kaminskainen kaminskainen
94
BLOG

Czy muzyka Zachodu staje się Muzyką Świata?

kaminskainen kaminskainen Kultura Obserwuj notkę 2

Prawda, że intrygujący tytuł? I jak najbardziej - chodzi o współczechę. "Egzotyczne", w pewnym sensie więc "niuejdżowe" inklinacje w muzyce klasycznej datują się na początek XX wieku w muzyce - Debussy, Ravel, a i Szymanowski w III Symfoni. Trend skutkujący wzbogaceniem muzyki głównie w zakresie barwy, kolorystyki dźwięków, szczególnie w muzyce orkiestrowej. A wystarczy wspomnieć, jakie znaczenie mieli impresjoniści dla Messiaena i Lutosławskiego - by się przekonać, że ten wówczas jeszcze przecież powierzchowny i "naiwny" wpływ przyniósł po latach całkiem konkretne, nietuzinkowe owoce.

Chciałbym też nawiązać w tym tekście do czegoś, co zdeklarowałem w jednym z komentarzy. Przyznałem wówczas, że moim szkicom o muzyce współczesnej towarzyszyło też szersze zamierzenie, zgodnie z myślą Strawińskiego, że muzykę mamy po to, by zaprowadzić porządek wśród rzeczy. Zatem dzieje muzyki współczesnej obrazują, in a way, rodzenie się i wyczerpywanie porządków, którymi próbujemy zagospodarować nasze myślenie czy " zachodnią episteme". Wyłanianie się ich z chaosu, osiadanie na mieliznach "postmodern", tychże mielizn pokonywanie itd. Choćby wspaniały tryumf śródziemnomorskiego empiryzmu, który wcale nie przejął się "kondycją ponowoczesną" - żałosną wymówką słabiaków i grafomanów, niezdolnych do rzeczy wielkich.
Ech, te okrzyki wojenne...

Tak czy inaczej, współcześni kompozytorzy na Wschód bliższy i dalszy zerkają - i zupełnie nie przejmują się konserwatywnym dogmatem, że żadna synteza Wschodu i Zachodu nie jest możliwa (Koneczny). Oni się w ogóle takimi regułami nie przejmują - po prostu wymyślają sobie muzykę zachodnią o wschodnim kolorycie i posmaku - bo tak im się podoba (Jonathan Harvey i choćby wspaniałe Bhakti - nieobce są mu "niuejdżyzmy" brzmieniowe i duchowe, choć to konserwatywny, angielski gentleman - miałem okazję się do niego uśmiechać na WJ, to wiem). Z kolei ludzie bliższego i dalszego Wschodu uczą się komponowania po europejsku - i piszą muzykę jednak chyba wschodnią, bo pisaną "ze wschodu"? - ale o zachodnim charakterze, że tak powiem, strukturalnym. Ona też z kolei wabi egzotycznym urokiem szaty dźwiękowej (wybitni Japończycy) czy transowością i eterycznością rodem z baśni tysiąca i jednej nocy (Jordańczyk Saed Hadad, określający siebie mianem arabskiego chrześcijanina - a też dumny ze swych bliskowschodnich korzeni). I nawet taki Stockhausen deklarował, że dąży do integracji różnorodnych elementów w celu tworzenia po prostu muzyki - już nie zachodu czy wschodu, tylko właśnie "świata".

Co to może oznaczać? Pewnie to tylko konsekwencja powszechnego przyjęcia się nauki (w uproszczeniu: zachodniego sposobu myślenia), z którego nie wiemy jeszcze, co wyjdzie - a z drugiej strony, upowszechniania, czy wręcz mody na odkrywanie tradycji innych kultur, w tym egzotycznych i pierwotnych. Ma to swój urok i nikomu nie szkodzi - powstają niekiedy wspaniałe dzieła, w swej głębokiej strukturze nadal oczywiście "zachodnie". Ale pytamy: co to może oznaczać, skoro muzyka to porządek wśród rzeczy? Że mamy jakieś nowe rzeczy, które koniecznie należy poukładać? Hę?

Warto się chwilę, i to dłuższą, zadumać nad największym europejskim radykałem w tej konkurencji, który całkowicie zerwał z "komponowaniem" w sensie układania dźwięków, a skupił się na dźwięku. Mowa o księciu Giacinto Scelsim, który swoją chorobę psychiczną utożsamił wprost z komponowaniem (w międzywojniu studiował m.in. dodekafonię w Wiedniu, o ile dobrze pamiętam): to komponowanie było jego chorobą, z której należało się wyleczyć (czyż, w pewnym sensie, nie należało leczyć i Schoenberga, Weberna?). Co go uzdrowiło? Zaczął słuchać dźwięku. Pojedynczego dźwięku - uderzał w wybrany klawisz pianina, które stało do dyspozycji pacjentów. Uderzał go całymi godzinami i dniami; sami dobrze wiemy, że taki pojedynczy dźwięk pianina, odpowiednio długo słuchany, powtarzany, narastający - w końcu potężnieje, okazuje się zawierać cały wszechświat dźwiękowy, całe kompletne symfonie. Mówi się, że ta intuicja Scelsiego poprzedziła spektralizm - i pewnie słusznie. Ale Scelsi to jednak inna bajka. Po powrocie do świata skomponował, na pamiątkę tego doświadczenia, Cztery utowry orkiestrowe na jednej nucie, jedno ze swych najbardziej pamiętnych dzieł (będzie ich jeszcze trochę). A dzieje się w nich bardzo wiele, choć wszystkie instrumenty zestrajają się w potężny unison: grają barwy, mikrotonowe cieniowania i kosmiczne rytmy. Nie potrafię tego inaczej nazwać: tam są rytmy, ale nie w rozumieniu tradycyjnym; Werner Henze, niemiecki kompozytor i dyrygent, zauważa, że muzyka Scelsiego rozgrywa się w zupełnie innej skali czasowej, niż cała reszta muzyki europejskiej: nie w sekundach i minutach, lecz w jednostkach o wiele, wiele rozleglejszych. Może i w stuleciach? Mówię wam: tam jest rytm! - ale nie można go pokazać, przyłapać, zaznaczyć w partyturze. I cóż to za rzecz, całkiem zda się zapomnianą, pokazuje nam Scelsi?

Prawda, że strasznie płytko, po tych pytaniach, brzmi sucha informacja, iż Scelsiego "zainspirowała" między innymi "muzyka tybetańska"? Przecież on do tej rewelacji, którą nam pokazuje, sam w sobie musiał się dokopać! Przyjął przy tym specjalną metodę "mediumiczną": nagrywał swoje improwizacje na specjalnie do tego przygotowanych instrumentach, a pewien kształocny muzyk, bodaj wiolonczelista, rozpisywał to na partyturach. Charakterystyczne, że człowiek ten nie przyznawał muzyce Scelsiego żadnej wartości - wywiązywał się tylko z zadania, które na siebie przyjął. Henze wspominał, że wielokrotnie spotykał muzyków, którzy przyczynili się do wspaniałych wykonań nowej muzyki, i którzy okazywali jej całkowitą pogardę; jak widać, stosunek uczuciowy wykonawców nie ma żadnego znaczenia: nie muszą nic rozumieć czy "uczuwać", mają odegrać swoje. Słyszałem podobne historie i od rodzimych muzyków, speców od współczechy, z którymi miałem czasami okazję pogadać podczas festiwali.

Tak czy inaczej, przykładając i do tej muzyki miarę porządku rzeczy - należałoby powiedzieć, że wyczekiwana Nowa Era już tu jest. Nie tam, gdzie wyczekują jej naiwni - tylko u samych źródeł rzeczy. W pojedynczym dżwięku.

"Radykał, ale sympatyczny" (z filmu) Szczerzy przyjaciele wolności są niezmiennie czymś wyjątkowym. (Lord Acton)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura