Jak podał serwis bankier.pl, sprawa obniżki składki rentowej może być początkiem końca koalicji. Premier nie dopuszcza poddania dyskusji obniżek w tym roku, zaś koalicjanci powoli starają się prezentować swoje własne pomysły.
Jak wiadomo, obniżka będzie kosztować. Drugim faktem są tragicznie niskie notowania Samoobrony i LPR. Idąc dalej – PiS się umacnia. Może to oznaczać tylko jedno – kosztowne pomysły. Lepper i Giertych zdają sobie sprawę, że każdy milion się liczy. W tym wszystkim problemem jest zupełnie inne postrzeganie wartości owego miliona przez Kaczyńskiego, Leppera oraz Giertycha. Ten pierwszy zdaje sobie sprawę, że długofalowa polityka i perspektywa utrzymania władzy po najbliższych wyborach oznacza konieczność wprowadzenia reform które podtrzymają wysoki wzrost gospodarczy oraz rekordowy napływ inwestycji do Polski. Oznacza to konieczność zmniejszenia kosztów zatrudniania pracownika oraz obciążeń finansowych firm. Oznacza to konieczność przekucia wzrostu w duże obniżki podatków oraz zmiany w pozapłacowych kosztach pracy. Lepper i Giertych nie dostrzegają, lub raczej w ferworze walki o utrzymanie się w Sejmie, nie chcą dostrzegać, że wzrost gospodarczy i spadek bezrobocia nie będą trwać wiecznie.
Tak więc Giertych ostatnio zapowiedział podwyżki w różnych sektorach, Lepper z miejsca poparł lekarzy a dziś na porannej konferencji prasowej uznał, że w Sejmie jest „wiele ustaw prorodzinnych” autorstwa Samoobrony. Nie chcę kwestionować słuszności polityki pronatalistycznej, jednak powinna ona być priorytetem Sejmu kolejnej kadencji – w tej za najważniejsze powinny być uznane reformy zmierzające do podtrzymania przez przynajmniej dekadę wzrostu powyżej 6%. Jest to możliwe o ile zostaną podjęte odpowiednie kroki, jeśli zaś nikt nie zrobi w tej sprawie nic konkretnego, zaś społeczeństwu zostaną zaserwowane drogie ustawy których sens jest widoczny w bogatszym społeczeństwie, wtedy nie pozostanie nam nic innego jak szykować się na chude lata po Euro 2012.
Przy okazji wyszedł na jaw kolejny pomysł PiSu – renta planistyczna w wysokości 25%. Sens owej renty sprowadza się do opodatkowania zysku z nieruchomości (opodatkowana ma być tylko różnica w cenie sprzedaży i kupna nieruchomości, jeśli właściciel będzie chciał sprzedać nieruchomość wcześniej niż 5 lat po jej zakupie). Pomysł skrytykowany zaś demagogiczne tytuły krzyczą o 44% podatku od nieruchomości. Sens tego podatku jednak jest prosty i logiczny. W sytuacji kiedy ceny nieruchomości są windowane przez spekulantów, zaś rynek nie potrafi ich uregulować (popyt i podaż jako dwa magiczne narzędzia rynku w tym wypadku są kontrolowane przez dużych inwestorów a nie przez „naturalne zasady rynku” co przeczy idei wolnego rynku) państwo musi interweniować. Tego typu podatek, jak twierdzą niektórzy ekonomiści, doprowadzi do jeszcze większego wzrostu cen. Ekonomiści owi nie biorą jednak pod uwagę drobnego faktu. Otóż ceny mieszkań osiągnęły taki pułap, że wzrost ponad przewidywane 30% w ciągu kilku lat, doprowadzi co najwyżej do stagnacji i gwałtownych obniżek cen. Społeczeństwa nie stać już coraz częściej na kupowanie tak drogich nieruchomości, banki zaś nie chcą często obywateli kredytować w tych inwestycjach. Konsekwencją więc nie będzie wzrost cen a ustabilizowanie ich na pewnym poziomie – spekulanci nie będą zainteresowani inwestycjami na rynku na którym trzeba cierpliwie wytrwać 5 lat. Warto przypomnieć, że za te 5 lat może dojść do naturalnej obniżki cen mieszkań.
Tak więc warto przyglądać się sytuacji politycznej i liczyć, że gospodarcze pomysły PiSu, choćby w kwestii podatków czy pozapłacowych kosztów pracy, zyskają poparcie PO. Jeśli nie, to można zapomnieć o tym, że po wyborach które wygrałoby PO, cokolwiek się zmieni. Platforma zyskuje niepowtarzalną szansę żeby zmyć hańbę nie udzielenia poparcia liberalnym reformom Hausnera. Jak dotychczas, PO nie próbowało przeforsować w sejmie niczego bardziej liberalnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)