karlin karlin
442
BLOG

Nienawiść rządzi

karlin karlin Polityka Obserwuj notkę 8

"Incydent" Wojewódzkiego i jego kumpla z urzędnikiem rządowym Gajadhurem w tle to nie tylko jakiś tam wybryk odmóżdżonego "sproszkowaną aspiryną" błazna dla człekokształtnych.

To przede wszystkim dowód na systematyczne formatowanie na brunatno lemingów.

Wystarczy poczytać, ewokowane zresztą tytułami i kontekstem artykułów, komentarze pod tymi artykułami na ulubionym przez lemingi, medialnym gnojowisku, jakim jest Onet. "Czy ten Gajadhur nie ma poczucia humoru?", "Koloru skóry nie da się ukryć", itd. itp.

Pozornie wydawałoby się, że przecież mianowany na podstawie goebelsowskiego "Kto jest Żydem decyduję ja" Naczelny Żyd Polski - Jarosław Kaczyński ma się świetnie. To znaczy - wedle mediów i rządzących - judzi, knuje, ośmiesza się, szydzi, denerwuje i aż prosi się o drobny endlosung.

Ma również sporą partię i kilka milionów wyznawców, których czujne oko "polskojęzycznych prawdziwych niemców i rosjan" może wypatrywać w tłumie lub w Internecie, kojąc zapotrzebowanie na służbę publiczną.

Po diabła więc te coraz częstsze w ubeckiej telewizji dowcipasy o Murzynach czy Żydach, zajadle później w mediach bronione? Zwróćmy uwagę, że mimo tak w innych sytuacjach skandalicznych dla norm III RP zachowań, Tusk ani myśli o zdjęciu Kupy z frontonu jego unijnej prezydencji.

Chcą rozjuszyć wyhodowaną przez siebie dzicz, żeby po "ukazaniu światu prawdziwej twarzy Polaków" było więcej pretekstów do wzięcia nas wszystkich za mordę?

OK, tylko że za jakiś czas może się okazać, że to nie Jarosław jest Największym Złem Naszych Czasów, a nikt przy zdrowych zmysłach (wiem, że to ryzykowne twierdzenie w stosunku do lemingów, ale jednak) nie uwierzy, że Gmina z ulicy Czerskiej wspiera Kaczyńskiego.

Poza tym zaryzykuję jeszcze jedną tezę. Ich już od dłuższego czasu gówno obchodzi co o nich i o Polsce pomyśli i powie tak zwany szeroki świat. Tak gdzie decydują się ich losy, czyli na Kremlu i w przejętej przez NRD RFN, ich notowania od dawna balansują sterty raportów i rozkazów. A w tych akurat miejscach decydentów stać jeszcze na chwilę namysłu, czy opłaca się zlecać ryzykowną kampanię o prawdopodobnych sporych kosztach, która w dodatku może się wymknąć spod kontroli.

Może więc chodzi o to, żeby Gajadhury i Godsony, przerażone tym, co się wyprawia, przeniosły się do PIS, gdzie już bez większej szkody dla wizerunku PO będzie mógł ich dosięgnąć gniew Ryszardów C.?

Absurd?

Partia, która od wielu już lat prowadzi kampanię pod hasłem "zabij ich bełkotem", całkowicie wykrzywiając otaczającą ją rzeczywistość, może zacząć w pewnym momencie tracić z nią kontakt. Potem przychodzi tej rzeczywistości kompletne lekceważenie. Kolejna faza, to wiara w umiejętność jej kształtowania w dowolny sposób.

Na końcu zawsze czeka Kononowicz.

Żydzi, Murzyni czy Hindusi to jednak nie wszystko. Podbijanie knajackiego bębenka, mocno osadzonego w genotypie leminga - choćby i dlatego, że rozjuszonym "pasterzom" po prostu znudziło się przeżuwanie Kaczyńskiego, a Tusk nauczony "buntem celebrytów" sprzed paru miesięcy nie zaryzykuje postawienia ich do pionu - oznacza, że bramy piekieł zaczynają się otwierać dla wszystkich. Także dla każdego z lemingów.

Ja już o tym, zaraz po zwycięstwie PO w 2007 r. pisałem. I choć wolałbym się pomylić, to widzę że nie wyszło.

"Jeśli tylko PO się potknie, a przy ich talentach do rządzenia, jakie prezentowali nam przez 15 lat od 1989 r., będzie o to nietrudno, ta rozhuśtana przez nich i zostawiona samopas nienawiść może im chlusnąć prosto w twarz. Będą więc musieli wziąć ją na swój żołd, wprowadzić na salony i cały czas karmić. Żeby nie zgłodniała."

Ale zgłodniała. Już się szarpie na smyczy.

Rozpętano jej apetyt do rozmiarów wręcz apokaliptycznych kompletnym odwróceniem kodów kulturowych, na miarę niespotykaną chyba nawet w hitlerowskich Niemczech.

Mówię o szyderstwie z historii, prawa, państwa, religii, tragedii, cierpienia, zmarłych. Mówię o Smoleńsku i Łodzi, krzyżu na Krakowskim Przedmieściu.

Chwilami wygląda to również na całkowite odwrócenie ról.

Nie nienawiść jako narzędzie do realizacji politycznych celów, ale politycy jako podmiot do realizacji nienawiści. Jako jej kaprys.

Bo nie da się bez końca głaskać wilkołaka tak, żeby nie ugryzł.

A tłum ludojadów, gdy tylko nie ma za kim gonić, zaczyna skakać do gardeł sobie nawzajem. Nic innego przecież nie potrafi.

Czy to oznacza, że mamy porzucić wszelką nadzieję?

Jeszcze raz zaryzykuję - nie sądzę. W sytuacji powszechnego chaosu etycznego, to co naprawdę jest groźne, czyli aparat państwowy zaczyna tracić na znaczeniu. Wbrew pozorom, on ZAWSZE potrzebuje jakiegoś systemu wartości, w oparciu o który ma działać.

Choćby to miało być coś tak absurdalnego, jak idee komunistyczne. Byleby ten system był spójny i jasny. "Haratanie w gałę" na coś takiego się nie nadaje.

A w obecniej Polsce spójny system wartości oferują tylko oszołomy. Czyli my.

Zobaczymy, czy historycznie potwierdzona wyższość przejrzystego systemu wartości nad ideą "każdy kradnie co się da" i jego większa atrakcyjność dla struktur państwowych zdąży przed obcymi wojskami.

Bo moim zdaniem, zdążyć może.

karlin
O mnie karlin

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka