Nie tylko Kazachstan
Blog jest pokłosiem moich zainteresowań związanych z Kazachstanem i Azją Środkową oraz zagadnieniami migracyjnymi, ze szczególnym uwzględnieniem repatriacji.
3 obserwujących
32 notki
21k odsłon
2171 odsłon

Kirgistan u progu wojny domowej?

Wykop Skomentuj9

„Rewolucja październikowa”, jak czasem Kirgizi nazywają bieżące wydarzenia w kraju, jest już trzecią rewoltą od chwili uzyskania niepodległości w 1991 roku. Pierwsza była tulipanowa rewolucja 15 lat temu. Po niej, w roku 2010, przyszła krwawa rewolucja kwietniowa. Dziś sytuacja wydaje się nie mniej skomplikowana i co najmniej równie groźna, jak przed dekadą. A może nawet bardziej?

Po euforii wywołanej błyskawicznym i niemal bezkrwawym zdobyciem pałacu prezydenckiego (1 osoba zabita), po ucieczce „w nieznane miejsce” prezydenta Dżeenbekowa, po unieważnieniu wyborów parlamentarnych, przyszedł czas na chaos, bezprawie, samowolę i – u niektórych – refleksję pomieszaną z lękiem o przyszłość kraju.

Nic nowego, nic dobrego

W ostatnich dniach na głównym placu Biszkeku, Ała-Too, odbyło się wiele wieców, na których nie przemawiali, jak można by sądzić, przywódcy opozycji wiodący lud ku nowej wizji i świetlanej przyszłości. Przemawiali reprezentanci zwaśnionych stron konfliktu toczącego się wokół kwestii przejęcia władzy w kraju. Buczenie czy gwizdy były najdelikatniejszą formą wyrażania dezaprobaty dla treści płynących z zaimprowizowanej sceny.

6 października „nieznani sprawcy” wdarli się na teren kopalni złota na złożu Jerui , należącej do spółki Alliance Altyn LLC. Do kolejnych przejęć kopalni doszło w Naryn i innych lokalizacjach. Wzajemnie opozycyjne frakcje polityczne nominowały dwóch prokuratorów generalnych, a urzędujący prezydent zapadł się pod ziemię i ograniczył oficjalną aktywność do codziennych apeli o opamiętanie. Samozwańczy wyzwoliciele wypuszczają na wolność kolejnych przeciwników Dżeenbekowa, zaś jeden z jego najzacieklejszych wrogów, Sadyr Dżaparow, został nominowany (jeszcze nie mianowany) do roli premiera, choć sam za premiera już się właściwie uznaje.

Kiedy piszę te słowa, przed siedzibą rządu w Biszkeku zbierają się zwolennicy i przeciwnicy Sooronbaja Dżeenbekowa. Jego stronnicy chcą wejść do środka, oponenci próbują ich zatrzymać. To nie wróży dobrze przyszłości tej rewolucji, ani ogólnokrajowej zgodzie.

Co gorsza, dziś gruba linia podziału przebiega wzdłuż osi północ-południe kraju. Bardziej rozwinięta, zrusyfikowana północ z klanami czujsko-issykkulskim i plemieniem Sarybagysz kontra biedniejsze, rolnicze, zislamizowane południe z klanem oszskim, w XIX wieku stanowiące część chanatu kokandzkiego. Władza podzielona jest między przedstawicieli obu regionów, ale Dżeenbekow uznawany jest za reprezentanta południa.

Powyborcza sytuacja (do czasu unieważnienia wyborów) wyglądała tak - do parlamentu weszły trzy partie proprezydenckie: Birimdik (Jedność), Mekenim Kyrgyzstan (Ojczyzna Kirgistan), Kyrgyzstan i jedna uznawana za opozycyjną Butun Kyrgyzstan (Zjednoczony Kirgistan). Co ważne, Birimdik kierowana jest przez Asylbeka Dżeenbekowa, brata urzędującego jeszcze prezydenta. Społeczeństwo zdaje sobie sprawę, że to zaplanowane zwycięstwo było możliwe również dzięki nieoficjalnemu wykorzystaniu wsparcia finansowego z zasobów państwa.

Co jeszcze? W mediach regionu sporo pisze się o wolontariuszach dbających o porządek i bezpieczeństwo w Biszkeku i innych miastach, wobec rejterady sił porządkowych i oficjalnej władzy. Taka obywatelska postawa budzi m.in. w Polsce powszechny podziw, trudno jednak nie dostrzec, że obywatelskie siły porządkowe są odpowiedzią na panoszące się w miastach (głównie nocami) grupy bandytów i prowokatorów, często wywodzących się spośród zwolenników tej, czy innej partii.

Co gorsze, sytuacja sprzyja ożywieniu starych konfliktów etnicznych. Takich, jak te w 2010 na południu, między Kirgizami i Uzbekami, które przyniosły krwawe żniwo kilkuset zabitych.

Sytuacja na razie jest taka, że oficjalna władza nie działa (choć Dżeenbekow stanowiska na razie nie stracił), a pretendentów do stołków na różnych szczeblach jest wielu. Z wielu wzajemnie zwalczających się frakcji politycznych i klanowych. Pytanie o możliwość nasilenia wewnętrznych tarć wydaje się zasadne, a sytuacja nie zmierza ku jakiemukolwiek dobremu rozwiązaniu. Wręcz przeciwnie, wszyscy chcą ugrać i uszczknąć coś dla siebie. Kirgizom brakuje jednolitego przywództwa. Zresztą, czy takie przywództwo jest dziś możliwe w tak podzielonym społeczeństwie? To, co jednoczyło ludzi 5 października – sprzeciw wobec fałszerstwom wyborczym i korupcji politycznej w elitach władzy, powoli traci znaczenie. Do głosu dochodzą interesy i interesiki. A im silniej wybrzmiewają, tym mniejsze szanse na jakąkolwiek dłuższą (nie 5 czy 10 lat, ale na dekady) stabilizację. Kirgistan, uznawany okresowo za najbardziej rozwiniętą demokrację wśród posowieckich stanów Azji Środkowej, traci ten status i coraz szybciej spada we wszelkich rankingach na łeb, na szyję. Zagrożenie wojną domową, niczym miecz Damoklesa, wisi gdzieś nad głowami Kirgizów na coraz cieńszej nici. Jak dotąd udawało się tej nici nie zerwać...

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka