"- Wczoraj długo wieczorem rozmawiałem z ministrem Jerzym Millerem ws. raportu z katastrofy smoleńskiej. Jesteśmy zaprzyjaźnieni i chyba po raz pierwszy byłem poirytowany w czasie tej rozmowy - powiedział premier Donald Tusk. W czasie konferencji premier ujawnił, że 29 lipca zostaną opublikowane kluczowe fragmenty raportu. (...) - Nie wykluczam, że jeśli tłumaczenie nie będzie kompletne do 29 lipca, to kluczowe fragmenty raportu będą w tłumaczeniu opublikowane, a my cały polski raport przetłumaczymy i damy tłumaczom tyle czasu, żeby te dodatkowe kwestie i załączniki tłumaczyli - powiedział Tusk."
Znowu się nam Donisław wzmożył emocjonalnie, po czym za nóż chwycił i zaczął ciąć.
Jeśli przyjmie technikę odcinania za każdym razem połowy tego, co jeszcze zostało, całość raportu do końca świata będą znali tylko krewni i znajomi uciekającego królika.
I bardzo dobrze. Będzie można fantazjować do woli i każdą, niewygodną hipotezę, a nawet udokumentowaną teorię traktować jak sen wariata.
Konieczność tłumaczenia wszystkiego przed opublikowaniem znakomicie rozgrywa wszystkie, pszenno-buraczane kompleksy lemingów. "Spory" z Millerem leciutko akcentują możliwość wzruszenia spokoju Donisława marudzeniem gościa, który szefuje komisji mogącej oceniać jego samego.
Publikacja "po kawałku" omija wreszcie dużo bardziej niezręczne "utajnianie" fragmentów raportu.
Wszystko gra, poza jednym drobiazgiem.
Za mniej więcej miesiąc oraz dwa swój raport przedstawi Zespół Macierewicza. W całości, z kompletem wniosków.
Polemizowanie z nimi przy pomocy latających po mediach plasterków jest z góry skazane na niepowodzenie.
Nie da się obalić twierdzenia jedynie fragmentami dowodu połącznymi z odgrażaniem się, że dopiero reszta tego dowodu jest - ho, ho!
Inne tematy w dziale Polityka