Od ponad roku słyszymy ciche zapowiedzi wielkich zmian tytoniowych. Najpierw poseł Cymański straszył palaczy, że od połowy roku 2007 nie będzie można palić nigdzie poza własnym domem, zaś teraz słyszymy o zakazach idących nie tak daleko jak wcześniej lecz jawiących się znacznie bardziej realistycznie.Jak miałoby wyglądać życie przeciętnego palacza po roku 2008? Wstaje rano, jeśli ma rodzinę a nie daj boże dziecko, nie może zapalić nigdzie poza kuchnią (pierwsze propozycje ograniczenia palenia w samochodach z dziećmi już są). Wychodzi do pracy, jedzie sam więc pali. W pracy udaje, że jest niepalącym, najpewniej po to aby uniknąć zwolnienia. Zwróćcie drodzy Państwo uwagę na to, że już dzisiaj pracodawcy bardzo często otwarcie pytają się potencjalnego pracownika czy pali. I nie obchodzą ich wyniki analiz Komisji Europejskiej która zakazała takich praktyk przez wzgląd na uniknięcie dyskryminacji. Palacz nie pali więc w pracy, po pracy znów pali w samochodzie, jego szczęściem byłaby mobilna praca aby jak najwięcej czasu spędzać pomiędzy prywatnym terenem pracodawcy, a publiczną koncepcją ulicy. Po powrocie do domu znów abstynencja, no może ta kuchnia od biedy pozostanie. Balkon zakazany bo przecież dym przeszkadza sąsiadom i ptaszkom na drzewie. O knajpach, restauracjach czy kawiarniach lepiej nie wspominać.Czy to science fiction? Nie, raczej nie. Patrząc na tendencje w Unii Europejskiej oraz zabawy z ogniem świeżo nawróconych na “poprawną” drogę niepalenia, najprawdopodobniej czeka nas obłożenie radykalnymi przepisami. Tak radykalnymi, że palenie stanie się w pewien sposób bezsensem, bo z przyjemności zmieni się w katorgę. Co najciekawsze nikt w tym wszystkim nie zaproponował całkowitego zakazu sprzedaży wyrobów tytoniowych. Przecież skoro palenie jest tak szkodliwe a zakazy mają ograniczyć choroby wśród społeczeństwa, to najbardziej uczciwe wydaje się być całkowite ograniczenie. Jednak ci, którzy zakazują, zdają sobie sprawę, że palacze dostarczają budżetowi niebagatelnie większego zastrzyku gotówki, niż wynoszą wydatki na leczenie późniejszych chorób. Na tej samej zasadzie funkcjonuje alkohol – równie szkodliwy ale z budżetowego punktu widzenia niezwykle korzystny. Tak więc niech żyje hipokryzja naszych pięknych pogromców raka płuc!
Herbert o Sztukatorach:
Pochwaleni niech będą ornamentatorzy
ozdabiacze i sztukatorzy
twórcy aniołków fruwających
i ci także którzy robią wstążki
a na wstążkach napisy krzepiące
(pod wstążkami wiatr od wyschłych rzek)
a także skrzypkowie i fleciści
którzy dbają aby ton był czysty
oni strzegą arii Bacha na strunie G
no i ma się rozumieć poeci
bowiem stają w obronie dzieci
mówią uśmiech dłonie i oczy
oni mają rację nie jest sprawą sztuki
prawdy szukać to są rzeczy nauki
sztukatorzy czuwają nad ciepłem serca
żeby była nad bramą mozaika
gołąb gałąź albo słońce w kwiatach
(ktoś za bramą ciągnie symbole za sznurek)
są już takie słowa kolory i rytmy
co się śmieją i płaczą jak żywe
sztukatorzy przechowują te słowa
że się pędzi przy tym ciemne młyny
my się o to sztukatorzy nie martwimy
my jesteśmy partią życia i radości
na ulicy radosnych pochodów
szary mur więzienny w oczy kłuje
brzydka plama w krajobrazie idealnym
sztukatorów co najlepszych wezwali
całą noc sztukatorzy malowali
nawet plecy tych co siedzą z tamtej strony na różowo
Komentarze
Pokaż komentarze (1)