Nie tylko Kazachstan
Blog jest pokłosiem moich zainteresowań związanych z Kazachstanem i Azją Środkową oraz zagadnieniami migracyjnymi, ze szczególnym uwzględnieniem repatriacji.
1 obserwujący
15 notek
6759 odsłon
73 odsłony

Repatriacja jako proces i procedura – szkic w ujęciu socjologicznym

Wykop Skomentuj

Repatriacja jest specyficzną sytuacją migracyjną; procesem, w którym na indywidualnego aktora – osobę repatriowaną – wpływają aktorzy instytucjonalni działający w ramach określonych procedur. Osoba repatriowana poddaje się tym procedurom dla uzyskania pożądanego efektu - wyjazdu z kraju opuszczanego i zamieszkania na stałe w kraju przyjmującym, połączonego z uzyskaniem obywatelstwa tego kraju.

Taką roboczą definicję repatriacji można przyjąć opisując ją (tym razem) jako zjawisko socjologiczne. To ujęcie inne od prawnego lub uwarunkowanego emocjami i argumentami historycznymi. Oddaje jednak ściśle sformalizowany charakter takiej migracji.

Między oficjalnym dyskursem, a praktyką

Repatriacja jest specyficzną sytuacją migracyjną z kilku powodów:
- jest to działanie należące do legalnych, znormatywizowanych i zaakceptowanych przez państwo przyjmujące form uzyskania statusu obywatela tego państwa
- migracja w ramach procedur repatriacyjnych ukazywana jest w oficjalnym dyskursie państwowym jako wspierana przez kraj przyjmujący
- repatriant (lub potencjalny repatriant) ma w tym oficjalnym dyskursie status osoby wspieranej i chronionej
- jak wykazuje praktyka status ten, mimo założeń oficjalnego dyskursu, nie jest ugruntowanym pewnikiem. 

Najciekawszy w powyższym zestawieniu wydaje się ostatni punkt, ponieważ stanowi dysonans wobec punktów poprzedzających go. Wymienione jako pierwsze, trzy czynniki mogą sugerować, że repatriacja jest procesem, w którym nie zachodzą żadne negatywne zjawiska, a wszyscy uczestniczący w nim aktorzy funkcjonują na zasadach partnerskich. To błędne założenie, bowiem sytuacja teoretyczna ujęta w przepisach prawa nie odzwierciedla w pełni repatriacyjnych realiów.

Ilustracją ułamka rzeczywistości może być relacja repatrianta z Kazachstanu mieszkającego w Gdańsku od 2013 roku:

Bardzo dobrze znam procedury repatriacyjne. Pomagam rodzinie i znajomym w przygotowaniu dokumentów repatriacyjnych. Obcym też pomagam, angażuję się w to bardzo mocno. Pomogłem też mamie i tacie w przyjeździe do Gdańska. Oni przyjechali tu w 2017 roku, a wniosek o repatriację złożyli w 2001 roku. Czekali 16 lat na decyzję. (…)Niektórzy sami przyjeżdżają i szukają miasta, które zechciałoby zaprosić repatriantów. Ja im pomagam. Kiedy studiowałem we Wrocławiu, w 2005 roku mój starszy brat został zaproszony do Gdańska przez bazę RODAK. Gdańsk przyjmuje dwie, trzy rodziny repatriantów rocznie i wtedy rodzina mojego brata była jedną z tych wybranych. Ja skończyłem studia w 2008 roku i pojechałem do pracy do Poznania. Dołączyła do mnie moja żona. Mieszkaliśmy tam dwa lata. Niestety, znaleźliśmy się w kryzysie, bo tylko ja pracowałem, a żona zaszła w ciążę. Musieliśmy wrócić do Kazachstanu. Byliśmy w trudnej sytuacji, nie byliśmy repatriantami, ale ja w 2011 roku byłem w MSWiA i rozmawiałem też z „opiekunem” [urzędnik samorządowy – D.O.] w Gdańsku. Przedstawiłem sytuację, że ze względu na trudne położenie musieliśmy wrócić do Kazachstanu. Zrozumieli sytuację i powiedzieli, że jest szansa, że w ciągu roku dostaniemy zaproszenie do Gdańska, bo mieszka tu już starszy brat, a w Koszalinie był tez wujek i kuzynostwo. W 2013 roku wróciliśmy do Polski. Ja osobiście złożyłem wniosek o repatriację w 2001 roku, czyli czekałem sporo czasu. Są przypadki, że przyjmuje się pojedynczych repatriantów, ale w większości zapraszają rodziny z dziećmi. Nie ma gwarancji, że jak ktoś złożył wcześniej, to szybciej uzyska zaproszenie. Rząd niby rozumie, ale jak ktoś jest aktywniejszy, stara się przez kogoś, to jest lepiej. W 2013 roku dostałem zaproszenie nieimienne do Gdańska przez bazę RODAK. Na miejscu dostaliśmy mieszkanie. Średni brat dostał zaproszenie w 2015 roku. [M2]

Inny repatriant potwierdza, że nie jest łatwo o wizę repatriacyjną, a nawet z jej uzyskaniem nie kończą się problemy w procesie repatriacji.

Po ukończeniu studiów przez dwa lata wnioskowaliśmy do Rady Miasta Gdańska o przyjęcie nas jako repatriantów. Razem ze mną dwie siostry. I miasto przyjęło nas uchwałą Rady na podstawie przepisów repatriacyjnych. (…)

Ustawa o repatriacji nakłada dużo obowiązków po stronie gmin i od zasobności portfela lokalnego samorządu zależy, czy i w jakich warunkach przyjmowani są repatrianci. Gdańsk jest w dobrej sytuacji i mamy tu dobry start, ale jeśli ktoś trafi do gminy nieprzygotowanej należycie na przyjęcie repatriantów, to pod dwóch miesiącach ochronnych ląduje w urzędzie pracy i nie znając języka i uwarunkowań kulturowych jest zostawiony sam sobie. Znam takie przypadki. Największe obawy osób przyjeżdżających do Polski wiąże się z tym, że nie mają klarownej sytuacji formalno-prawnej związanej z pobytem.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka