Kiedyś studiując bacznie historię narodów, szczególnie skupiłem się na angielskim ruchu purytańskim. Ściśle związany z religią protestancką, zakładał on uwolnienie się z resztek katolicyzmu i wypracowanie odrębnej religii. Nie to mnie jednak zainteresowało najbardziej. Zafascynowałem się kultem pracy i skromności panującej wśród przedstawicieli tego nurtu. Od razu zacząłem zastanawiać się, jak wyglądałaby Polska dziś, gdyby tych Purytanów było w RP więcej. Na pewno nie mielibyśmy tak fascynującej historii, a raczej flegmatyczną jak Anglia, jednak być może zamiast koncentorwać siły Narodu na bezsensownych waśniach często o kawałek ziemi, w ciszy i spokoju uniknęlibyśmy wielkich nieszczęść.
Magnaci i rokosze
Zacznijmy od rokoszy, co by było gdyby Zebrzydowski i Radziwiłł stawiali sprawy państwowe nad osobistymi, i zamiast uszczuplać siły królewskie pod Guzowem z 1607 roku, postanowili działać wspólnie będąc lojalnymi wobec Króla. Z pewnością ten pierwszy nie musiałby być banitą, a Poska w czasie dymitriady nie musiałaby się zajmować prywatnymi starciami. Gdyby ów magnaci mieli zmysł pragmatyzmu i purytańskiej skromności zapewne byliby tysiąc razy silniejsi. Ciekawe, że 60 lat później podobna głupota nawiedziła magnata Lubomirskiego, który wprawdzie ukazał swe nadprzeciętne talenty wodzowskie, wykorzystując je jednak przeciwko Polakom, i to kilka lat po ruinie państwa przez Potop Szwedzki. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to szaleństwem, bo i nigdzie na świecie ludzie tak bardzo nie dbali o partykularne interesy jak w Polsce.
Królowie i państwo
Nie lepiej było z władzą. Dajmy na to króla Zygmunta III Wazę. Przy nim Jarosław Kaczyński to pikuś, nawet TVN nie zdołałby odkręcić jego czarnego PR. Nie dość, że szlajał Polaków po Rusi, aby później nie umieścić na tronie swojego syna Władysława( osobiście nie wierzę, iż z powodu konieczności zmiany religii, raczej ambicji samego Zygmunta do posiadania tytułu króla wschodnich sąsiadów), to jeszcze nie zaspokojony wyleciał po koronę Szwecji, co by pomorzanie nie mieli zbyt lekko i pobić się musieli. Po tym wszystkim zmarł zostawiając Polskę skonfliktowaną ze wszystkimi możliwymi sąsiadami. Późniesi władcy mieli już tylko gorzej. No i co by było gdyby Zygmunt posłuchał choć trochę kazań Skargi i posypał głowę popiołem? Pewnie zbudowalibyśmy spokój wewnętrzny i lepiej pozyskali sojusze. Niestety niepohamowana chęć władzy i prywata króla/królów doprowadziła równią pochyłą do upadku RP. Szybko lecąc przez wojne północną, gdzie naparzaliśmy się między sobą, a to za Piotra I a to za króla Sasa, po odsiecz Wiedeńską, dzięki której nie otrzymaliśmy nic, po czym znaleźliśmy się w ciepłych łapkach trzech zaborców.
Mitomania
Polacy przez wieki uwielbili sobie zajęcie wdzięczne: mitomanię. Najpierw daliśmy się pochlastać za przedmurze chrześcijaństwa i sarmatyzm, które były przykrywką dla warcholstwa i uciskania chłopów. W imię krzyża podejmowaliśmy nierozsądne decyzje polityczne, nic nie ugrywając na arenie międzynarodowej. W późniejszych czasach zaborów, kiedy papież odmówił nam obrońcom Chrystusa prawa bytu (Cum primum Grzegorza XVI) rozpoczęliśmy mitologizację złotej wolności, sami przekonując siebie, że wina nie leży po naszej stronie. Kiedy odzyskaliśmy wolność przyszedł czas na przypisywanie zwycięstw woli boskiej (celowy zresztą zabieg endecji, aby odebrać laur zwycięstwa Piłsudzkiemu za odparcie bolszewików). Tak bardzo zakochaliśmy się w Mickiewiczu, że mesjanizm przyjęliśmy jako coś wspaniałego, czemu nie wolno sie wręcz buntować. Lubiliśmy/lubimy się przedstawiać jako Naród Wybrany, aby uwolnić się od zarzutów zwykłego nieudacznictwa. Łatwiej było przyjąć wizję Mickiewicza niż Prusa.
Bez żadnej nauczki
Historia dała nam w kość jak mało któremu narodowi, konsekwentnie przekonuję, że głownie z naszej winy. Jednak prawie nigdy nie dostrzegłem, aby Polacy, a przede wszystkim państwo, władza wyciągnęły jakąś lekcje z tych wszystkich kataklizmów. Każdy kto ma jakieś pojęcie zauważy prostą i nachalną analogię pomiędzy wczoraj a dziś. Nasz Sejm jawnie przypomina te sławne sejmiki szalcheckie, które nie umiały nigdy dojść do jakiegokolwiek kompromisu, władza zajmuje się prywatą, tak jak niegdyś królowie-sarmaci, opozycja to przecież podgoleni magnaci broniący pod przykrywką religii i symboli swoich interesów. A lud? Lud jak dawniej pójdzie za tymi, którzy więcej dadzą, jak kiedyś chłopi za Kościuszką. No i pozostaje tylko pytanie, czy kiedyś doczekamy się naszych polskich purytanów, tytanów pracy, gustujących w ciszy i spokoju z dala od fekaliów?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)