PO grozi, że jej kandydaci na posłów będą chodzili po domach.
Nie wiadomo czy sami, czy w tradycyjnych trójkach.
Najprostszą reakcją będzie oczywiście zamknięcie drzwi przed nosem lub - to dla posiadaczy tzw. judasza - w ogóle ich nie otwieranie.
Dla tych wszystkich jednak, którzy stanowią elektorat PO lub starają się być gościnni, tolerancyjni, czują w sobie ducha ewangelizacji albo po prostu będą się bali, że nie wpuszczenie towarzysza kandydata może skutkować kłopotami w pracy lub spaleniem mieszkania przez nieznanych sprawców, mam kilka porad.
Pozdejmować sobie i żonie wszelką biżuterię oraz zegarki warte więcej, niż 100 zł. Obrączki mogą ewentualnie zostać.
Pochować lub przykryć makatkami cenne obrazy, antyki i sprzęt elektroniczny większej wartości - mający mniej niż 5 lat.
Dzieci ukryć w ich pokojach lub w szafie. Poseł czy radny- nigdy nic nie wiadomo.
Wizytującego można ugościć kawą lub herbatą, należy jednak pamiętać, żeby cukier podawać wyłacznie w formie pudru, po trzy grube krechy na talerzyk.
Z ciasteczek - jedynie bezy.
Konwersację prowadzić spokojnie, znużonym, martwym tonem, unikając zbyt częstego kontaktu wzrokowego. Nie wpadać w euforię na temat obecnego rządu, gdyż może to kandydata wprawić w popłoch. Można ponarzekać na biurokrację.
Aby zrealaksować gościa, to porada dla elektoratu PO, rzucić od niechcenia dowcip w rodzaju - ostatnio córka znajomych, a oni chcą głosować na PIS, kąpiąc się w wannie, przekłuła kolejną, gumową kaczkę.
Gdy wizyta zacznie się niepokojąco wydłużać, wykazać jak najdalej idące zrozumienie dla tłumaczenia, że jesteśmy dzisiaj ostatnimi, których kandydat odwiedza.
Podczas pożegnania wspomnieć mimochodem, na wszelki wypadek, że nasz gość miał szczęście, gdyż właśnie zamierzamy się z tego mieszkania, z tego miasta, z tego kraju wyprowadzić. Ale oczywiście dopiero po wyborach.
Inne tematy w dziale Polityka