Wybory coraz bliżej, czas na powtórki, bo i zachowań podobnych coraz więcej.
"Nie mylmy naszych lemingów z kretami ani z rozmaitymi produktami przemysłu wytwarzającego osoby o poglądach identycznych z naturalnym pierwowzorem. To tylko substytuty. Oni zazwyczaj pachną i smakują tak, jak legendarna, mająca udawać sok z cytrusów, peerelowska oranżada. Niezły kop w kubki smakowe.
Nie chodzi mi także o tych wszystkich, którzy dzięki naklejce "prawicowego prawicowca" chcą zrobić karierę dziennikarza lub literata.
Myślę raczej o naiwności, rozcieńczonej kompletną niezbornością światopoglądu i czasem również intelektualnym lenistwem. A wszystko najczęściej mocno osadzone w środowiskowych lub rodzinnych antynomiach.
Chodzą na msze, im bardziej "za Ojczyznę", tym lepiej, i czytają "Wysokie Obcasy", marząc o podejrzanych tam wzorcach "nowoczesności". Godzinami oglądają TVN24 i czytają "Gazetę Wyborczą", tłumacząc się dziecinnie, że przecież trzeba wiedzieć "co wróg...".
Prawie zawsze mają w swojej biografii incydent z zawierzeniem Unii Wolności.
Zaskakujące, jak rzadko sięgają po np. "Gazetę Polską" czy "Nasz Dziennik", nie mówiąc już o słuchaniu choćby "Rozmów Niedokończonych" w Radiu Maryja. Więcej, potrafią w swoich hasłowych biogramach na blogu z dumą zapisać, że oni nie z tych co słuchają.
Najbardziej wierni są przyjaźniom, zwłaszcza tym, ich zdaniem, nobilitującym. A więc rozmaitym piszącym w necie "dziennikarzom", politykom czy celebrytom, choćby ci co drugi dzień udowadniali, że bliżej im do Cześka K., niż do Jarosława.
Z kolei Jarosława i PIS notorycznie, głośno i deklaratywnie popierają.
Jednak niech no tylko Jarkowi trzaśnie w zębach wykałaczka... Łoskot tego incydentu wbija im bębenki do wewnątrz czaszki i stawia wszystkie włosy na głowie.
Tak nie należy! To błąd! Przecież nie wypada! "Oni" na pewno by tego chcieli!
Bo odruchy i skojarzenia jednak pozostały.
Jak u narkomana, od paru lat "czystego", któremu w ramach terapii, zastępującej jedne "hobby" (walenie w żyłę) przepisano inne - np. stolarkę. Heblują sobie, heblują, i nagle myśl taka - dlaczego nie mam tego odjazdu, co kiedyś? Czemu nie widzę różowych słoni? Przecież ja lubię różowe słonie.
Biegną wtedy do swoich medialnych ulubieńców i czasem głośno, ostentacyjnie, ale najczęściej po cichu podłączają się pod kroplówkę kojącej dla nich trucizny. Że drewno to drewno, że są w nim drzazgi, a poza tym kto kulturalny surową dechą się zajmuje? Przecież nie da się na niej odlecieć, jak ongiś z "Gazetą Wyborczą" bywało.
A potem znowu popierają Jarka i PIS. Czasem się tylko odgrażając, że będą ten PIS "od wewnątrz zmieniać". Bo ich marzeniem, choć już wiedzą, że nigdy niespełnionym, jest PIS na Wysokich Obcasach, czyli mówiąc wprost - uczciwa, dbająca o interes Polski i Polaków Unia Wolności. .
Skąd się biorą?
Młyny Czerskiej mielą powoli, ale nieubłaganie. Jeśli nie ma się skóry jak nosorożec lub upodobania w dewiacji, nie każdy jest to w stanie wytrzymać. Co jakiś więc czas z kręcącego się w palcach Michnika kółka graniastego ucieka z wrzaskiem ten i ów, i pędzi na oślep w przeciwną stronę. Prędzej czy później trafiając na nas.
To nasi współbracia z odzysku. Kruche figurki ze świeżo wypalonego zapału. Tak pewni, jak wiara kardynała Nic. Tak odważni, jak Poncyliusz Piłat. Tak prawicowi, jak Rafał Ziemkiewicz.
Damy radę dotargać ich na własnych plecach na drugi brzeg tęczy?
Będą wierzgać, kopać, mogą nawet ugryźć. Ale jeśli ich dowleczemy, mogą się stać zaczynem głupiej, mądrej, ale normalnej, no, może normalniejszej opozycji.
Dlatego warto się z nimi pomęczyć."
Inne tematy w dziale Polityka