W Polsce łatwo zostać oszołomem. Wystarczy odmówić udziału w zbiorowym spektaklu zakłamania.
Wystarczy przypomnieć, że ten, który do niedawna był senatorem, tak chachmęcił za komuny, że nawet go z partii wylali i że, choć dziś jest podejrzany o korumpowanie wysokich urzędników, ma nadal wysoko postawionych kumpli, bo dwa miliardy non olet; że ten z prawicy, który go zastąpił w senacie, był wiceprzewodniczącym wojewódzkiego PRONu; że obecny starosta, to dawny działacz PZPR, a jego oponent z prawej strony to dawny etatowy działacz ZSMP, który przyjmował w 80 r. chętnych do założenia Solidarności pod wielkim portretem Lenina.
Wystarczy okazać pogardę dawnemu ormowcowi, który dziś w Boże Ciało nosi bezwstydnie baldachim nad księdzem; wystarczy okazać zdumienie, że dawny sekretarz POP jest szafarzem w kościele, a rada parafialna składa się w większości z dawnych bojowników "o wolność i demokrację"; że ksiądz proboszcz obdarza sympatią dawnego szefa SB i nawet specjalnie się z tym nie kryje.
Wystarczy powiedzieć, że to niewłaściwe, by mąż był prokuratorem, a żona sędzią w tym samym miasteczku; że nie może tak być, że ktoś notorycznie umarza postępowanie w sprawie, która w innej prokuraturze znajduje podstawy do skierowania jej do sądu; że urzędnicy bronią swoich oskarżonych, a niszczą szaraczków.
Wystarczy wyrazić zdziwienie, że dawny naczelnik gminy, a obecny burmistrz, jest niezatapialny niczym pancernik Patiomkin; wystarczy napomknąć, że dzisiejszy włodarz gminy, który był niegdyś chorążym LWP, pozatrudniał swoich kumpli z woja na wszelkich możliwych etatach, choć mają oni sute emerytury.
Wystarczy..
Wystarczy powiedzieć głośno, że król jest nagi.




Komentarze
Pokaż komentarze (8)