29 obserwujących
451 notek
342k odsłony
5872 odsłony

Mój mały "protokół" objawowego leczenia AZS przy pomocy chwastów

Wykop Skomentuj6

Ponieważ podpytują mnie tu i ówdzie ludzie, co i jak robić konkretnie żeby poprawić sytuację ciężko doświadczonego przez los atopowca stosując tak przeze mnie ładnie opisywane zioła - postanowiłem spisać takie małe kompendium.

Kilka zastrzeżeń:

1) nie jestem doktorem ani farmaceutą i nie stręczę nikomu żadnej pseudomedycyny;
2) kompendium ma więc charakter informacyjny, można nawet powiedzieć że literacki - jest opisem praktycznego zabierania się za domową, eksperymentalną terapię AZS;
3) jednakże, zaskoczony skutecznością zielska stosowanego zewnętrznie, a później nawet wewnętrznie, zacząłem szukać naukowych potwierdzeń jego działania - i je bez problemu znalazłem (przeciwzapalne działanie wieloma mechanizmami, właściwości immunomodulujące, kortykotropowe - wykazują je wcale liczne rośliny);
4) przykłady: silnie przeciwzapalne i immunomodulujące właściwości korzeni lukrecji i rdestowca; kortykopodobne działanie psianki słodkogórz (jest bogata we frakcje steroidowe), zalecanej przez lekarzy-fitoterapeutów w pomocniczym leczeniu egzemy ("pomocnicze" znaczy tyle, co zmniejszające zużycie maści sterydowych - lub wręcz je eliminujące, jak dobrze pójdzie); alkaloidy glistnika (sangwinaryna i chelidonina) wytłumiają skutecznie IgE-zależne stany zapalne (wpierw przeczytałem o tym u prof. Ozarowskiego, później trafiłem na całkiem nowe badania na necie - ściśle medyczne, naukowe); wielorakie, silnie przeciwzapalne działanie wrotyczu (nie bez znaczenia dla atopowca są także działania wiruso- i bakteriobójcze tych roślin - tu wrotycz chyba nawet wiedzie prym, tłucze w zasadzie wszystko włącznie z wszami);
5) tak, jest możliwa reakcja uczuleniowa na te zioła - choć się z nią jeszcze bezpośrednio nie zetknąłem;
6) a zatem - tak, faktycznie: wszyscy, którzy testowali moje kremy byli zdumieni ich działaniem, spokojnie nimi zastąpili maści sterydowe; mamy przypadki małych dzieci, w przypadku których było to pierwsze jakkolwiek działające leczenie - można to nazwać efektem spektakularnym;
7) nie walczę z rzekomo złą "medycyną współczesną" - proponuję ją uzupełnić czymś, co było z dawien dawna stosowane, opisywane w literaturze medycznej (np. kąpiele ziołowe u Ożarowskiego) i ma swoje naukowe uzasadnienie, a na dodatek wydaje się mieć znaczną skuteczność przy braku zauważalnych skutków ubocznych.

Oto 3 kroki do poprawy stanu skóry i "wzięcia pod kontrolę" AZS:

I. Stan ciężki

Jakiekolwiek "mazianie" zdaje się nie skutkować w takich przypadkach (erytrodermia) - jednak medycyna ma na to sposoby, są znane interwencje skuteczne. Najbardziej znane:
- steryd doustnie lub dożylnie;
- immunosupresja - wydaje się, że dużo lepsza od sterydu, pozwala stosunkowo łatwo odstawić stopniowo lek zachowując efekt leczenia (poprawę stanu); w przypadku sterydów jest to dużo trudniejsze, o ile w ogóle możliwe.
Mniej znana interwencja na taki przypadek - podanie antybiotyku (np. Duracef). Co lepsi, bardziej rozeznani dermatolodzy wiedzą, że trzeba go podać w przypadku zapalenia skóry z licznymi, ropnymi wypryskami. Gronkowcowo-paciorkowcowe zakażenie skóry niesamowicie nakręca AZS. Dłuższa antybiotykoterapia przerywa "zaklęty krąg" i pozwala dojść do zupełnie normalnego stanu skóry - choć oczywiście należy jednocześnie czymś ją smarować i zaleczać - tu wchodzi standardowo maść z antybiotykiem i sterydem.
I już na tym etapie włączamy kremy ziołowe, które świetnie te środki zastępują. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia na znajomych i nieznajomych to potwierdzają; dostępna literatura naukowa dotycząca badań nad roślinną farmacją jak najbardziej pozwala w to działanie ostatecznie "uwierzyć". Dodatkowo warto używać maść propolisową (z firmy Barć) - specyfiki te (maści propolisowe) wykazują na skórze lepsze działanie, niż maści z antybiotykiem i acyclowirem (opryszczka - też często komplikuje AZS). Serio, robiono badania, czytałem właśnie taki przegląd badań z maśćmi propolisowymi w zestawieniu z placebo, antybiotykiem, acyclowirem... propolis wygrywał.
Jest wyjątek - żadne maści ziołowe czy propolisowe nie zastąpią tych najsilniejszych sterydów typu Novate, Dermovate - i zmiany ich wymagające ziołami się nie wyleczą. Jednak wszelkie "lżejsze" sterydy dają się spokojnie zastąpić wyciągami roślinnymi, które dodatkowo nie uszkadzają skóry. Widziałem kiedyś badanie które wykazało, że wyciąg suchy z kwiatu rumianku działa wydajniej od standardowej maści z hydrokortyzonem - a to tylko przykład.

II. Kąpiele

Warto stosować od początku, nawet w najgorszym stanie. Ostrożnie tylko z bakteriami, które potrafią się łatwo roznosić i zaszkodzić (propozycja: przed i po kąpieli umyć się Octeniseptem). Oczywiście przeciwwskazaniem jest również uczulenie na dany składnik. Dermatologowie-fitoterapeuci polecają słomę owsianą do kąpieli jako środek pomocniczy - i jeszcze kilka innych ziół (przeglądałem niedawno takie lekarskie artykuły). Niestety zalecenia te nie uwzględniają środków najskuteczniejszych - takich, jak wrotycz, glistnik, wyka (polecana przez Różańskiego na SILNE zapalenia skóry) czy lukrecja. Efekt po samej kąpieli zawsze wyda się wątpliwy - zaczerwienienie czy podrażnienie nie jest rzadkością. Nie warto się poddawać - trzeba próbować kilka dni z rzędu, 20 minut kąpieli przed snem. Efekt portafi BARDZO zaskoczyć.
Podstawowe zioła typowo "kąpielowe" w moim rozumieniu czy wg mojej praktyki:
- wrotycz (szklanka zmielonego ziela lub kwiatów, zaparzona lub pogotowana w dużym garnku);
- glistnik (używam suchego - ok. szklanki na gar);
- przetacznik leśny;
- wyka;
- lukrecja (gotować);
- uczep.
Oczywiście jest tego więcej - a do tego warto mieszać różne zielska, dodawać pomocnicze o korzystnym działaniu na skórę - jak skrzyp (pogotować z 20 minut - puszcza wówczas koloidalną krzemionkę), rdest ptasi (podobnie), liść orzecha włoskiego, kora dębu, łopian, nagietek, kwiat lipy...
Dzieci bym w glistniku czy wrotyczu nie kąpał. Uczep jest bezpieczny i skuteczny. Pielęgnuje i wygładza skórę jak emolient a dodatkowo działa przeciwzapalnie (seskwiterpeny mają silne działanie przeciwzapalne). Z produktów handlowych godny polecenia jest uczep z Darów Natury. Łatwo uzbierać kwitnący w sierpniu i nasuszyć - rośnie nad bajorami, widywałem i w mieście. Smaczny jako herbata, szczególnie z dodatkiem mięty (słodkawy).
Ogólnie taka "kąpiel zielna" działa jak emolient - ale dodatkowo wyraźnie przeciwzapalnie, niekiedy wręcz spektakularnie. Po kąpieli smarujemy - wykorzystujemy moment lepszego przeyswajania leku na rozluźnioną, oczyszczoną skórę.

III. Kremy ziołowe

Pisałem już o nich wiele i dublować nie ma potrzeby - wystarczy poszperać po blogu. Jako emulgatora używamy lanoliny, pomocniczo wosku pszczelego, reszta to olej (fistaszkowy, z pestek winogron - co kto lubi i dobrze toleruje). Niestety niektórych mogą te składniki uczulić. Najwydajniejsze wyciągi: korzenie rdestowca i lukrecji (ta ostatnia, nie wiedzieć czemu, świetna w połączeniu z Azulanem tj. rumiankiem), glistnik, wrotycz, psianka, tojeść rozesłana. Prosty wyciąg można zrobić nie mając dostępu do wymyślnych ziół - wystarczy zrobić mocny odwar z korzenia lukrecji (taki, żeby połowę garczka stanowiły "fusy"!) i połączyć odrobinę pół na pół z Azulanem (po 10 ml) - i już jest wysoce skuteczny wyciąg do zemulgowania w kremie. Resztę odwaru wlewamy do wanny, fusy wygotowujemy jeszcze raz w większym garze - bo wiele w nich zostało. Zamiast Azulanu/Azulacenu można użyć nalewki na kwiatach wrotyczu 1:1 i podobnych preparatów - kwestia fantazji. Wielość składników dobrze kremom służy. Potrafią mieć bardzo szerokie działanie - nawet bić na głowę maści z antybiotykiem (to akurat nie wynik badań, tylko jednostkowe doświadczenie - ale jakże znamienne :)
Wyciągu typu czysta nalewka jest w kremie docelowo 10-15%; niżej "alkoholizowane" wyciągi, np. nalewki zmieszane z wyciągami wodnymi - do 20%, tyle wystarcza. Robienie wysokouwodnionych kremów "nawilżających" to inna bajka, potrzeba do nich konserwantów itd. - tym się tu nie zajmujemy.

Dodatek dla eksperymentatorów - kuracje wewnętrzne

Pisałem o skutecznym i całkiem dobrze zbadanym działaniu rdestowca, glistnika (patrz sangwinaryna z początku postu), lukrecji (zwiększa wyrzut kortyzonu), kobylaka. Znam przypadek małego dziecka, któremu zdesporowana mama podawała herbatkę z ziela rdestowca, bo nic mu nie pomagało ani nie przynosiło ulgi. Po paru dniach wyglądał, jakby był na silnych, skutecznych lekach. Mama podała ziele, bo korzeń ma zbyt poważne, immunomodulujące działanie jak na tak małe dziecko 9kilka miesięcy) - ale i ziele swoje zrobi. Tego wątku jednak nie rozwijam - pozostawiam dociekliwym. Sam byłem sceptyczny co do działania ziół "wewnętrznie" w AZS, ale wiele ma działanie ewidentne, potwierdzone ciekawymi badaniami (niekoniecznie bardzo szeroko zakrojonymi, ale np. z próbą kontrolną placebo). Dodajmy, że glistnik nadaje się jako dodatek paszowy skutecznie zastępujący zniesławione antybiotyki - pisałem już o tym. Daje to do myślenia, prawda?

CO ROBIĆ, gdy nic nie pomaga a lekarze wciąż zapisują nieskuteczne sterydy i antyhistaminiki?

Kupić co się da z powyższych ziół.
W tej chwili nawet korzeń rdestowca jest na allegro. Przechowywać w ciemnym słoju z pochłaniaczem wilgoci (choćby bibuła). Wyciąg do kremu zrobić na alkoholu 20% z dolewką gliceryny.
Kupić na allegro lanolinę firmy Microfarm (najłatwiej znaleźć po producencie), wosk pszczeli, olej wystarczy z Lidla - i robić kremy. Na początek odwar lukrecjowy z Azulacenem lub Azulanem.
Narwać jaskółczego ziela, zmielić i zrobic prosty wyciąg 1:1, zakonserwować gliceryną, trzymać w lodówce. Diablo skuteczny.
Itd.
Kąpiele, kremy - a jak będą wyniki i starczy zapału - to można się porwać na picie czegoś, np. nalewki rdestowcowej. Działanie ma bardzo konkretne :)

To własnie robić.

Przy okazji: nie bać się lekarza, ale wybrać sobie takiego rozumnego, który nie nakrzyczy za stosowanie ziół - takiego najłatwiej znaleźć wśród starszych ludzi. Najgorsze są niektóre baby-dermatolożki, potrafią wywracać oczami nawet wówczas, gdy pacjent sięga po Avilin i lanolinę (czyli oficjalne leki i surowce farmaceutyczne!) - a za zioła dosłownie nawrzeszczą, wg nich nie mają w ogóle żadnego działania, tylko uczulają. Cóż - w świetle naukowo dowiedzionych tych-i-owych, wychodzą na tęgie idiotki... :)
 

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale