Mike Kinch Mike Kinch
49
BLOG

Weryfikator sensu strice, Likwidator sensu bez

Mike Kinch Mike Kinch Polityka Obserwuj notkę 0

Prezydent siedział jakby lekko przygaszony. Czoło jego marsowe zwiastowało nadejści burzy. Wichura i grad, ulewa i mgła zlewały się w jedną, wielką i wspaniałą myśl.
- Przegrali chyba, mój wierny druchu – zwrócił się do swego pochlebcy w stylowych okularach – Chyba przegrali. A ja w nich wierzyłem, wierzyłem w demokratyczną sprawiedliwość. To już koniec.
I wtedy zdarzył się cud. Tysiąc dziewic zakrzyknęło w uniesieniu, tysiąc koni zarżało a maszynista zaklął szpetnie.
- Prezydencie, mój sssskarbie – pochlebca jak zwykle starał się wyprowadzić na prostą swego mentora – Ssssskarbie mój, jesteś jedynym takim słodkim kwiatem, odnową tego państwa. Ziemia się zzzzzzieleni gdy po niej stąpasz.
- Lecz cóż z tego, cóż z tego gdy złoczyńcy czają się za każdym rogiem, nie potrafią nas pojąć, nie potrafią nas zrozumieć. Czas nastał bym zaszył się w swej pustelnii i medytacji się oddał. Mroczne to czasy nadeszły. Wezwij do mnie megoo wiernego ucznia.

Pochlebca usłużnie nacisnął jeden przycisk. Jeden by władać wszystkimi. Jeden by wszystkich połączyć – w gabinecie prezydenta zainstalowano niedawno system do wideokonferencji. Ich oczom ukazała się niezmiennie zamyślona, brodata maska. Maska jedynego, tego który był nim mistrz jego nastał.

- Zlokalizowaliśmy przywódcę opozycji, panie mój – głos nie zadrżał mu z uniesienia – Wiemy, gdzie bazę swą mają, Prezydencie.
- Spisałeś się dobrze. Lecz czasu niewiele nam zostało. Senat rozwiązałem, lecz cóż to, gdy nowy się zawiąże. Trzeba działać jak najszybciej!
- As you wish, my lord. But I have bad feelings about this – zapomniał się Weryfikator.
- Mów jasniej, uczniu.
- Chciałem rzec iż rozmawiałem z Likwidatorem. Jest gotów, Panie.
- A sługa mój Zbigniew i Mariusz?
- Gotowi są oddać życie w walce, mój panie.
- Czyń więc swoją powinność Weryfikatorze.

Boni-facy był drobnym przemytnikiem. Współdziałał z opozycją, handlował z Imperium. Kiedy dawny Imperator uległ, on stanął po stronie tych którym niegdyś pomagał przemycac maszyny do druku parowego. Teraz kroczył niepewnie do gabinetu Senatora z Pułtuska. Senator miał zostac już wkrótce nowym Premierem, Nową Nadzieją. Jednak wszyscy obawiali się Kontrataku Prezydenta. Wiedzieli, że godzina wybiła. Boni-facy z samego rana otrzymał wiadomość:
”Wszyscy wiedzą o Twojej przeszłości. Wiedzą, że sprzedawałeś nielegalnie papier toaletowy i donosiłeś na konkurencję.”
Boni-facy zaklął szpetnie. Szaleństwo. Przypomniał sobie tamte czasy. Poznał córkę jednego z szefów gwardii Imperatora, działaczkę podziemia. Zakochał się w niej i zdradził swoją przyszywaną żonę. Wtedy się do niego dobrali. Przesłuchanie trwało pięć minut.
”Pracując dla nas twoje zyski wzrosną dwukrotnie. I nie będziesz płacił alimentów” śledczy stosowali wyjątkowe brutalne metody. Nie oparł się swemu ostatniemu kuszeniu. Teraz zas jego przeszłość wyszła na jaw. A Republika znów była zagrożona.

Senator z Pułtuska był zirytowany. Nie wszystko szło po jego myśli. Prezydent wyprowadzał swe wierne szeregi z ukrycia. Czas działał na jego niekorzyść. Jakby tego było mało, jego córka oświadczyła, że jest w ciąży lecz nie wie z kim.
- Z kim się kochałaś ostatnio, dziecko moje? – dobroć biła z jego twarzy, w środku zaś wrzało.
- Z nikim tatku. Jestem dziewicą. Jednak czuję, że noszę w sobie dziecię. Czasem wydaje mi się, że znam ojca mego syna, to jednak tylko mgliste złudzenie. On jest ulotny. A dziecko rośnie szybko. Czuję, że rodzić wkrótce będę.
Senator nie lubił takich sytuacji. Tego typu poczęcia były podobne do niezbadanych wyroków komet bez ogona czy dwugłowych krów. On wierzył w zabobony. Wiedział też, że trzy razy przegrac śmierc oznacza. Teraz już wygrał. Prawie. Brakowało mu tylko kilku dni. Te kilka dni mogły zostać zniweczone, Prezydent się uaktywnił i wysłał swego Weryfikatora na polowanie. Obdarzył go zaszczytami i władzą, Weryfikator bowiem gardził dobrami doczesnymi. On żył żądzą. Żądza zemsty. Żył agresją i strachem. Gdy weryfikator siedział, drapał się po brodzie paląc fajkę, wszyscy wiedzieli, że tak naprawde poluje. Całe jego życie było polowaniem. Był wykonawcą Szeregów Weryfikacji, nowej instytucji, Inkwizycji Republikańskiej. Odkąd dwa lata temu rozpoczęli wprowadzać nowy ład, wszystko się zmieniło. Nowe instytucje, nowe role. Wszystko co dawne niszczyli. Weryfikator był symbolem.

Senatora niepokoił też Likwidator. Ten sprawny polityk, niemłody już, cieszył się opinią lojalnego i skutecznego. Udało mu się skutecznie doprowadzić do zlikwidowania Sejmu gdzie władze dzierżył brat Prezydenta, zwany Szarą Eminencją, i jego zasługą było wykreowanie nowej rzeczywistości. Podstepny plan zniszczenia opozycji musiał powstać w jego głowie. Likwidator był w pewnym sensie przeciwieństwem Weryfikatora. Miał już trzecią żonę, niezwykle młodą a i niedawno przyjął religię swego Prezydenta. Weryfikator zawsze był wiernym wykonawcą zamiarów swego Wodza. Prócz tego, Weryfikator posiadał wiedze. Już dekadę wcześniej w brawurowej akcji w Instytucie Państwowości Republiki, IPR, dokonał zaskakującej kradzieży akt. Od tego czasu szantażował wszystkich i wszyscy wiedzieli, że pozbyć się go nie mogą. Senator chciał likwidacji Weryfikatora. W imię Republiki.

 

Mike Kinch
O mnie Mike Kinch

Herbert o Sztukatorach: Pochwaleni niech będą ornamentatorzy ozdabiacze i sztukatorzy twórcy aniołków fruwających i ci także którzy robią wstążki a na wstążkach napisy krzepiące (pod wstążkami wiatr od wyschłych rzek) a także skrzypkowie i fleciści którzy dbają aby ton był czysty oni strzegą arii Bacha na strunie G no i ma się rozumieć poeci bowiem stają w obronie dzieci mówią uśmiech dłonie i oczy oni mają rację nie jest sprawą sztuki prawdy szukać to są rzeczy nauki sztukatorzy czuwają nad ciepłem serca żeby była nad bramą mozaika gołąb gałąź albo słońce w kwiatach (ktoś za bramą ciągnie symbole za sznurek) są już takie słowa kolory i rytmy co się śmieją i płaczą jak żywe sztukatorzy przechowują te słowa że się pędzi przy tym ciemne młyny my się o to sztukatorzy nie martwimy my jesteśmy partią życia i radości na ulicy radosnych pochodów szary mur więzienny w oczy kłuje brzydka plama w krajobrazie idealnym sztukatorów co najlepszych wezwali całą noc sztukatorzy malowali nawet plecy tych co siedzą z tamtej strony na różowo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka