Bardzo ciekawa postać! Pionier filmu artystycznego, poeta, powieściopisarz, autor opery pt. Św. Franciszek i wilk. Ktoś kiedyś mi polecał jego książki jako znakomite, z najwyższej półki. Że co?! Ano, z najwyższej półki. Żonę mą z kolei namawiał do czytania Themersona jeden z jej promotorów, mówił, że to jeden z największych Polaków. Muszę powiedzieć, że po przeczytaniu książki pt. Wykład profesora Mmaa tak jakby się z tym zgadzam! Nie wiem, jakim prawem nie napisał monografii o prozie Themersona choćby taki Jerzy Jarzębski - autor cegieł o Gombrowiczu i Lemie. Wymieniam ich tu nie przez przypadek.
Mamy oto wielkiego artystę nieuświęconego - nie wziętego na sztandary mędrców i politruków, nie przerobionego na minę, frazes i pałkę. Czyż to nie wspaniałe? Jedną z przyczyn tej ciszy może być odrębność Themersona - podobnie, jak w przypadku Lema, źródło jego myślenia bije zupełnie gdzie indziej, niż źródło myślenia typowych polskich literatów i pisarzy. Lem sam zwracał na to uwagę: jego namysł nad światem miał naukowe i kosmologiczne podłoże, jego myślenie było myśleniem ścisłowca, naukowca. A Themerson studiował przed wojną fizykę, i czuć wyraźnie, że ten facet myśli konkretnie i precyzyjnie - taką właśnie diagnozę postawił pewien znajomy, skądinąd polonista i historyk sztuki z wykształcenia. To się po prostu samo nasuwa podczas lektury.
Wspomniany Wykład profesora Mmaa poleca gorąco czytelnikom w swej przedmowie nie kto inny, tylko sam Bertrand Russell; do książki dołączono także hymny pochwalne wygłoszone przez prof. Bralczyka. Gdzie można to dzieło umieścić? Zapewne w tradycji przenikliwej, groteskowej satyry, tradycji gargantuicznej i guliweriańskiej (Guliwer jest zresztą w powieści wymieniany), a także gombro-lemowskiej. Dzieło jest tak niezwykłe w zamyśle i wykonaniu, tak wszechstronnie i groźnie komiczne, że aż nie wiadomo, od czego zacząć. Odnotuję może tylko kilka faktów: prof. Mmaa, jak i większość pozostałych postaci, to termity, które bardzo się naraz zainteresowały badaniami nad gatunkiem homo. Obok nauki i filozofii widzianej oczyma i zmysłami termitów, mamy tam również zakazaną miłość, kryzys polityczny, wątek rewolucyjny i kryminalny, a w końcu przejmujący obraz... upadku cywilizacji. Po którym to obrazie na scenę wkracza nowa, frapująca postać - konkretnie, pewna suka...
Themerson był dzieckiem i twórcą klasycznej moderny, a jego Wykład powstał w czasach II Wojny. Kto widział jego film pt. Przygoda człowieka poczciwego (jest na tubie) wie, że nie musi się obawiać z jego strony napuszoności, patosu i/lub hermetycznej prozy przeznaczonej dla wąskiego kręgu koneserów, smakoszów i cyzelantów. Bardzo trafnie napisał Michał Mendyk:
Z kolei bogatej sieci muzycznych struktur oraz aluzji w dziełach literackich Themersona pozazdrościć mogliby Mann i Joyce. Co istotne, twórca "Świętego Franciszka..." reprezentował mało rozpowszechniony w Polsce typ awangardzisty bezpretensjonalnego i ludycznego - nie przez przypadek większość życia spędził w Paryżu.
W przywołanym cytacie poruszono przy okazji także wpływ muzyki na myślenie Themersona o formie dzieła literackiego; dodajmy jeszcze do tego wpływ filmu, w którym zaczynał swą drogę artystyczną: fimlu jako filmu, a nie np. sfilmowanego teatru. To wszystko przykłada się jeszcze dodatkowo do niewymuszonej, świeżej oryginalności jego dzieł literackich. Przynajmniej Wykładu profesora Mmaa.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)