Tomasz S., pierwsza ofiara nowego systemu i złego Asesora, wysłannika samego Senatora z Pułtuska, siedział złamany na swej kanapie. Wrócił właśnie z dalekich krajów, gdzie ślub był, wódka, zakąski i same dary niebiańskie. Lecz teraz, po powrocie do szarej rzeczywistości, zmieniającej się z dnia na dzień, został złamany. Niedawno był katem, dziś kaci stali nad głową jego. Tomasz uwielbiał sądzić, choćby tak, jak bez dowodów i dokumentów zniszczył życie Arcyskuba Malutkusa. Czuł wtedy dziką satysfakcję, te same emocje którymi kierował się przez całe swoje życie zacny Weryfikator.
Teraz zaś zakpiono z niego. Jeszcze niedawno mógł pomawiać każdego, sam Weryfikator dostarczał mu dokumentów, każdy go szanował i na ulicy kłaniać się w pas musiał. Gdy szedł, ziemia drżała, samochody stawały a niebo jasniało blaskiem od niego odbitym. Teraz zauważył, że przywileje jego cofnięte zostały. A on sam, jakby w niebyt popadł. Zachmurzone czoło szybko jednak zmieniło formację, z meandrów archaicznych na lazur gładki. Oto bowiem telefon zadzwonił. Ring-ring-rang.
- Słucham? – z całą godnością się odezwał.
- Tomaszu, sługo mój wierny. To ja, Pan Twój. Ciebie wraz z koleżanką wzywam do Pałacu Mego.
- Tak, Panie i Władco.
Samochód mknął ulicami Warszawy. Tomasz palił papierosa, nie zaciągał się przy tym. Mrugał szybko małymi oczkami. Wyraz jego twarzy i wielki uśmiech który zagościł na jego facjacie, świadczył o tym, że powrót jego może nastąpić szybciej niż ktokolwiek się spodziewa. Na Prezydenta zawsze można liczyć. „Chwała nam i naszym kolegom” – to dawne hasło Rebelii zostało nadzwyczaj szybko przyswojone przez Prezydenta. I dlatego nowe państwo, I Prezydencja jak zwano je w gazetach, było tak wspaniałe. Mieniło się twarzami tych, którzy przez ostatnie dekady w podziemiu siedzieć musieli.
Zresztą Tomasz nie ukrywał, że wie, że prędzej czy później ktoś go zaatakuje. Dlatego wszystko co zarabiał wydawał na utrzymywanie kopii swego dziennika. Kopia była tajemnicza, zamiast dziennikiem była kwartalnikiem, to maskowało sens jej istnienia. I nawet kiedy Tomasz pisał coś o niej, nikt poważnie brać tego nie mógł. I to cieszyło Tomasza.
Gabinet Prezydenta był brylantowo-diamentowy w swojej prostocie mebli z Ikei. Meble były wynalazkiem Minister Spraw Zagranicznych która chciała podtrzymywać dobre relacje z mocarstwem, Królestwem Szwedów. Ich prostota miała symbolizowac prostotę Prezydenta. Tomasz szczęśliwy wkroczył do tak gustownego gabinetu.
Prezyden siedział za potężnym biurkiem, w kącie stał Weryfikator który nie zwracał uwagi na przybyłych i wyglądał na okno. Okno wychodziło na gabinet Łazienkowego, tego, który za czyszczenie wanny Prezydenta odpowiadał. Prezydent skinieniem głowy pozwolił uklęknąć swym sługom i bić mu pokłony.
- Wszystko opanowane. Asesor, wysłannik zła, Sędzią nie zostanie. Nie dam mu nominacji, karierę jego za zakończoną uznać możecie. Wy się nie obawiajcie. Za tymi drzwiami czeka na Was Prezes Kuśtyka. Nowe dokumenty dostaniecie. I ze zdwojoną siłą uderzycie.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)