Jaku Jaku
61
BLOG

Trup Traktatu Lizbońskiego

Jaku Jaku Polityka Obserwuj notkę 59
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy upomniał niedawno Polskę, ponieważ prezydent RP Lech Kaczyński śmiał nie ratyfikować odrzuconego przez Irlandię Traktatu Lizbońskiego. Jako, że nasz prezydent w trosce o dobry PR na pewno nie odpowie na ten zarzut odpowiednio wyczerpująco, postaram się wspomnieć o kilku ważnych kwestiach, które wydają się być pomijane na europejskich salonach.

Sprawa zasady jednomyślności powinna być jasna - to ustalenie jest normą prawną przyjętą przez całą Unię Europejską więc narody Europy ceniące sobie literę prawa powinny jej przestrzegać. Niestety, wygląda na to, że takich narodów jest niewiele. Z dnia na dzień zasada będąca chlubą chwalącej się wszem i wobec swą demokratycznością UE, stała się martwym przepisem. Nikt już nie pamięta, że na mocy tego ustalenia, do wprowadzenia Traktatu Lizbońskiego wymagana jest zgoda wszystkich krajów. W mainstreamowych mediach całej Europy trąbi się dziś o bezczelności Irlandii, której obywatele nie są wystarczająco liczni, by ich głos znaczył cokolwiek. Decyzja narodu irlandzkiego traktowana jest jako bezsensowne veto niedoinformowanych ciemnogrodzian w wersji wyspiarskiej.

Z instytucją referendum oraz prawami Unii Europejskiej śmiał liczyć się m. in. Lech Kaczyński i Traktatu nie podpisał. Stwierdził on jasno, że nie ma już dyskusji o Traktacie Lizbońskim, ponieważ irlandzkie ,,nie'' przekreśliło ten dokument. Włoski dziennik katolicki "Avvenire" nazwało decyzję prezydenta RP ,,ciosem poniżej pasa'' dla Europy i poważyło się na analogię z sytuacją I Rzeczpospolitej, w ktorej to wprowadzono zasadę Liberum Veto i przez to, że polscy szlachcice korzystali z niej nałogowo i wykorzystywali ją w interesie państw ościennych, doszło do powolnej acz sukcesywnej agonii tej wielkiej republiki.

Problem w tym, że ta analogia może istnieć jedynie w umysłach ślepych na fakty i rzeczywistość, otumanionych proeuropejską propagandą lewaków. Owa analogia nie ma racji bytu. Czym innym było państwo polskie, w którym od partykularnych interesów poszczególnych magnatów, ważniejsze były interesy ogółu obywateli, a czym innym jest Unia Europejska, której najgorliwsi obrońcy nie chcą przyjąć do wiadomości, że dla narodów Europy nadal najważniejsze jest dobro ich ojczyzn. Innymi słowy - Polacy mają gdzieś interesy Portugalczyków, tak samo, jak mieszkańców Lizbony nie obchodzi los małopolskich rolników. Tworzenie na siłę jednorodnego organizmu z multinarodowej Europy występuje przeciwko jej korzeniom i naturze - zwykli obywatele to, niekoniecznie świadomie, czują.

I taki stan rzeczy będzie trwał, dopóki ostatni Europejczyk nie zostanie urobiony przez proeuropejską propagandę - pełną pustych frazesów i lewackich sloganów, niczym nie podpartą kawalkadę PR-owskich sztuczek, mających wmówić społeczeństwu czego powinno chcieć.

Uczciwie relacjonując poczynania Komisji Europejskiej, nie da się nie zauważyć, iż w polu jej zainteresowania nie znalazły się interesy większości krajów Nowej Unii - obrazuje to pięknie potraktowanie Polski w sporze o los naszych stoczni. Ów organ nie przejmuje się również normami demokratycznymi - co pokazuje casus Traktatu Lizbońskiego. Ponadto, jest on narzędziem do inżynierii geopolitycznej w rękach najsilniejszych państw - dogadujących się z Rosją Niemiec i marzącej o nowej epoce napoleońskiej Francji. Jaki więc interes ma Polska z uczestnictwa w tym wielkim kabarecie, do którego nawiasem mówiąc będziemy niebawem dopłacać?

Czekam na porcję lewackich wypocin mających pogodzić dalszą integrację europejską z polską racją stanu - ja sam zawiodłem w tej sprawie i nie potrafię tych dwóch wektorów na wykresie interesów politycznych ani o milimetr do siebie zbliżyć. Ale lewakom na pewno się to uda, Ci mają receptę i wytłumaczenie na każdą okazję. Nie ważne, że zazwyczaj są one oparte na złudnych, postmodernistycznych teoriach i nowych, ateistycznych dogmatach, składających się na tworzący się obecnie kult nihilizmu.

Dla obiektywnego obserwatora sprawa powinna być jasna i dawno zamknięta. Traktat Lizboński nie jest zgodny z polską racją stanu, której pryncypia są ważniejsze od wymysłów niedemokratycznie mianowanych urzędników z Brukseli, ponadto na mocy praw UE został odrzucony a prezydent Rzeczpospolitej nie ma obowiązku podpisywać martwych zapisów.

Zamiast łudzić się, że niemieccy, francuscy czy luksemburscy biurokraci będą walczyć skuteczniej o dobro Polski, niż demokratycznie wybrany polski rząd i walczyć o nieusankcjonowany prawnie Traktat, powinniśmy przejść po jego trupie do porządku dziennego i zająć się naprawdę żywotnymi kwestiami.
Jaku
O mnie Jaku

Czerwony Matrix to kłamstwo medialne, polityczne i społeczne promowane od kilkudziesięciu lat we wszystkich postępowych ośrodkach wpływu. Niepoprawni.pl - Bloggerzy dla Bloggerów ↑ Grab this Headline Animator

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (59)

Inne tematy w dziale Polityka