Przyglądając się z boku wszelkim dyskusjom i dywagacjom na temat katastrofy Smoleńskiej nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wynik śledztwa nie jest tak na prawdę dla nikogo istotny. Poglądy na sprawę były już ugruntowane od pierwszych godzin po wypadku. W zależności od punktu widzenia z góry wiadomo, że to była wina pogody, niedoświadczonej załogi, bezpośredniej lub pośredniej presji najważniejszego pasażera, mniej lub bardziej umyślnych działań i zaniedbań rządu, ataku terrorystycznego inspirowanego przez służby naszego sąsiada ze wschodu albo wręcz międzynarodowego układu wrogiemu Polsce. Z pewnością pominąłem co najmniej kilka teorii, z których każda z oczywistych względów jest bezsporna i nie podlega najmniejszej dyskusji. Po co nam zatem jakiekolwiek komisje, śledztwo, eksperci skoro wynik ich dochodzenia albo będzie oczywistym potwierdzeniem jednej z teorii albo będzie tylko dowodem na (niepotrzebne skreślić) niekompetencję / stronniczość / chęć ukrywania prawdy / złą wolę / teorię spiskową? Samoistnie nasuwa się nieco ironiczne pytanie - po co to wszystko skoro wszyscy już wszystko wiedzą?
Osobiście wierzę, że w końcu uzyskamy wiarygodne wyjaśnienie dlaczego doszło do katastrofy. Dowiemy się czy do jej zaistnienia przyczyniły się jakiekolwiek czynniki lub decyzje ludzkie oraz czy i w jakim zakresie osoby odpowiedzialne za ich ewentualne podjęcie zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Oczywistym wydaje się, że każde wydarzenie tego typu musi być poprzedzone rzetelnym śledztwem, wyciągnięciem stosownych wniosków i konsekwencji na przyszłość. Pewnie nie jestem jedyną osobą, która odczuwa lekką irytację brakiem konkretów, powściągliwością władz w dzieleniu się informacjami czy przeciągającym się śledztwem, są to jednak odruchy zupełnie zrozumiałe w obecnej sytuacji, czysto ludzkie i emocjonalne. Nie zmienia to jednak faktu, że racjonalne podejście do sprawy każe uwzględnić fakt, że tego typu dochodzenia trwają często kilka miesięcy a nawet lat, a pośpiech, ani trochę nie przybliża nas do prawdy. Odsuwając na bok wszelkie animozje i emocje musimy zwyczajnie uzbroić się w cierpliwość. W międzyczasie nie ma nic złego w zadawaniu pytań… o ile nie są to pytania retoryczne.
Szanuję prawo każdego do posiadania własnego zdania – także w tej kwestii. To od nas samych zależy co uznajemy za bardziej prawdopodobne i prawdziwe. Można przyjąć do wiadomości, że katastrofy lotnicze zdarzają się na świecie każdego dnia i często nic na to nie możemy poradzić. Można uznać, że człowiek jest istotą niedoskonałą i popełnia błędy bez względu na stopień swojego wyszkolenia, podejmuje nietrafne decyzje pomimo doświadczenia albo przez jego brak, że technika, a przede wszystkim natura i warunki meteorologiczne nie zawsze są naszym sprzymierzeńcem. Z drugiej strony możemy również przyjąć, że na pokładzie byli ludzie, którym wyjątkowo zależało na szybkim dotarciu na miejsce albo, że niektórzy pasażerowie tego feralnego lotu byli na tyle niewygodni dla innych aby stać się obiektem umyślnych działań terrorystycznych. Wybór należy do nas – zarówno w kwestii ostatecznych wniosków jak i doboru argumentacji do nich prowadzących.
Problem z teoriami spiskowymi jest taki, że są one samo napędzające się i przez to z definicji nie do obalenia. Im bardziej wyrafinowany spisek tym trudniej jest sobie wyobrazić argumentację, która zmieniłaby tak silnie ugruntowane poglądy. Czy zapis rozmów z kabiny pilotów byłby wystarczający aby oczyścić świętej pamięci prezydenta z podejrzeń o wywieranie wpływu na pilotów? Czy publikacja zawartości czarnych skrzynek odsunie podejrzenia o manipulowaniu na nich przez służby? Gdyby śledztwo przekazane Polskiej stronie dało wynik wykluczający możliwość zamachu to czy byłoby to wiarygodne dla zwolenników teorii spiskowych? Wydaje mi się, że ktoś kto chce uwierzyć zawsze znajdzie dowody. W skrajnym przypadku, każdy argument podważający sens teorii spiskowej staje się jedynie dowodem jeszcze bardziej oczywistej i niepodważalnej manipulacji rządu, służb specjalnych, “polskojęzycznych” mediów czy zdrajców narodu.
Mam wrażenie, że zamiast ufać własnej inteligencji i poczekać z wyciąganiem racjonalnych wniosków zbyt szybko ulegamy emocjom i niepotrzebnie sami stajemy się częścią fali niepotrzebnych spekulacji i bezpodstawnych insynuacji. Co gorsze - jedynym wyraźnym źródłem takiego zachowania wydają się być sympatie polityczne. Na domiar złego nagle ni stąd ni z owąd wszyscy okazują się być doświadczonymi pilotami, ekspertami od prawa międzynarodowego i konstruktorami niezawodnych i niewykrywalny ładunków wybuchowych. Każdy relacjonuje przebieg lotu tak jakby siedział w kokpicie i słyszał każdą zmuszające do lądowania groźbę. Każdy ktoś gdzieś czytał, słyszał albo ma gdzieś znajomego, który widział fotografię, słyszał nagranie albo wręcz był na miejscu i teraz w obawie o własne życie ukrywa w garażu kluczowy dla śledztwa fragment samolotu.
Brutalna prawda jest taka, że ostateczny raport ze śledztwa bez względu na to kto, kiedy i w jakim czasie go opublikuje dotrze do przeważającej większości z nas jedynie w postaci mniej lub bardziej zrozumiałego komunikatu, który zdecydujemy się uznać za wiarygodny lub nie. Zaryzykuję stwierdzenie, że bez względu na wynik śledztwa jedyną grupą, która może ewentualnie zmienić zdanie w tej kwestii są osoby, które od początku nie bardzo interesowały się ani nie emocjonowały się tematem. Wyjaśnienie tej katastrofy leży chyba bardziej w naszych głowach niż w rękach jednych czy drugich ekspertów, polskiej, rosyjskiej czy międzynarodowej komisji. Pełna prawda o tej, jak i wielu innych, katastrofie lotniczej i tak pewnie pozostanie w sferze spekulacji… uzasadnionych i wielce prawdopodobnych lub jeżeli ktoś woli – zmanipulowanych i kłamliwych… ale mimo wszystko spekulacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)