W moim ukochanym i przeklętym zarazem Krakowie z każdej strony atakują agitki kandydatów. Mają swoje walory. Uśmiechnięte twarze młodych, co będą z Polską po młodemu się obchodzić i starych co wolą tradycyjnie. Są dwie strategie, na poważnego, zamyślonego, zatroskanego ojca Narodu (samorządu?), tacy najlepiej w epickich pozach z okularem lub przystrzyżoną brodą. Druga opcja to na luzaka, wesołka, swojego gościa. Tacy najczęściej w dziwnych pozach z marynarką na ramieniu i wybielanymi w photoshopie zębami. Różne hasła. Jedne wymyślone przez samych kandydatów (często żenujące) inne przez marketingowców (równie często żenujące). Hasła wesołe, stateczne, nie bardzo odczytywalne, banalne. Prawdziwy kram z mydłem i powidłem. Pech chce, że nie wszyscy wiedzą czy kandydat aspiruje do sejmiku, rady miasta, czy powiatu. Ba, większość nie wie, bo też większości wcale to nie obchodzi. A ja im się nie dziwię. No bo wstałem dziś, pięknego i dusznego krakowskiego ranka, koło 12 odpaliłem jakiś serwis informacyjny i odetchnąłem. Tak Leszku, dziś cisza jeszcze trwa, a ty nie musisz w koło tych durniów oglądać. Może jakieś prawdziwe informacje podadzą wreszcie. I rzeczywiście było kilka. Np. w RMF-ie radosnym głosem spiker ogłosił, że Bułgaria wynegocjowała kilka razy lepszy kontrakt gazowy z Rosją. Pal licho myślę, ważne, że nie słyszę agitacji i pustych haseł, a że takie wiadomości powinny być codziennie, coby Polak wiedział gdzie żyje, to już nie moja broszka. I taki radosny chodziłem ulicami mojego miasta, gdzie leży Lech z Marią. Widziałem szczęśliwe pary i wesołe rodziny na spacerze. Widziałem grupki starszych pań z plakietkami popierającymi pewnego kandydata. Wszystko w otoczeniu luzackich, zatroskanych bądź uśmiechniętych twarzy naszych kochanych Wybrańców Narodu. Jeszcze krótka myśla "Czy oni na nas zasłużyli? Czy może to my zasłużyliśmy sobie na nich?"
134
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze