Senator z Pułtuska, teraz już Premier, siedział w swym wielkim fotelu, wpatrywał się w mapę Europy i palił ogromne cygaro. Nie tak daleko, bo tylko dwa kroki za nim, na swym przenośnym krzesełku, siedział On. Grzesiu. Grzesiu wyglądał ślicznie. Te rozczapierzone włosie, to mętne i zaspane spojrzenie, może coś brał, nikt tego sprawdzić nie mógł. Wpatrywali się z przejęciem w mapę która nie zmieniała swych kolorów. Granice były czarne a państwa szare. Nie wyglądało to zbyt wesoło.
- Więc Grzesiu – Senator, a właściwie już Premier, wypuścił ogromne kółko z ogromnego cygara – Powiedz mi, ale tak zupełnie szczerze, gdzie jest ten Paryż do którego mam jechać, a przynajmniej powinienem według Bogdana.
- Paryż – Grzesiu zrobił minę świadczącą o jego niewiedzy w sprawie – Jaki Paryż?
- Wiesz, tam gdzie królowie i królewny się zjeżdżają, szampan leje się strumieniami zaś arystokraci są nadal arystokratami. Geje siedzą w meczecie popijając kawkę, na placu Świnki są najlepsze kasztany, artyści sprzedają swoje wspaniałe prace... Paryż! Centrum kultury! Rozwoju! Gdzie jest Paryż!
Grzesiu się zamyślił. Nie podobało mu się, że Bogdan, ten stary ciul, chce wysłać Senatora, a właściwie już Premiera, do Paryża. Na zatracenie chce go wysłać! Nie może przecież Grześ pozwolić, by Bogdan, ten stary kutwa co ciągle knuje, wysłał Senatka gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie nie wiadomo jak można dojechać. A już na pewno lodów tam nie okręci. Lody kręci się włoskie, a Paryż jest paryski.
- Chwilka Senatku, sprawdzę na mapie – Grześ siadł przy klawiaturze. Ukradkiem, tak by Senator, a już właściwie Premier, go nie mógł dojrzeć, wpisał „Paryż” i „Polska” – Spójrz! Są dwa Paryże. Jeden na północ od Poznania, drugi na wschód od Wrocławia.
- Dwa Paryże? – Senator zakrztusił się. Nikt go jeszcze nie nauczył, że cygarem nie można się zaciągać – Dwa Paryże... To jak myślisz, który z nich Bogdan miał na myśli?
- Ten na północ od Poznania. Ale nie jedź tam, to bez sensu.
- Bez sensu? Muszę jechać! Nie mogę sprawić ludziom zawodu!
- I nie sprawisz. Umieścimy tam wielki, o taki wielki, telebim. Będziesz przemawiał. Oni Cię będą widzieć, Ty ich niestety nie. Ale cóż z tego. Liczy się efekt.
Herbert o Sztukatorach: Pochwaleni niech będą ornamentatorzy ozdabiacze i sztukatorzy twórcy aniołków fruwających i ci także którzy robią wstążki a na wstążkach napisy krzepiące (pod wstążkami wiatr od wyschłych rzek) a także skrzypkowie i fleciści którzy dbają aby ton był czysty oni strzegą arii Bacha na strunie G no i ma się rozumieć poeci bowiem stają w obronie dzieci mówią uśmiech dłonie i oczy oni mają rację nie jest sprawą sztuki prawdy szukać to są rzeczy nauki sztukatorzy czuwają nad ciepłem serca żeby była nad bramą mozaika gołąb gałąź albo słońce w kwiatach (ktoś za bramą ciągnie symbole za sznurek) są już takie słowa kolory i rytmy co się śmieją i płaczą jak żywe sztukatorzy przechowują te słowa że się pędzi przy tym ciemne młyny my się o to sztukatorzy nie martwimy my jesteśmy partią życia i radości na ulicy radosnych pochodów szary mur więzienny w oczy kłuje brzydka plama w krajobrazie idealnym sztukatorów co najlepszych wezwali całą noc sztukatorzy malowali nawet plecy tych co siedzą z tamtej strony na różowo
Nowości od blogera


Komentarze
Pokaż komentarze (2)