Prawdopododobnie przestraszyli się sondaży i pozwów ze strony rodzin cywilnych ofiar tragedii pod Smoleńskiem i postawili na winę wojskowych. Raport Millera wycisza, a w wielu wypadkach wręcz likwiduje tropy mające prowadzić do tak nagrzewanej w mediach prtzez ostatnie 16 miesięcy współwiny Prezydenta czy nawet generała Błasika.
Choć oczywiście nie do końca. Tak jak przy wskazywaniu i eksponowaniu zaniedbań w 36 Pułku i jednoczesnym zapominaniu o 11 pismach, jakie rok przed katastrofą na ten temat właśnie, nieprawidłowości w funkcjonowaniu 36 Pułku, wysłał do ministra Klicha generał Błasik.
Tym niemniej koncentracja w okołoraportowym i medialnym przekazie, bo już niekoniecznie w jakichkolwiek dowodach w samym raporcie, na winie pilotów jest ewidentna.
Wiem, że rodziny wojskowych pilotów mogą być poddawne presji i szantażowane w sposób, o którym nie mamy pojęcia. Zdaję sobie sprawę, że w takich warunkach nawet wizja dzieci, dorastających wśród odzywek - "A, to twój ojciec zabił 100 osób" - może przegrać z naciskami lub groźbą.
Ale czy ci piloci, którzy stracili życie pod Smoleńskiem, chcieliby zginąć za kłamstwo, Wielką Rosję i poświęcić swoje dobre imię dla obrony tych, ktorzy zawinili najbardziej?
Byli wojskowymi, musieli o takich sprawach myśleć, musiały o tym myśleć także ich rodziny.
Właśnie dlatego trzeba ich wreszcie podać do sądu.
Tych zapasionych "byłych pilotów", samozwańczych "lotniczych ekspertów", ruskich jezuitów, "dziennikarzy" wobec których nawet cudzysłów tężeje z obrzydzenia, zamieniając się w znane, ukośne runy. Polityków wreszcie.
Całą tę, sowiecką hołotę.
To nic, że służalcza prokuratura i nagrzane sądy. W ten sposób bowiem uruchomi się procedurę, która na pewno potrwa i może dotrwać czasów, w których inaczej niż dziś, polskie sądy nie będą tak łatwo podgrzewane ruskim gazem. Może również zakończyć się przed sądami międzynarodowymi.
Inne tematy w dziale Polityka