Leciało to chyba jakoś tak: my - Polacy nie mamy ani pieniędzy, ani umiejętności, ani technologii, by zarządzać własnymi bankami, dlatego musimy przekazać je obcym. Ci z zagranicy są bogatsi, mają niezbędne know-how, toteż dzięki ich wiedzy i umiejętnościom i my się rozwiniemy i staniemy zamożni.
Taka śpiewka rozlegała się donośnie we wszystkich mediach. Zapewniano nas, że altruiści z Zachodu przemienią Polskę w krainę miodem i mlekiem płynącą, bylebyśmy oddali im nasze mienie. Wyprzedaż Polski trwała nieprzerwanie przez całe lata dziewięćdziesiąte i w zasadzie nadal ten proceder może być uprawiany, bowiem łaknących cudów u nas nie brakuje.
I nagle dziś niektórzy z tych piejących przez lata z zachwytu, wyznają ze zdumieniem, że z powodu przejęcia polskich instytucji finansowych przez obcych zagrożona jest nasza gospodarka. Gazeta Prawna ujawnia, że na dziesięć największych banków w Polsce aż siedem zarządzanych jest w zakresie polityki kredytowej przez przedstawicieli zagranicznych inwestorów. Andrzej Malinowski - prezes Konfederacji Pracodawców Polskich stwierdza, że "Kryzys wchodzi do Polski tylnymi drzwiami, przez odmowę kredytu." I dodaje: " Nie może być tak, że decyzje o jego przyznaniu zapadają w Paryżu czy Mediolanie."
A przecież każdy, kto miał do czynienia z poważnym biznesem od lat wiedział, że jednym z niejawnych kryteriów udzielenia kredytu jest ocena, czy dana inwestycja nie wejdzie w konflikt interesów z gospodarką kraju, z którego wywodzi się właściciel "polskiego" banku. To jest zresztą logiczne i oczywiste - każdy dba o swoje, bo bliższa ciału koszula.
http://biznes.onet.pl/5,1531198,prasa.html



Komentarze
Pokaż komentarze (8)