W Gazecie Wyborczej, redaktor Skwirowski popełni tekst „Rząd naleje z próżnego, czyli polski cud gospodarczy”. Każdy redaktor czasem strzela gafę, czasem zaś szukając błędów tam gdzie ich nie ma po prostu przekracza jeden most za dużo. Tak też uczynił ów redaktor, którego nie mogę podejrzewać o brak znajomości mechanizmów gospodarczych, bo przecież pisze o tym od długiego już czasu w wielu miejsach. Cóż więc poraziło mnie w jego tekście?
Otóż gdy ktoś się za coś zabierze powinien dogłębnie zbadać temat, zwłaszcza, że kiedy chce się w kogoś uderzyć, należy uczynić to tak, aby adwersarz mógł znaleźć jak najmniej kontrargumentów. W tym wypadku dostajemy oszałamiającą liczbę: 30 mld zł rocznie które będzie trzeba znaleźć na reformy państwowe. Redaktor jest zaszokowany, że ktoś może podjąć się tak szkodliwych działań bądź są to działania tylko pozorne. Ale może spróbujmy policzyć racjonalnie i w sposób szczegółowy przewidywane koszty reformy?
Otóż rok 2007 przyniesie nam wzrost gospodarczy rzędu 6,5%, bezrobocie spadnie nawet o 3-5 punktów procentowych. Oznacza to, że przychody budżetu w przyszłym roku, licząc ostrożnie, mogą wzrosnąć o 15-25 mld złotych. Nie wiemy jeszcze jak będzie się kształtował wzrost płac w administracji oraz sposób naliczania emerytur, można jednak zakładać, że wydatki wzrosną z miejsca o 3-4 mld złotych. Czyli jesteśmy na plusie 21 mld zł.
Teraz wydatki. Redaktor uprościł sobie zadanie i przyjął, że koszty obniżki pozapłacowych kosztów pracy będą od 2008 roku stałe. Problem w tym, że reforma jest rozłożona na kilka lat, w pierwszym roku ma kosztować maksymalnie 7-8 mld złotych. Czyli już 12 mld złotych mniej niż chce tego nasz szacowny redaktor... Kolejną sprawą jest obniżka podatków. I tutaj pojawia się kolejny haczyk. Niższe podatki nie muszą oznaczać niższych przychodów budżetu, o czym pan Skwirowski zapewne doskonale wie ale z pobudek ideologicznych wolał tę kwestię przemilczeć. Realny koszt wprowadzenia reformy podatków (dwa zamiast trzech progów podatkowych) może wynieść nie 10 mld złotych rocznie, ale niecałe 4 mld złotych – część osób z szarej strefy przy takich reformach będzie chciała przejść „na legal”.
Koszty reformy w 2008 roku wynoszą więc nie 30 mld złotych jak tego chciał redaktor, ale przy realistycznych założeniach około 15 mld złotych, przy dodatkowych wpływach rzędu 21 mld złotych. Oczywiście, zapewne część z pozostałych 6 mld złotych pójdzie na podwyżki w innych dziedzinach, nie ma co liczyć, że całe 6 mld złotych zostanie przeznaczone na redukcję deficytu budżetowego.
I ostatnia rzecz – samo Euro 2012. Otóż panie redaktorze! Środki na Euro pochodzą głównie z... dotacji które i tak mieliśmy dostać! Tak naprawdę budżet państwa nie poniesie zastraszających wydatków rzędu 100 mld złotych przez 5 lat, tylko około 30-40 mld złotych w te 5 lat, co daje nam sumę 6-8 mld złotych rocznie, z czego znaczna część miała zostać i tak wydana w ramach istniejących projektów. Być może Euro nie będzie nas kosztowało więcej niż przysłowiowy miliard rocznie.
Szkoda, że ideologia w tak przykry sposób przysłania oczy jak miało to miejsce w tym wypadku (a tutaj ów tekst: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,4096961.html )


Komentarze
Pokaż komentarze (22)