Pierwsza edycja Big Brothera miała być dla telewizji przełomem. Okazała się być chwilową fascynacją, ulotnym snem, zaś tym, co naprawdę wstrząsnęło światem mediów było powstanie pierwszych, dwudziestoczterogodzinnych telewizji informacyjnych.
W Polsce ten przełom przypada na rok 2001, 11 września. TVN24 jest wtedy niszową stacją o małym zasięgu, nie ma zbyt dobrych dziennikarzy, co zresztą nigdy się nie zmieni, jednak ma przewagę nad konkurencją – rozbudowaną bazę logistyczną. Oddziały w każdym większym mieście gotowe do nadawania na żywo. Jedyna prywatna stacja która w tej dziedzinie może dorównać publicznej trójce. I wtedy dwa samoloty uderzają w Dwie Wieże.
Wszystkie telewizje informują na bieżąco, jednak ich relacje są wyprane z tego co widza pociąga najbardziej – emocji i spekulacji. Bo widz nie chce faktów i ITI to doskonale rozumie. Widz chce zobaczyć wydarzenia, poczuć je i ostatnią rzeczą na którą ma ochotę jest zastanawianie się nad sensem owych zdarzeń. Dlatego widz wymaga dynamiki, sensacji, kłamstwa, plotek, domniemywań.
W Polsce panuje dziwne przekonanie jakoby w oczach widza nagrywanie rozmówców jest czymś złym. Dwa fakty mówią nam, że jest wprost przeciwnie. Po pierwsze wzrasta zaufanie do ministra Ziobro a po drugie wzrasta sprzedaż sprzętu nagrywającego. Bo Polacy kochają Igrzyska. Chcą taśm, jakaś perfidna siła odkrywa w nas pokłady satysfakcji, nieopisanej nigdy wcześniej, gdy słyszymy „ja tego grypsu nie zrozumiałem”. Śmiech dziennikarzy świadczy iż oni sami świetnie się przy tym bawią. A potem mówią o swoim świętym oburzeniu.
Ale kto właściwie się oburza? Widz? Na pewno nie. Widz kipi agresją cały czas, on nie może się oburzyć. Jego stan emocjonalny nie zmienia się. Jest wulkanem na skraju wybuchu. Jeśli jest miłośnikiem PO tedy szuka szczęścia w pogrążaniu Ziobry. Jeśli zaś PiS jest jego przewodnikiem, tedy cieszy się jak dziecko gdy prokuratura ukazuje mu nagrania. Są jeszcze widzowie niezrzeszeni, ale jakimś dziwnym trafem oni w sercu są przeciw PiS a za PO.
Niedługo można się spodziewać jeszcze wiekszych emocji. Konkurencja tworzy kanały informacyjne, już nie tylko TVN24 będzie dla nas szukał tych prostackich rozrywek które przecież wszyscy tak kochamy. Wystarczy poczytać Salon. Niby niektórzy tvnu nie mogą strawić, a jednak „WSI24” leci u nich non stop. Z zapałem myśliwego komentują, psioczą, stawiają pytania jak pułapki kłusownika.
Bo przecież taki reality show nas podnieca. Kręci nas ta nieustanna paplanina nie wnosząca nic nowego. Irytują nas politycy których nie lubimy. A jaka tu interaktywność? Bardzo prosta. 21 października część uczestników wyleci z programu. Ale żeby nie było smutno, widz zafunduje nam nowych, zwartych i gotowych. A za kilka lat znów spotkamy się w spektaklu zwanym wyborami przy urnie wyborczej. I znów będzie tak samo. Bo i co ma się zmienić.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)