Prezydent siedział zamyślony. Spojrzał w lewo. Spojrzał w prawo. Pustka.
- Weryfikatorze.
- Tak, panie mój?
- Czemuż Jurek Wróblewski, Mudżahedin zapoznany, zbuntował się. Czemuż nie byłeś w stanie zatrzymać go? Czyż to nie mój brat w rękę go całował, jak jakąś damę? Czyż to nie ja chwaliłem jego zasługi? On zaś odszedł. Zdradził nas! Zdradził naszą sprawę! Cosa nostra!
- Cosa nostra, panie mój. Lecz my mamy przewagę.
- Jaką przewagę? On dąży do unicestwienia nas. Chce powstać z kolan! – Prezydent nie wytrzymał i zaczął przechadzać się nerwowo po sali – On chce powstać z kolan względem Stanów Jednorodnych! My, my którzy walczyliśmy o to, by być najbliżej w cieple Krzaka, by klęczeć i pokłony mu bić, on zaś tym który ma to zaprzepaścić?! Nigdy! Trzeba z nim coś zrobić!
- Nie martw się, panie mój. Dokumenty są w produkcji.
Senator z Pułtuska z zapałem jadł lody waniliowe. Obok szedł Grzesiek Z-Chaty-No i Ta Która Kopie.
- Ach, jakie one dobre!
- Tak, czysty profesjonalizm. Ta budka daje radę – Grzesiu nigdy elokwentny nie był.
- My też tak możemy. Możemy tak jak ta budka, być profesjonalni, być wspaniali. Być Polakami sukcesu! – Kopiąca nie mogła wyjść z zachwytu.
- Lecz oni podatków nie płacą – Senator się zamyślił.
- Ale to przecież liberalizm. Czysty i prawdziwy. Podatki niszczą konkurencję. Oni kręcą lody, podatku nie płacą. Nie dają się obrobić państwu. To godne pochwały a nie potępienia.
- Czyli i my musimy tak czynić. Nie dajmy się zwariowac panowie – Ta Która Kopie uśmiechnęła się ponętnie – Dzika Beatka... Ta była liberałem! A oni ją wykończyli. Parszywe totalitaruchy!
- Zaraz, zaraz – Senator uśmiechnął się – więc to naturalne. Państwo jest złe kiedy ingeruje w zbyt wiele stref życia i ma zbyt wielką kontrolę. Czyli, że nasz liberalizm objawi się kręceniem lodów?
- Jasne. Dzisiaj lodziarnia, jutro szpital, pojutrze sejm. Tam w kawiarence mieli kiedyś pyszne lody.
Strażak Wojciech Nafta nie czekał. Był ochotniczym szefem partii a przy okazji szeregowym strażakiem. Stał na balkonie i liczył pieniądze:
- Trzy stówy dla Pani. Proszę pamiętać – najlepiej podpalić dywan. Potem pani krzyczy, ja dzwonię i ratuje panią.
- Oczywiście Panie Nafta. Jest Pan taki słodki.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)