Shahar Peer to nie jest wielka tenisistka (aktualny ranking WTA - 140) i w normalnych warunkach pisanie o jej meczu z Agnieszką Radwańską mijało by się z jakimkolwiek, poza anegdotycznym, celem. Jednak po tym, co od końca stycznia pokazywała na kortach Aga, w tym meczu należy odnotować spore i do tego miłe zaskoczenie. Przede wszystkim stylem gry Polki.
Nie wiem, czy Agnieszka potrzebuje ostatnio silnych środków dopingujących (Mama na trybunach w Paryżu, gra z przeciwniczką przypominającą jej o chamskim zachowaniu izraelskich kibiców podczas lutowego meczu z Izraelem w Pucharze Federacji), czy może wreszcie porządnie przepracowała ostatnie tygodnie, ale to była inna zawodniczka na korcie.
Pełna koncetracja, precyzyjny serwis, więcej agresywnych, kończących albo zmuszających do błędu zagrań. Po prostu ktoś przypomniał sobie i kibicom, na co go stać, nawet grając tylko, jak na swoje możliwości, poprawnie.
Niepokoić może tylko ten bandaż na nodze i otwarte pytanie czy energii oraz formy starczy na więcej. Na przykład na mlodszą siostrę w trzeciej rundzie.
O Urszuli, ktora w pierwszym meczu wygrała z Venus Williams (gratulacje) więcej w tej chwili pisał nie będę, bo doszedłem do wniosku, że o niej warto pisać tylko po co najmniej dwóch jej meczach w turnieju.
Dziś jeszcze mecze Przysiężnego i Janowicza z Hiszpanem (niestety), z którym już w tym roku przegrał.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)