"- A czy stając na czele komisji nie sądził pan we własnej sprawie?
- Nie sądziłem we własnej sprawie. Dlaczego miałbym?
- Ponieważ jako szefowi MSWiA, podlega panu Biuro Ochrony Rządu.
- A jaką rolę odegrał BOR w tragedii smoleńskiej?
- Biuro Ochrony Rządu powinno było zbadać teren, gdzie miał być chroniony prezydent Lech Kaczyński zaraz po wylądowaniu, czyli na lotnisku w Smoleńsku. Dlaczego, mimo że BOR tego nie zrobił, ponieważ jego przedstawiciele nie zostali tam wpuszczeni, pańska komisja w swoim raporcie nie uznała tego za jedną z przyczyn katastrofy?
- Rolą BOR było bezpieczne przewiezienie pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego na lotnisko wojskowe Warszawa-Okęcie. Przed przyjazdem pana prezydenta BOR powinien sprawdzić, czy na pokładzie samolotu nie znajduje się nikt i nic co zagrażałoby w trakcie przelotu panu prezydentowi i zadbać o to, żeby po wylądowaniu w Smoleńsku pan prezydent mógł w bezpieczny sposób udać się do Katynia, być bezpiecznym w Katyniu oraz bezpiecznie wrócić z Katynia na lotnisko, wsiąść do samolotu, który wraca do Warszawy i w Warszawie równie bezpiecznie odebrać pana prezydenta i dowieźć do wskazanego miejsca.
- Według pana BOR do momentu katastrofy wywiązał się perfekcyjnie ze swojego zadania?
- BOR wywiązał się ze swojego zadania względem ochrony pana prezydenta Kaczyńskiego. BOR dopełnił wszelkich procedur.
- Ale rekonesans BOR przed lądowaniem Tu-154M na lotnisku w Smoleńsku się nie odbył?
- To nie było przedmiotem badania komisji. My nie sprawdzaliśmy stopnia ochrony osoby chronionej. Przygotowując tę wizytę, BOR, w uzgodnieniu ze stroną rosyjską, sprawdził stan lotniska w zakresie możliwości wjechania samochodem i odebrania pana prezydenta spod trapu lotniska."
Najpierw odrzuca oskarżenie, że sądził we własnej sprawie.
A w następnym zdaniu je potwierdza, osądzając rolę podległego mu BOR w katastrofie smoleńskiej.
Nie pierwszy to i zapewne nie ostatni gwałt na logice, ergo bełkot osoby, grającej w rządzie Tuska rolę polskiego ministra.
Manifest PKWN w wersji rosyjskiej także nosi wcześniejszą datę, niż ten napisany po polsku. Z ich punktu widzenia wszystko jest więc na swoim miejscu.
Na razie.
Za ciekawostkę można jedynie uznać, że tym razem nie kupują tej narracji nawet ultradyspozycyjni "dziennikarze" z Onetu, naciskając Millera w iście oszołomskim stylu.
Czyżby sondaże doniosły, że wyrzucony z kosza balonu Klich Psychiczny nie zapobiegł dalszemu, niekontrolowanemu spadaniu?
Inne tematy w dziale Polityka