Niedawno postanowiłem dodać do mojego Firefoxa pewną wtyczkę, która umożliwia bezpośrednie nagrywanie oglądanych filmów na dysk – na przykład z YouTube, choć mnie głównie chodziło o odcinki Kapitana Bomby ;) Niestety, kiedy przeprowadzałem instalację, przez pomyłkę kliknąłem na opcję Zainstaluj także wyszukiwarkę. No i się zaczęło...
Nowa wyszukiwarka okazała się o wiele gorsza od google’a, którego bezczelnie zastąpiła, a i sam dodatek nie był szczególnie rewelacyjny. Zdecydowałem się odinstalować to badziewie. Deinstalator zadziałał bez problemu; przynajmniej tak mi się wydawało... Wtyczka zniknęła z listy zainstalowanych programów, ale przy każdym włączeniu Firefoxa nadal zamiast google’a pojawiała się ta cholera. W końcu, po długich oględzinach folderów i ręcznym usuwaniu różnych plików udało mi się pozbyć problemu i wrócić do pierwotnej konfiguracji.
Cała ta sprawa skłoniła mnie do takiej oto refleksji. Niektóre aplikacje komputerowe wygryzają swoje rywalki, a jak już znajdą sobie wygodne miejsce w systemie, bardzo niechętnie z niego rezygnują, mimo usilnych próśb. Trzeba sporego wysiłku, by się ich pozbyć. Pod tym względem są podobne do pewnych kobiet. Je też, jak się na dobre człowieka uczepią, trudno czasem odinstalować ze swego życia, nieprawdaż?
Prawdaż, niestety... ;/


Komentarze
Pokaż komentarze (6)