Otóż podobno od wyborów, kiedy to władzę przejęła polityka miłości gabinetu Donalda Tuska, Polska z państwa totalitarnego Kaczorów stała się demokracją idealną. Nie muszę nikomu przypominać jak zatroskani redaktorzy wiadomych opcji, prześcigali się w gloryfikacji oświeconej Platformy, tak wyraźnie wybijającej się ponad ciemnogród rodem z PiS.
Przecież każdy kto żył w ciężkich latach pod władaniem szajki Jarosława i Zbigniewa czuł się osaczony, inwigilowany i podsłuchiwany. Nie wspomnę oczywiście o cenzurze i wszechobecnym państwie policyjnym. Na tym koniec.
Co się okazało za rządów PO? Że zaczyna się wprowadzać realną i co gorsza, namacalną cenzurę. Oczywiście nikt tego nie może dostrzec, gdyż dziennikarzom głupio wycofać się z gloryfikacji, albo poprostu nie są nimi (druga opcja bardziej przypada mi do gustu). Najlepszy jest jednak kunszt z jakim robi to ekipa Tuska.
Jakiś czas temu została wydana, bowiem praca magisterska Pawła Zyzaka w formie książkowej. Niby nic w tym dziwnego, a jednak. Ten początkujący historyk nie miał niestety szczęścia, gdyż porwał się na bożka mediów, świętość i ikonę, której jak wiadomo opisywać nie wolno. Co dopiero jeśli próbuje się ją ukazać w złym świetle. Nie wnikam w zakres merytoryczny książki, gdyż jak większość bojowników o jedyną słuszną prawdę, jej nie czytałem. Poruszam temat zupełnie inny, a mianowicie wolność słowa za, którą Wałęsa przecież wlaczył , a nawet mur przeskoczył.
Teraz oto rząd oświecony na czele z "minister" Barbarą Kudrycką, postanowił zająć się poziomem nauczania na UJ. Dziwnym trafem Zyzak jest absolwentem tej uczelni, a PO zapowiada nawet opcję odebrania Zyzakowi dyplomu magisterskiego, a jego promotorowi tytułu profesora. Niektórzy nazwą to pewnie, normalnymi standartami europejskimi. Obrońców Zyzaka wyszydzi się, jako oszołomów i obrazoburców. Historycy wiadomej opcji, zgniotą tego młodego historyka i juz pewnie o nim nie usłyszymy. Takie praktyki można określić tylko w jeden sposób, łamaniem wolności słowa. Bezczelnością jest ubieranie tego procederu w słowa, rodem z czasów PRL, jak ładnie brzmiące "badanie poziomu kształcenia".
A kto nie pamięta jak o Wałęsie pisano w Gazecie Wyborczej, lub jak pisali o nim wspólcześni jego obrońcy, niech znajdzie numery "GW" z początku lat 90-tych. Miłej lektury.
30
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)