Kisiel Kisiel
103
BLOG

"Wtrącać się do brzucha"

Kisiel Kisiel Polityka Obserwuj notkę 13

W poprzednim wpisie zamieściłem słowa biskupa Stefanka, który komentował przyznanie odszkodowania za urodzenie niepełnosprawnego dziecka. Licznik wskazuje, że odwiedzin na moim blogu było w tym czasie kilkadziesiąt, jednak brak wpisów zdaje się świadczyć, że temat nieszczególnie zainteresował odwiedzających.

Mam nadzieję, że kilka przykładów ożywi dyskusję.

Często słyszę od zwolenniczek aborcji, że ciąża jest prywatną sprawą kobiety i że nikt, mówią, nie ma prawa "wtrącać się do ich brzucha". Życie udowadnia jednak, że z prawem własności i nietykalności "brzucha" różnie bywa.

Historia pierwsza - syndrom ofiary

Pewna moja znajoma, atrakcyjna dziewczyna, zwierzyła mi się kiedyś, że od dwunastego roku życia była gwałcona regularnie przez własnego brata. Być może z tego powodu syndrom ofiary stał się jej piętnem - wiele razy już jako dorosła kobieta doświadczała przemocy. Może to niewiarygodne, ale m.in. zdarzyło się, że została porwana przez kilku mężczyzn z ulicy i zbiorowo zgwałcona. Jej pierwsza ciąża również była wynikiem gwałtu. Tego rodzaju przeżycia uczyniły z niej obiekt męskiego pożądania i pogardy jednocześnie. Ona sama z jednej strony czuła się upokorzoną ofiarą, z drugiej jednak strony zawładnęła nią potrzeba bycia za wszelką cenę atrakcyjną. Coś mrocznego gnało ją ku zatracie. Sama szukała okazji do przypadkowego seksu. [Podobny syndrom możemy znaleźć we wspomnieniach z łagru u Herlinga-Grudzińskiego, który opisuje łajdaczące się i zrozpaczone z powodu swojego upadku więźniarki.] Pierwsza ciąża mojej znajomej zakończyła się aborcją. Trudno opisać stan tej dziewczyny, gdy mi o tym opowiadała. To był nieustanny szloch. Zaprowadziłem ją do znajomego księdza. Odbyła spowiedź, otrzymała rozgrzeszenie. Przez moment jakby się odrodziła, ale to był tylko moment, po czym wszystko wróciło w stare koleiny. Nie mam z tą kobietą od lat kontaktu. Wiem tylko, że ma za sobą nieudane małżeństwo i dwie dorastające córki.

Historia druga - spowiedź czekisty

W latach dziewięćdziesiątych zasiadałem jako przedstawiciel prawicowych komitetów parę razy w komisjach wyborczych. Zdarzyło się kiedyś, że uczyniono mnie przewodniczącym obwodowej komisji, natomiast moim zastępcą został działacz SLD, stary "czekista", były komendant milicji. Siedzieliśmy cały dzień we dwójkę przy osobnym stoliku i mieliśmy mnóstwo czasu na rozmowę. Nie wiem, jak to się stało, ale były szef naszej lokalnej czerezwyczajki zaczął mi się zwierzać. Usłyszałem od niego bardzo osobistą opowieść. Było to w czasach komuny. Mieli już kilkoro dzieci i w domu się nie przelewało, kiedy jego żona zaszła kolejny raz w ciążę. On zdecydował, że tym razem, ciąża musi być usunięta. Żona bez dyskusji podporząkowała się mężowi. Umówili z ginekologiem z sąsiedniego miasta termin zabiegu i czekali. Gdy nadszedł oczekiwany dzień, wsiedli do samochodu i pojechali. Jadą, jadą, opowiada mój "czekista", a żona milczy. On widzi, że coś jest nie tak. Po jakichś dwudziestu, trzydziestu kilometrach zatrzymuje więc samochód i pyta: nie chcesz? Żona tylko pokiwała głową: nie. Zawrócił do domu. Urodziła się śliczna córeczka. Dziś jest to dorosła kobieta, a jej dzieci to moje ukochane wnuczki, szepcze mi do ucha mój zastępca. Kiedy mijam na ulicy jego ocaloną córkę, zawsze myślę o wyborczej spowiedzi.

Historia trzecia - Krzyż

Do mojego znajomego księdza przyszło pewne małżeństwo z prośbą o udanie się do ich umierającego w szpitalu syna. Ksiądz nie zwlekając pośpieszył do chłopaka i udzielił mu ostatniego namaszczenia. Niestety syn tych państwa zmarł. Byli to ludzie niepraktykujący, ksiądz nie widywał ich w kościele. Po tragedii to się zmieniło, ponadto adoptowali oni kilkoro dzieci i z wielkim oddaniem i miłością je wychowywali. Ksiądz zaznaczył, że nie może ujawniać tajemnicy spowiedzi, ale ogólnie jest w stanie stwierdzić, że decyzje podejmowane po tego rodzaju tragedii i duchowej przemianie związane są zazwyczaj z wcześniejszymi aborcjami. Tyle adopcji, ile wcześniej aborcji - podsumował swą opowieść.

Aborcja to zawsze rana. Krzyż.

Kisiel
O mnie Kisiel

linki do książki FYMa Czerwona strona księżyca: fymreport.polis2008.pl 65,2 MB 88 MB ebook 147 MB Zwolennikom Platformy i Komorowskiego Jestem poetą. To znaczy nazywam rzeczy imieniem: na świat mówię - świat, na kraj - Ojczyzna, czasem mówię chmurnie na durniów - durnie.   Tadeusz Borowski Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem, i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego przyszłego bezpieczeństwa. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych Być może kiedyś będę zmuszony pragnąć klęski mego państwa, a to w przypadku, gdy przestanie całkowicie zasługiwać na dalsze trwanie, gdy nie może już być żadną miarą uznane za państwo sprawiedliwości i prawa - krótko mówiąc, gdy zaprzeczy swej naturze państwa. Ale taka decyzja jest decyzją przerażającą; nosi ona nazwę "obowiązku zdrady." Paul Ricoeur "Państwo i przemoc" kontakt: okolice@o2.pl   Discover the playlist Asa with Asa NAJWIĘKSZY TEATR ŚWIATA Siedzę na twardym krześle W największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Przede mną mroczna scena Nade mną wielka kurtyna A przedstawienie zaraz się zacznie Codziennie się zaczyna Tragiczni komedianci Od tylu lat ci sami Niepowtarzalne stworzą kreacje Zamieniając się znowu rolami Ten, który dziś gra króla Do wczoraj nosił halabardę A jutro będzie tylko błaznem Prawa tej sceny są twarde Premiera za premierą Pomysłów nie zabraknie Publiczność zna ich wszystkie sztuczki A jednak cudów łaknie Po każdej plajcie antrakt A po nim znów premiera I jeszcze większa plajta A teatr nie umiera Siedzę na twardym krześle w największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę A obok mnie w milczącym tłumie w cieniu tej wielkiej sceny Artyści cisi i prawdziwi Artyści niespełnieni Nie zagram w tym teatrze Nie przyjmę żadnej roli. A serce, a co z sercem A niech tam sobie boli I każdy nowy sezon Niech będzie jak pokuta Stąd przecież wyjść nie można Więc siedzę jak przykuta Do tego właśnie miejsca W największym świata teatrze. Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Pode mną smutna ziemia Nade mną nieba kurtyna Więc czekam aż Reżyser Niebieski Ogłosi wielki finał. Nie wierzę, ale patrzę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka