kaminskainen kaminskainen
789
BLOG

Corneliu Dan Georgescu - dużej rangi odkrycie

kaminskainen kaminskainen Kultura Obserwuj notkę 5

Dostałem trochę płyt z Rumunii - a jakże, ze współczechą, bo też jest to najlepszy i najbardziej ekstraklasowy produkt, jaki ma do zaoferowania kultura tego osobliwego kraju (ale w ogóle muzykę współczesną uważam za najlepsze i najsolidniejsze, co się ostało w kulturze Zachodu; współczecha jest czymś najlepszym, co mamy, i nie jest to slogan, tylko część mojego sposobu życia; jak mówię do starego kolegi: współczecha jest czymś najlepszym, co mamy - to natychmiast się rozumiemy, naraz wszystko ląduje na właściwym miejscu i przybiera właściwe proporcje). Szczególną uwagę zwróciłem na składankę z osławionej serii Creatii simfonice romanesti, konkretnie jej część 34 poświęconą w całości muzyce Corneliu Dana Georgescu.

Niestety muszę rozczarować: "składanki" ze wspomnianej serii to "państwowe" wydawnictwa promocyjne, nieosiągalne na rynku - żeby coś z tego dostać, trzeba mieć znajomości. Marny to sposób promowania własnej, tak przecież oryginalnej kultury - ale dobry i on, skoro to właśnie dzięki tym składankom idą w świat dzieła tak wspaniałe, jak symfonie profesora Nemescu; idą w świat jako "empetrójki", "ripy" i "piraty" - ale coż począć, skoro normalnie nikt tego nie wydaje? Taki przykładowy Kairos zamknął się w zasadzie w kręgu muzyki niemieckiej (czy szerzej, niemieckiego obszaru językowego) i włoskiej (ich golden boys to Lachenmann, Rihm, Sciarrino i Scelsi) i czy go kiedyś przekroczy w kierunku wschodnim - nie wiadomo (a przecież jak wspaniałą płytą dla Kairosa byłaby Pianofonia Serockiego! albo Tryptyk o Meduzie Szalonka!). U nas z kolei wydano już sporo rodzimej klasyki, ale systematycznie, szerzej zakrojone próby łatania wielkiej dziury na rynku wydawniczym, zionącej w miejscu, gdzie powinna być szerooooka półka z napisem "muzyka współczesna ze wschodniej Europy", są w fazie początkowo-raczkującej (mam na myśli promocję nowej muzyki z obszernym katalogiem właśnie na światową miarę Kairosa). Tutaj muszę oddać pokłon mojemu koledze Michałowi Mendykowi (i pozostałym chłopakom z fundacji 4.99 - tak się składa, też moim kolegom), który stworzył i rozwija label Bôłt records, specjalizujący się w nowej muzyce, niekoniecznie tylko "klasycznej", z Europy środkowej i wschodniej. W 2011 roku powinny się w nim ukazać płyty z muzyką wybitnych kompozytorów rumuńskich... W czym będę miał swój skromny udział.

Krótko mówiąc, by dotrzeć do muzyki Corneliu Dana Georgescu, trzeba mieć wiele szczęścia - albo dopaść gdzieś przypadkiem vol. 34 z serii Creatii simfonice romanesti (oryginał lub CDR-kę), albo wyczesać gdzieś z sieci, najprędzej z jakiegoś p2p, pliki akurat z jego muzyką - co nie będzie łatwe, jako że nazwisko nie jest osławione, i jego dzieła będą ginęły w mrowiu innych plików, także tych z muzyką rumuńską (tu zawsze znajdziemy sporo utworów Nemescu, Brandusa czy Doiny Rotaru)... Gdy już się zna nazwisko, wiadomo przynajmniej czego szukać.

Muzykę Georgescu polecił nam, salonowiczom24, prof. Nemescu mówiąc, że jest to estetyczny krewniak LaMonte Younga, jako że jest to muzyka zatrzymanego czasu, jakby zamrożona i nieruchoma. Mam wrażenie, że jednak lepiej ją porównać do Mortona Feldmana - to nazwisko skieruje słuchacza na lepszy trop, nawet jeśli porównanie z Youngiem jest z jakichś tam względów technicznych trafniejsze. Drugim punktem odniesienia, na który należy się powołać, by przybliżyć tę muzykę, są studia folklorystyczne Georgescu, który pisał swego czasu specjalistyczne prace dotyczące typologii tańców ludowych i sygnałów pasterskich. Trzecim - archetypiczność, wywiedziona ze studiów i medytacji nad dziełami Brancusiego (natchnienie wielu kompozytorów rumuńskich); poszukiwanie elementarnych, archetypicznych struktur, muzyki opartej na uniwersalnych zasadach, rozpoznawalnych zawsze i wszędzie. Wreszcie - bardzo ważna inspiracja twórczością rumuńskiego malarza Iona Tuculescu, u którego abstrakcyjny ekspresjonizm łączył się z nawiązaniami do sztuki ludowej. Znamienne, że uciekając od zestandaryzowanej awangardy, która stała się akademizmem (serializm, aleatoryzm), obrał sobie za wzór artystów sztuk wizualnych - podobnie, jak nasz Zygmunt Krauze, przedstawiciel tego samego pokolenia, powoływał się na unizm Strzemińskiego (można tu też wymienić Andrzeja Panufnika, którego inspirował 'geometryczny mistycyzm' ludowej wycinanki; dla samego Georgescu ważny jest też Piet Mondrian - któremu nasz kompozytor poświęcił cały cykl utworów). I last but not least - wymieńmy dla porządku polską awangardę, która dla pokolenia Nemescu i Georgescu była bardzo ważna; Wymiary czasu i ciszy nie są aż tak odległe od omawianej płyty, jak można by pomyśleć... Podobnie choćby Muzyka staropolska Góreckiego, albo wstępne części symfonii Lutosławskiego.

Efektem jest wielce oryginalna i fascynująca muzyka określana niekiedy mianem rumuńskiego minimalizmu - jak dzieła Brancusiego, jednocześnie wyrafinowana i elementarna, sprawiająca wrażenie nieskończonego przepływu, choć skończona i zamknięta itd. itp., ogólnie opisywana właśnie takimi paradoksami (sam Georgescu pisał w tym tonie o Brancusim, zwłaszcza o jego Kolumnie infinicie). Brzmi trochę jak klekot krowich i owczych blaszanych dzwonków na karpackich czy alpejskich halach, przeplatany zawołaniami trombit - a to za sprawą dużej roli perkusji z obfitą prezentacją idiofonów, różnego rodzaju - jeśli dobrze słyszę - dzwonów rurowych i chyba nawet instrumentów azjatyckich, np. tybetańskich (wywiem się tego w stosownym czasie). Pokrewieństwo, ale zwłaszcza odrębność tego rumuńskiego minimalizmu w zestawieniu z awangardą amerykańską (Feldman, Tenney, późny Cage) uzmysławia choćby zawarte na płycie Trio na flet, fortepian i perkusję: taka jest to perkusja, że tworzona przez nią muzyczna przestrzeń pomieściłaby i symfonię - i faktycznie nie czuje się drastycznego przejścia od symfonii do tria (a tak są te utwory na płycie ułozone). Kwartet smyczkowy jest mniej w duchu "przestrzenny" czy "pasterski", ale wywołuje podobne reminiscencje, potwierdzając jednocześnie oryginalność Rumuna.

Corneliu Dan Georgescu żyje od lat w Berlinie, a w internecie nie znalazłem żadnej informacji o jakichkolwiek jego nagraniach na płytach CD - wykryto jedynie dwa stare winyle. Podobnie nieobecny w obiegu płytowym jest inny kompozytor polecany przez profesora Nemescu, Mihail Mitrea Celarianu... Chciałoby się powiedzieć, że "to już u nas jest lepiej" - ale czy na pewno? Widział ktoś nagrania Tryptyku o Meduzie albo Pianofonii, skarbów polskiej współczechy? Albo monograficzne cedeki Tomasza Sikorskiego i Barbary Buczek? A? Patrząc od tej strony - jesteśmy, jeśli chodzi o promocję polskiej kultury, głęboko w de. Bliżej nam do Rumunii, niż do Zachodu, do którego podobno należymy.

"Radykał, ale sympatyczny" (z filmu) Szczerzy przyjaciele wolności są niezmiennie czymś wyjątkowym. (Lord Acton)

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura