68 obserwujących
144 notki
425k odsłon
  1638   0

5 marca 2013 jury nagrody A.Kijowskiego fetowało- Stalina

W trakcie wystąpienie  Andrzeja Tadeusza Kijowskiego (stoi) - Włodzimierz Bolecki (siedzi) i gestem nakazuje odcięcie mikrofonu.
W trakcie wystąpienie Andrzeja Tadeusza Kijowskiego (stoi) - Włodzimierz Bolecki (siedzi) i gestem nakazuje odcięcie mikrofonu.

5.   Otoczona przez złych doradców czyhających na jej pieniądze, splendor nazwiska, czy też przez przedstawicieli instytucji państwowych (Ossolineum i Biblioteka Narodowa) ś.p. Kazimiera Kijowska zawierała, co trzeba podkreślić samodzielnie, a zatem wbrew prawu umowy czy ustanawiała nominacje, których bez mojej, współdziedzica praw autorskich kontrasygnaty podpisywać nie miała tytułu. Zwrócił na to wreszcie przed kilku laty uwagę dyrektor Ossolineum  Adolf Juzwenko, zorientowszy się, że instytucja ta bezprawnie weszła w posiadanie wszystkich rękopisów mego ojca.

6.   Była jednak moją matką. A nade wszystko chodziło jej o pamięć mego ukochanego Ojca. Dlatego spierając się z nią głośno, wspierałem po cichu w sferach jej obcych. Często nawet wbrew jej woli. Stworzyłem przy pomocy oddanych mi osób stronę internetową, rozbudowałem hasło Andrzeja Kijowskiego ale także stworzyliśmy osobne hasło poświęcone samej nagrodzie w Wikipedii. Moim też licznym zabiegom, popularyzującym rolę jaką Ojciec odegrał w Marcu 68 roku zawdzięczać pewnie należy fakt przyznania Andrzejowi Kijowskiemu przez ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego pośmiertnie Krzyża Komandorskiego Polonia Restituta. Matka nie udała się na tę uroczystość. Wobec mojej choroby, pod szczególną opieką poległej pod Smoleńskiem ś.p. dyrektor Barbary Mamińskiej, odznaczenie z rąk Prezydenta odebrały nieletnie jeszcze wówczas moje córki: Kamila z Emilią.

7.   Przez cały czas szukałem porozumienia. Kiedy miałem takie organizacyjne możliwości dbałem o to by Laureaci Nagrody im. A. Kijowskiego mogli w latach 2005 i 2006 /Bronisław Wildstein i Dariusz Karłowicz/ wystąpić na organizowanych przeze mnie imprezach literackich przed publicznością pięciokrotnie liczniejszą niż w konwentyklach Ossolineum. Spotykałem się z szefową Zakładu Narodowego, pisałem listy, próbowałem dotrzeć do poszczególnych jurorów. W szczególności do Włodzimierza Boleckiego, z którym polonistyczne magisterium z wyróżnieniem wspólnieśmy odbierali w roku 1976, a którego nadzwyczajna atencja do dzieła mego ojca mnie rzecz jasna cieszyła. Miło mi zawsze było go słuchać jak i innych kolegów zafascynowanych Andrzejem Kijowskim. Uderzało tylko od zawsze jakieś dziwne, właściwe tylko Boleckiemu, dążenie do wyłączenia mnie z jego z moim ojcem relacji. Nie udało się to za krótkiego życia Seniora. Dopiero zapanowanie nad wdową po Pisarzu umożliwiło temu pokrętnemu człowiekowi faktyczny zamach na moją duchową schedę.

8.   Dopiero po śmierci Matki dowiedziałem się, że ktoś i pewnie nigdy nie dowiem się kto, osaczał Kazimierę Kijowską anonimami. Ktoś czuwał by psuć rodzinne stosunki, ktoś chciał posiąść pamiątki, kto inny wyłudzał pieniądze, ktoś zasadzał się na  obrazy, precjoza, rękopisy; wreszcie prestiż i ten okruch władzy związany z prawem nadawania nagrody.

9.   Jednak Mama nie żyje. Przywłaszczycielom nie udało się przejąć majątku. Była bowiem osobą twardą lecz bezwzględnie prawą. "Ossolineum" zdobyło rękopisy, opisało je znakomicie poświęcając tom tym materiałom i choć żal mi, że nie mam (może poza kilkoma listami do mnie pisanymi) śladu oryginalnego pióra mego Taty, zbyt mocno czuję się filologiem by prosząc może Dyrektora Juzwenkę o zwrot /po wskanowaniu/ kilku oryginałów, mieć o ten "zamach" na archiwum głęboką pretensję.

10. Podobnie powinno być z Bibliotekę Narodową skoro podjęła się opieki nad nagrodą im. mego Ojca. Wydawać by się mogło oczywistym, że skoro zawarto (o czym fachowy dyrektor instytucji kultury wiedzieć musi) wadliwą prawnie umowę, należało ją po śmierci wdowy po Pisarzu, z pozostałym jedynym spadkobiercą potwierdzić. Powinienem mieć jakiś, chociażby honorowy udział w jej nadawaniu. Nawet niekoniecznie jako członek jury. Raczej jako osoba, która transparencji werdyktów strzec potrafi: jako doświadczony animator kultury, jako pisarz, jako dziedzic nazwiska i praw autorskich, po prostu jako syn swego ojca. Poziom zwyczajnego grubiaństwa zaprezentowany przez dyrektora Tomasza Makowskiego i wyznaczonego przez moją Matkę (bezprawnie jak już wskazałem) do opiekowania się Nagrodą - Włodzimierza Boleckiego przekroczył jednak wszystkie standardy obowiązujące w kulturalnym świecie. Nie poinformowano mnie ani o wstrzymaniu przyznawania nagrody, ani o jej reaktywowaniu. Nie odpowiedziano na kilka moich e-mailowych zapytań, powołano jury składające się z Tomasza Burka, Dariusza Gawina, Antoniego Libery i Wandy Zwinogrodzkiej -  osób dalekich od reprezentatywności, a w jednym (nb. zawsze dotąd bardzo mi sympatycznym) wypadku jakichkolwiek, poza znakomitym towarzyskim usytuowaniem, literackich dokonań. Nie zaszczycono mnie nawet telefonem, ani papierowym czy elektronicznym zaproszeniem na imprezę.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale