Nie tylko Kazachstan
Blog jest pokłosiem moich zainteresowań związanych z Kazachstanem i Azją Środkową oraz zagadnieniami migracyjnymi, ze szczególnym uwzględnieniem repatriacji.
4 obserwujących
22 notki
11k odsłon
384 odsłony

Kazachskie grudnie

Wykop Skomentuj

Dlaczego chcę pisać o grudniu (a nawet o dwóch minionych grudniach) u progu lata? Otóż prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew zapowiedział powołanie komisji ds. rehabilitacji ofiar represji politycznych. Swoją decyzję ogłosił 30 maja, w przeddzień obchodzonego uroczyście w całym kraju Dnia Pamięci Ofiar Represji Politycznych i Głodu.

Tokajew myślał o ofiarach z okresu stalinowskiego – począwszy od lat 20. do 50. ubiegłego stulecia. Tymczasem w późniejszej historii Kazachskiej SRR i potem Kazachstanu, ofiar opresyjnej władzy nie brakuje. Co ciekawe, i smutne zarazem, te po-stalinowskie ofiary podzielono na „słuszne” i „niesłuszne”. Pierwsze zrehabilitowano, a ich działania uznano za jeden z fundamentów niepodległego Kazachstanu. W przypadku tych drugich, ich rodziny na rehabilitację swoich bliskich liczyć nie mogą. Warto przypomnieć oba grudnie.

Pierwszy grudzień

W Kazachstanie 16 grudnia ma specjalne znaczenie, bo dwukrotnie ta data zapisała się tragicznie na kartach współczesnej historii kraju. Pierwszy raz w roku 1986…

Tego właśnie dnia, tego roku, w Ałma-Acie wybuchły gwałtowne, trwające trzy doby zamieszki.

Zaczęło się od decyzji Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Kazachstanu o odwołaniu wieloletniego I sekretarza Dinmukhama Kunajewa. Kunajew był po pierwsze Kazachem, po drugie pełnił wysokie funkcje w KPZR, był rozpoznawalny. Jednym słowem był „swój”. Dlatego zastąpienie go „obcym” - Rosjaninem Giennadijem Kołbinem – wywołało oburzenie wśród mieszkańców ówczesnej stolicy kraju. Stanowiło bowiem przyczynek do dalszej marginalizacji Kazachów, którzy wówczas byli we własnym kraju mniejszością. Ponadto, dlatego że – zgodnie zresztą z politycznym obyczajem panującym w ZSRR – nikt tej decyzji z obywatelami Kazachskiej SRR nie konsultował.

Partyjna wierchuszka republiki nie spodziewała się protestów, a już na pewno nie tak gwałtownych. Na nieszczęście komunistycznych decydentów, koniec lat 80. to w ZSRR czas pierestrojki. W roku 1986 nowy kurs KPZR nabierał rozpędu, a mieszkańcy Kraju Rad zaczynali nabierać przeświadczenia, że coś jednak na własnym podwórku mogą. Tym bardziej, że władza coraz głośniej zachęcała ich do uczestnictwa w życiu publicznym.

Pierwsze, niewielkie grupy protestujących zebrały się na Placu Breżniewa zaraz po zakończeniu plenum i podaniu do publicznej wiadomości o roszadzie kadrowej na najwyższym stanowisku. Milicja poradziła sobie z nimi dość łatwo. Według niektórych źródeł, organy bezpieczeństwa miały już wtedy jasne wytyczne, by wszelkie próby kwestionowania decyzji KC KPK bezwzględnie stłumić. Do stolicy zaczęto ściągać dodatkowe oddziały wojsk wewnętrznych z sąsiednich republik. Najchętniej, najbardziej otwarcie i najgłośniej protestowali studenci.

17 grudnia rano na Placu Breżniewa pojawiła się ok. dwustuosobowa grupa protestantów. W rękach trzymali transparenty z hasłami. Hasła były różne. Począwszy od „Niech żyją idee Lenina!”, po „Każdy naród ma swojego przywódcę!”, „Przestań dyktować!”, „Jest pieriestrojka, gdzie jest demokracja?”. Ludzie domagali się uchylenia decyzji o powołaniu Kołbina.

Ale decyzja już zapadła. Podjęto ją oczywiście w Moskwie, a nie samodzielnie w Ałma-Acie. Czym była podyktowana? Do dziś nie bardzo wiadomo. Są jednak opinie, że zmiana na stanowisku I sekretarza była wynikiem intryg Nursułtana Nazarbajewa, ówczesnego premiera republiki. Chciał on zająć miejsce Kunajewa, a wówczas nie udało mu się z powodu wewnątrzpartyjnych intryg. Innym „podejrzanym” był zrzucony ze stołka Kunajew. Nazarbajew ostatecznie osiągnął cel, choć trochę to trwało. Trzy lata później został mianowany na stanowisko przewodniczącego Rady Najwyższej Kazachskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej – został konstytucyjnym przywódcą republiki związkowej. Z czasem ten splot zdarzeń wyniósł go na najwyższy urząd w niepodległym Kazachstanie.

Tragiczny bilans i rehabilitacja ofiar

Bez względu na to, co kto chciał w tej intrydze ugrać, trzydniowe zamieszki przyniosły 168 ofiar śmiertelnych po stronie demonstrantów. Z protestującymi walczyła milicja, wojsko, kadeci szkoły KGB. Do stłumienia protestów użyto armatek wodnych, wozów bojowych, łopat, pałek, psów. Zamieszki udało się stłumić 18 grudnia o godz. 21.30. W akcji przeciw demonstrantom, których oręż stanowiły butelki i kamienie, użyto 3200 pracowników milicji i sił wewnętrznych, 11 wozów strażackich i 15 transporterów opancerzonych.

Tragiczne wydarzenia zostały określone mianem Желтоқсан Kөтерілісі – Powstania Grudniowego. Brało w nich udział, wg. różnych źródeł, od 11 do 40 tys. osób.

Początkowo, oficjalna propaganda radziecka starała się pokazać zamieszki jako wybryki nacjonalistów, chuliganów i narkomanów. Na początku 1987 r. Centralny Komitet KPZR przyjął rezolucję, w której incydent uznano za przejaw kazachskiego nacjonalizmu. Prawdziwe polowanie na czarownice trwało w Kazachskiej SRR. Naczelnik wydziału śledczego kazachskiego KGB, Nikołaj Łowganin zeznał później:

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka