Przypomnijmy - 1985 rok, finał wówczas Pucharu Europy, grają Juventus z Bońkiem i Platinim oraz Liverpool. Przed meczem dochodzi do regularnej wojny na trybunach między kibicami obu drużyn. Wybucha panika, kibice tratują się, spadają z wysokich trybun, Jest 39 ofiar śmiertelnych.
Mimo tego mecz, choć z opóźnieniem, zostaje rozegrany. Jest bardzo zacięty, ale słaby. W pewnym momencie Boniek zostaje sfaulowany (wywraca się) wyraźnie przed polem karnym (tutaj m.in. ta sytuacja), ale sędzia dyktuje karny, który Platini zamienia na bramkę i Juventus wygrywa. Chłopcy się cieszą, później będą musieli za to przepraszać, mówiąc, że przeciez nic jeszcze nie wiedzieli o trupach.
Londyn dzisiaj - dwa dni temu dwóch islamistów obcięło publicznie głowę brytyjskiemu żołnierzowi. Szanse, że inni, im podobni będą chcieli wykorzystać Finał Ligi Mistrzów w podobnie "efektownym" stylu - bliskie maksimum.
Ale przecież - "Show must go on", jak śpiewał pewien umierający na HIV pederasta.
A brytyjscy żołnierze, zdaniem ich premiera, nie powinni, dla własnego bezpieczeństwa, chodzić po ulicach swojej stolicy w pełnym umudurowaniu.
Skąd ta "troska" o żołnierzy, przy jej kompletnym braku w odniesieniu do cywilnych kibiców?
Bo śmierć kibica podczas transmitowanego na cały świat meczu da się przełożyć na krociowe zyski (oglądalność!, także powtórek).
No to - mięsko na arenę!
Mecz sprzedany, może jeszcze będą jakieś pozasportowe atrakcje?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)