Jako osoba dająca ludziom ogromny kredyt zaufania ZAWSZE na początku wierzę, iż to, co piszą, jest prawdą. To znaczy: że przynajmniej nie kłamią/zmyślają celowo. Naprawdę ciężko mi przyjąć do wiadomości, że ktoś może być tak skundlony, żeby świadomie i intencjonalnie wprowadzać innych ludzi w błąd. Oczywiście tacy ludzie istnieli od zarania dziejów, a inni ludzie słuchali/czytali ich z otwartymi gębami – albowiem oszust zawsze znajdzie łatwowiernego prostaczka, któremu można wcisnąć kit. Niemniej dla mnie jest to CHORE. Tacy ludzie (oszuści, nie prostaczkowie) powinni być karani chłostą, jak za dawnych, dobrych czasów. A jeśli takim oszustem jest osoba publiczna (polityk, wysoko postawiony urzędnik, etc), to można by rozważyć nawet piętnowanie rozpalonym żelazem. :)
Dlatego ja się teraz pytam: kim jest nasza Salonowa pogromczyni „mamoniarzy” – Natanaela??? Bez przerwy pisze o du.pie, kasie, używaniu świata, konsumocjonizmie, samą siebie prezentując jako skromną, pozbawioną wszelkiej pazerności osobę, która w wielkim trudzie budowała swój dobrobyt, ale tak naprawdę zależy jej jedynie na kawałku chleba i kubku wody ze źródełka. :) To zafiksowanie na mamonie, „żądzach cielesnych” i materializmie jako rzekomej wierze w samą materię byłoby jeszcze do zniesienia, w końcu ja sama krytykowałam konsumpcjonizm będący bezmyślnym nabywaniem zbędnych przedmiotów. Jednak z dziwnego powodu Natanaela jakoś NIGDY nie dowiodła, że akurat ja jestem taką „mamoniarką”. :) I dlatego mogłabym uznać, że po prostu robi sobie ze mnie jaja, gdyby nie to, że widziałam jej komentarze pod innymi postami, w których ciska gromami na tych, którzy według niej czymś grzeszą:
Ten drugi komentarz jest znacznie dłuższy, warto wejść na link. Byłby nawet do rzeczy, gdyż Natanaela zamieszcza w nim wiele pięknych banałów o Prawie Bożym, które mogą pasować do każdej praktycznie sytuacji (podobnie jak horoskopy). Taki zbiór uroczych, natchnionych ogólników. Ale że Natanaela każdego, kto NIE wierzy w Boga chrześcijan, nazywa „mamoniarzem”, nie mając ŻADNYCH argumentów na poparcie tej hipotezy, oraz – podobnie jak apb Jędraszewski – straszy diabłem, tedy zastanawiam się nad jednym: ile ta kobieta zrobiła coś dobrego dla innych, że się tak wywyższa???
To jest bowiem kluczowe. Nie to, ile kto ma, tylko skąd to ma i co z tym robi. Jak patrzę na SIEBIE, to uznaję, że zdecydowanie za mało zrobiłam – i robię – dla innych. Zwłaszcza dla mojej rodziny. Ale to jest moja osobista ocena. Nie nadaję się na społeczniczkę, wolontariuszkę ani dawczynię organów (jeszcze ;)). Jestem odludkiem. Nie lubię się wtrącać ani narzucać. Natomiast z całą pewnością nie powiedziałabym, że jestem kimś lepszym od drugiego człowieka, bo ja mam trudności finansowe, a inni trzepią kasę. Gorsza też się nie czuję. :) Dla mnie dobry jest ten, kto czyni dobrze innym (nie, nie każdemu, bo to byłby absurd; pomagać należy tym, komu mamy okazję, możliwość oraz CHĘĆ pomóc; tak, wiem, to antychrześcijańskie ;)). Zaś Natanaela uważa, że dobry jest ten, kto... no właśnie, kto CO robi? Czy kiedykolwiek o tym napisała? Nie przypominam sobie. :)
Tak już jest na tym świecie, że jedni mają więcej, a inni mniej. Kto się opowiada za polepszaniem bytu biednych, niezaradnych, chorych, starych, samotnych, wyzyskiwanych? Ano – lewica. :) Tyle, że lewica nie robi z biedy cnoty. Mylę się? A przynajmniej nie współczesna lewica. Jakbym się przechwalała: spójrzcie, jestem taka biedna, taka słaba, taka niezaradna, na pewno pójdę za to do nieba, a ci, którzy są zamożni, silni i zaradni pójdą do piekła – to miałabym rację? Jasne, że nie. I w dodatku byłabym hipokrytką, ponieważ pieniądze by się nam przydały. :) Słabość to NIE dobro, siła to NIE zło (ani na odwrót). Istotne jest, co z tym robisz. Ja nie jestem szczególnie szlachetna, więc nie wypominam innym, że są egoistami czy „służą mamonie”, gdyż to byłaby hipokryzja.
W jednym Natanaela ma rację: nasza rodzinka (też) żyje ponad stan. Dlaczego? Bo nie umiemy się obchodzić z kasą. I to przyniosło tzw. złe owoce. :) Czy jest to głupota typowa dla naszych czasów? Wątpię. Skąd niby wzięło się hasło „Zastaw się, a postaw się”? :) Dlatego tak, konsumpcjonizm to wada, ale typowo ludzka wada, wspierana przez macherów od marketingu i reklamy. Natomiast tzw. minimalizm, który często zachwalałam, nie jest przymiotem człowieka wierzącego, tylko czysto doczesną odtrutką na złe samopoczucie spodowane nadmiarem przedmiotów oraz... pusty portfel. :) Minimaliści nie są współczesną odmianą dawnych chrześcijańskich ascetów, gdyż odrzucają nadmiar rzeczy dla samych siebie, dla własnego dobra.
Dlatego apeluję do naszej Salonowej moralistki Natanaeli, żeby się troszkę ogarnęła i przestała pisać dziecinne bzdety, że każdemu po równo, każdy ma prawo do kawałka ziemi, a jak ktoś chce czegoś więcej niż pełna micha i posłanie z siana, to jest wrednym materialistą. :)


Komentarze
Pokaż komentarze (142)