandowo, gdy po demonstrowania wieloletniej komitywy z Angelą Merkel, ta zajęła stanowisko probrytyjskie. Tuskowi trudno będzie to odrobić, bo zwrot jest dosyć spektakularny i mało kto zwróci uwagę, że przecież akurat Polska na tym nie traci, gdyż ani Londyn ani Berlin nie nastają przy tym na nasze euro. Lecz kanclerz Merkel to nie jest kanclerz Bismarck, który mógł sobie pozwolić na lekceważenie większości parlamentarnej; ” Nie jestem lokajem, którego można w każdej chwili odprawić” – powiedział. Kanclerz Merkel można zwolnić już w przyszłym roku – wybory.
 
Ale nie tylko to ją tłumaczy. Ona zrozumiała i wyciągnęła wniosek z tego, że Cameron nie może wrócić przegrany do Londynu, że potrzeba jeszcze trochę czasu by przepracować i przenegocjować jakieś żądane przez niego cięcia. Nie naszym kosztem – powtarzam. A choćby obcięcie, zamiast proponowanego zwiększenia, wydatków na biurokrację brukselską, mimo że słuszne i sprawiedliwe, to nie będzie łatwe zadanie. By nie narażać Unii na brytyjskie weto i fiasko rokowań, Merkel naraziła nawet oś Berlin – Paryż. Chyba przejściowo, bo ta oś daje obu państwom mocną pozycję w Unii. W sumie Merkel pokazała, że zasługuje zarówno na ksywę Frau Germania jak i Madame Europa. A odkąd przepadł Sarkozy, to ona jest bezkonkurencyjnym … samcem alfa, trzymającym do kupy ten interes.
 
Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale